środa, 31 sierpnia 2011

Naturalny olej awokado

Dzisiaj będzie post o oleju który bardzo lubię i który od dłuższego czasu ma swoje miejsce w mojej lodówce. Mowa oczywiście o naturalnym oleju z awokado. Olej został zakupiony  w sklepie Zrób Sobie Krem.

Jest to olej należący do grupy olejów tłoczonych metodą na zimno i otrzymywany jest z tłoczenia owoców awokado. Bardzo fajne jest to, że olej ten może być bezpośrednio stosowany na skórę, nie trzeba się martwić o rozcieńczanie go z innymi olejami. Jest odporny na ciepło jednak należy go przechowywać w lodówce, aby za szybko nam nie zjełczał.
W niskiej temperaturze twardnieje ale w chłodziarce ma konsystencję średnią, da radę go wycisnąć z tej malutkiej buteleczki na dłoń gdzie po chwili staje się bardzo płynny aż przecieka przez palce.

Olej ten nie ma zbyt nachalnego zapachu jak np. tamanu, raczej znośny ;P
Zawiera aż 7 witamin, liczne kwasy i sole mineralne, skwalen. Na mojej mieszanej skórze dość dobrze się wchłania, fajnie nawilża i odżywia trochę naskórek.
Co ważne olej ten nie ma działania drażniącego czy uczulającego więc nadaje się także do skóry wrażliwej.

Jeśli chodzi o szczegółowe informacje dotyczące oleju to nie będę się powtarzać bo można je znaleźć na  stronie ZSK w charakterystyce - link poniżej:

Co do opakowania w jakim kupiłam olej na ZSK, to jest całkiem niezłe - poręczna buteleczka. Denerwuje mnie tylko to, że nadruki na etykiecie bardzo szybko się zacierają i naprawdę muszę uważać by niechcący  ich nie zetrzeć np. daty ważności czy nazwy oleju. Także za to ogromny minus!


Moje zastosowania:

Ja używam go głównie do 3 rzeczy: do maseczki z zielonej glinki o której pisałam już TUTAJ, do olejowania włosów oraz bezpośrednio do nawilżania twarzy. Mieszam go wtedy np. z emulsją Cetaphil MD albo innym kremem. Bardzo lubię ten olej i jeśli ktoś szuka oleju który miałby bardzo uniwersalne zastosowanie a jednocześnie bardzo bogaty skład to serdecznie polecam.

No i najważniejsza sprawa, bo większość wielbicieli olejów zwraca uwagę na zawartość kwasów oleinowego i linolowego. Hmmm... i tu mam problem, bo jakoś mi informacja na temat tego oleju umknęła, nie pamiętam dokładnie ale nie chce też nikogo wprowadzać w błąd, kojarzę tylko, że zawartość kwasu oleinowego jest bardzo podobna do tej w oleju arganowym. Ale jak to mówią ręki sobie uciąć nie dam :P
Tutaj z kolei znalazłam informację, że olej awokado zawiera aż 66% kwasu oleinowego... Także zwątpiłam i na razie przeznaczam go na włoski, choć nie zauważyłam do tej pory by działał jakoś zapychająco ;)
Dla bardzo dociekliwych polecam artykuł na ten temat TUTAJ.

Poniżej krótka lista z tymi kwasami w olejach (oleinowy - potencjalny zapychacz:-)

olej śliwkowy ma:
linolowy 21%
oleinowy 70%
olej z róży rdzawej (piżmowej)
kwas linolowy 45,1 %
kwas alfa-linolenowy 34 %
kwas oleinowy 15%
olej z czarnuszki:
kwas linolowy 58%
kwas oleinowy 24%
olej z nasion jabłka:
kwas linolowy 55-62%
kwas oleinowy 25-33%
olej z orzecha włoskiego:
kwas linolowy 74%
kwas alfa-linolenowy 10%
olej arganowy:
kwas linolowy 34,6 %
kwas oleinowy 46 %
olej z czerwonej maliny:
kwas linolowy 54,2%
kwas alfa-linolenowy 29,7%
olej żurawinowy:
kwas linolowy 35%
kwas alfa-linolenowy 30 %



Mam jednak jeszcze dwa oleje, które są moje naj naj... I stoją wyżej w mojej hierarchii przed awokado, ale o tym innym razem ;-)

A jakie są wasze ulubione oleje?

sobota, 27 sierpnia 2011

Szczotka Tangle Teezer - wady i zalety

Dzisiaj będzie coś dla włosów czyli najważniejsze dla mnie... Rozczesywanie ;) Swoją pierwszą szczotkę kupiłam bezpośrednio na stronie producenta i kosztowała ona 2 funty.




Wiele osób pisze lub mówi o niej w samych superlatywach... Niestety ja znalazłam kilka wad. Szczotka mogłaby być dla mnie prawdziwym hitem gdyby producent spełnił choć kilka wymogów ale o tym poniżej. Najpierw zalety, potem kilka słów o moim rozczarowaniu.

Zalety:
  • szczotka jest naprawdę lekka,
  • niesamowite jest to, że faktycznie czesanie nabłyszcza włosy,
  • masuje skórę głowy
  • nie szarpie, choćbym nie wiem jak się starała ta szczotką nie da się szarpać,
  • łatwo ją umyć bod bieżącą wodą,
  • duży wybór kolorów
  • szybko rozczesuje suche włosy
  • kolce szczątki stanowią jedność z podstawą, dzięki czemu włosy nie podchodzą pod nie jak przy zwykłych szczotkach, gdzie kolce zamontowane są na gumie,
  • szczotka nie wyrywa włosów,
  • lekko prostuje włosy, są gładkie.





Wady:
  • po pierwsze cena, prawie 11 funtów to zdecydowanie przesada a powinna max 15 zł :) ciekawa jestem ile będzie kosztować gdy zostanie wprowadzona do Polski pewnie z 90 zł ... 
  • brak rączki - niestety przy moich długich do pasa włosach rączka bardzo się przydaje, mogłaby być choć wersja z rączką do wyboru...
  • brak gumek antypoślizgowych na bokach plastikowego korpusu szczotki (takie gumki mają np.szczoteczki do zębów)- dzięki temu nie wyślizgiwałaby się mi z rąk gdy mam rękę od oleju, odżywki czy po prostu od wody,
  • dziwny dźwięk podczas czesania, coś w rodzaju suchych trzaskających gałęzi...
  • niestety nie rozczesuje zbyt mokrych ciężkich włosów, także po nałożeniu odzywki nie da rady, zęby szczotki są zbyt delikatne i wyginają się,
  • mały wybór wśród modeli, brakuje modelu z rączką,
  • często wypada mi z ręki i sucha, mokra czy przy czesaniu naolejowanych włosów,
  • porządny upadek może spowodować, że rozpadnie się na dwie części, na szczęście składa się na "klik", następnym razem skleję ją mocnym klejem :P
  • trzeba uważać jak się ja kładzie, absolutnie nie na zębach bo się odkształcają,
  • niestety plastik trochę elektryzuje włosy.
Mimo wszystkich wad jakie tu wymieniłam, szczotka rewelacyjnie rozczesuje włosy i nawet nie ma co porównywać z innymi szczotkami dostępnymi na rynku bo przy efekcie jaki daje Tangle Teezer inne po prostu wypadają kiepsko! To jest naprawdę rewelacja i w szoku jestem, że ten niepozorny kawałek plastiku tak świetnie sobie radzi, choć dzięki pewnym udogodnieniom o których pisałam radziłaby sobie jeszcze lepiej. Ja ze szczotki jestem zadowolona i z czystym sumieniem polecam.

Acha... jeszcze jedno, wiele sprzedawców m.in. na Allegro reklamuje się tym, że "u nich tylko oryginalna szczotka z wypukłym napisem twórcy szczotki". Szczerze, to dla mnie takie zapewnienie nic nie znaczy, bo producenci podróbek radzą sobie z setki razy trudniejszymi detalami niż jakiś tam wypukły napis w plastiku ;) 

A jakie są Wasze doświadczenia jeśli chodzi o szczotkowanie włosów?

środa, 24 sierpnia 2011

Przesyłka od Yves Rocher :)

Jakiś czas temu dostałam sympatycznego e-maila od pani Natalii z Centrum Obsługi Klienta Yves Rocher a w nim informacja, że zostały wysłane do mnie próbki perfum do przetestowania.

Do próbek perfum dorzucone były też 2 próbki podkładu i kremów. Nigdy nie używałam perfum tej firmy ale z chęcią zapoznam się z tymi zapachami. Szkoda tylko, że próbki zapachowe są w formie chusteczek, przyjemniejsze są małe fiolki :P No ale trudno ;) O swoich wrażeniach dam Wam znać wkrótce, najpierw muszę się zapoznać z tematem...


wtorek, 23 sierpnia 2011

Recenzja BB kremu Skin79 The Oriental Gold BB Cream Plus

BB kremy miałam już okazję używać, testować w mniejszych opakowaniach czy też próbkach. Jednak w przypadku tego kremu od razu skusiłam się na zakup pełnowymiarowego opakowania. Czy dobrze zrobiłam? Nie wiem ... Tak naprawdę do końca nie jestem przekonana ale przejdźmy do rzeczy :)


Wszystkie zdjęcia można powiększać klikając na nie.

Dodam jeszcze tylko, że w skład tej serii wchodzi 11 produktów, można je zobaczyć TUTAJ.

Właściwości tego BB kremu (link do strony producenta: TU  i  TUTAJ):
  • przeciwzmarszczkowe
  • rozjaśniające
  • ochrona UV; SPF 30 PA++
Krem jest tylko w jednym odcieniu.
Dodatkowo opakowanie zawiera produkt, który może służyć nam jako: róż lub błyszczyk. Krem zawiera m.in. opatentowane kompleksy składników aktywnych, które mają odpowiadać za odpowiednie nawilżanie i działanie przeciwzmarszczkowe oraz ekstrakty z czarnej i zielonej herbaty, kawioru i inne.
Przeznaczony jest do takich typów skóry ze zmarszczkami jak: tłusta, mieszana, sucha. A także do cery zmęczonej, szarej z rozszerzonymi porami lub piegami. 
Generalnie dla każdego :-)


Opakowanie bardzo ładne i higieniczne w eleganckim kartoniku. Zabezpieczone plombą, dzięki czemu mamy gwarancję, że produkt był nie używany. Zawleczką także był zaślepiony otwór przez który wypływa krem po naciśnięciu na czarną część opakowania (foto poniżej). Złoty korek zawiera błyszczyk i lusterko. Jednak w całości jak dla mnie trochę za duże by zabierać ze sobą do torebki chociaż pomysł bardzo oryginalny ;) Co mi się mało podoba to to, że nie możemy zobaczyć ile produktu zostało w opakowaniu, no i mam nadzieję, że pompka się nie popsuje, bo co wtedy...?


Krem pachnie nienachalnie, ładnie, zapach się ulatnia. Jest dość gęsty, treściwy. Trzeba się napracować by nałożyć go cienką równą warstwą na twarzy. Początkowo miałam problem by z opakowania wydobyć odpowiednią porcję kremu, zawsze zbyt mocno przycisnęłam i w efekcie miałam za dużo kremu ;-( Nakładam go palcami albo pędzlem (Hakuro H51).  Po chwili od aplikacji ładnie się wtapia w skórę dając efekt naturalnej ładnej rozświetlonej skóry. 
Co mnie zaskoczyło i to na duży plus to to, że krem daje wykończenie prawie matowe w przeciwieństwie do innych BB kremów tej firmy których używałam. Nawet na przetłuszczających się partiach twarzy :)

BB kremy mają to do siebie, że po nałożeniu na twarz "stapiają" się magicznie z odcieniem skóry tworząc efekt secend skin. Dlatego jest tylko w jednym kolorze. Kiedy spoglądamy w lustro od razu mamy rogala na twarzy bo nasza cera błyskawicznie stała się "lepsza, ładniejsza, zdrowsza" aż chce się wzdychać.... Szkoda, że ten efekt się "zmywa" :P

Krem dobrze współgra z innymi kosmetykami, kremami, pudrami czy korektorami. Nie gryzie się i nie waży. Jednak na lato on się nie nadaje. Jest zbyt ciężki, po całym dniu mam wrażenie, że skóra się pod nim dusi. Posiadacze bardzo suchej skóry mogą próbować ale ja wolę go w porze jesienno-zimowej.


Kolor a właściwie odcień mnie nie zachwyca. Niestety... Ja widzę w nim różowe tony i to przy mojej skórze z tendencją do rumienia wygląda nieciekawie. Nie mogę go zostawić solo na twarzy bo mam wrażenie, że wyglądam sino - różowo... Ale kiedy przypudruję do podkładem Clinique Almost Powder Makeup już jest dobrze. 
Nie wiem dlaczego producent wybrał taki odcień. Korektor pod oczy z tej serii mnie zachwycił, i konsystencją i odcieniem. Wypada bardzo żółto jeśli go zestawimy razem z BB kremem. Specjalnie zrobiłam takie porównanie, żeby było widać różnicę. Mam nadzieję, że mi się to udało.
Poniżej zdjęcia w różnym świetle naturalnym i z użyciem flesza.






Skład długi, za długi... Jak jest czegoś dużo to pojedyncze składniki występują w bardzo małej ilości, więc działanie jako takie może tak naprawdę być żadne. Lepiej działają kremy które mają 1-2 składniki aktywne a w większej ilości... Wtedy to ma sens :P 
Bynajmniej krem kupiłam nie dla działania antyrodnikowegio, wybielającego czy przeciwstażeniowego a dla uzyskania naturalnego looku... 
Czy mi się to udaje hmmm cięzko powiedzieć... Cały czas staram się okiełznać ten wynalazek ale bardziej skłaniam się przy mojej cerze w kierunku podkładów mineralnych. BB kremy okazyjnie, raczej jako mała odmiana.

Tymczasowo nie mam swatchy błyszczyka i fotki ze składem, uzupełnię w wolnej chwili :)

Znacie ten BB krem? Jakie są Wasze doświadczenia?

niedziela, 21 sierpnia 2011

Makijaż z użyciem paletki Sensique nr 105

Tradycyjnie już w niedzielę, zmalowałam makijaż dla Was :) Proszę mi tylko wybaczyć niedociągnięcia, zaszklone i zapuchnięte oczy bo katar mam niemiłosierny. Czuję się i wyglądam koszmarnie...
Użyłam paletki HEAN Sensique nr 105, którą pokazywałam kilka dni temu TUTAJ.
Zdjęcia były robione w różnym świetle naturalnym, na końcu jedno z użyciem flesza.

Wszystkie zdjęcia można powiększać, wystarczy na nie kliknąć :)
Miłego oglądania :)







z lampą błyskową

Jako BONUS przyjaciel rodziny czyli cichy w rodzinie :)



Mam nadzieję, że nie jest źle :P
Podoba się Wam?

piątek, 19 sierpnia 2011

Dylematy MAMY czyli przekłuwamy uszy maluszkowi...

Ostatnio zdecydowałam się, że przebijemy uszy naszej półrocznej Migotce. Decyzja została podjęta właściwie kiedy jeszcze była w brzuszku. Po doświadczeniach ze starszą córką i historiach usłyszanych ze znajomego gabinetu kosmetycznego stwierdziliśmy z mężem, że im wcześniej tym lepiej.
Cały zabieg został wykonany w domku, przez znajomą dla dziecka ciocię (profesjonalną kosmetyczkę). Płatki uszu zostały na 20 min. przed zabiegiem posmarowane kremem znieczulającym Emla. Poza tym malutka dostała do "zabawy" na chwilkę pistolet (oczywiście nie "nabity") aby mogła się oswoić z urządzeniem oraz hałasem jaki ono wydaje. Starsza córka dla młodszej wybrała kolczyki. Kiedy uszka zostały już odpowiednio przygotowane, cały zabieg trwał może 5 minut, bez płaczu, szarpania się, zupełnie jakby nic się nie stało. 
Oczywiście to nie koniec, bo o to by dobrze się wygoiły trzeba dbać. Odkażam je płynem OcteniSept i delikatnie poruszam aby dotleniać miejsce które ma się zagoić. 

Pamiętam jak mi moja mama bodajże w wieku 4-5 lat przekłuwała uszy naostrzonym małym kolczykiem, bo bardzo chciałam mieć przebite uszy tak jak inne dziewczynki. Poszło bardzo szybko, nie mam jakieś traumy z tym związanej, jednak pamiętam ten dzień bardzo dokładnie :) Potem w liceum sama zrobiłam sobie jeszcze kilka dziurek. Później nawet koleżankom, bo taka była "moda". Kolczyk w pępku ładnych parę lat temu zakończył moje doświadczenia w tym temacie.

Wiele osób twierdzi, że małe dziecko jest piękne same w sobie i nie trzeba je na siłę "upiększać". Oczywiście zgadzam się z tym w 100% procentach. Ale moje doświadczenie zawodowe podpowiada mi, że lepiej nie stresować dziecka takimi zabiegami w wieku przedszkolnym, ba nawet dorosłe osoby panicznie się boją przebić uszy mimo, iż twierdzą, że gdyby miały przebite to bardzo chętnie nosiłyby kolczyki... Także to jest temat rzeka i co osoba to inna opinia. 
A oto efekt "upiększania" :)




A jakie są Wasze doświadczenia?

Swatche paletki Sensique nr 105

Chciałam dzisiaj pokazać Wam cienie jakie nabyłam jakiś czas temu. Pisałam o tych zakupach tutaj.
Są to cienie popularnej już marki Hean.  Dzisiaj będzie któciutko, bo chciałam pokazać głównie swatche tych cieni. Jest to paletka nr 105 w kolorach fioletu i śliwki.
Ostatnio uwielbiam makijaż w tych kolorach więc są one w ciągłym użyciu. Sprawują się dość dobrze jak na produkt w cenie poniżej 10zł. Nie tracą koloru w ciągu dnia, dobrze trzymają się na bazie ArtDeco, świetnie się ze sobą mieszają, nie mają brokatowych drobinek. Mają jednak swoje wady a mianowicie: troszkę się osypują więc trzeba uważać przy nakładaniu i wg mnie są troszkę zbyt połyskliwe do makijażu dziennego ale użyte z matami wyglądają świetnie.

Jest to moja druga paletka z tej serii, pewnie przy kolejnych zakupach w Naturze skuszę się jeszcze na inną. Tymczasem poniżej przedstawiam zdjęcia, które były robione moim nowym nabytkiem Nikonem P500. Mam nadzieję, że aparat będzie spisywał się dobrze i nie będzie pożeraczem kolorów :P









Z lewej w świetle dziennym, z prawej w pełnym słońcu. Zdjęcia bez lampy.


Światło dzienne, bez użycia lampy

Zdjęcia w pełnym słońcu.

Na koniec skład:


A czy Wy znacie lub używacie te cienie? Jestem ciekawa innych paletek...

sobota, 13 sierpnia 2011

Ruboril czyli walka z czerwonym pyszczkiem cz.I

ISIS Pharma Ruboril, Krem do skóry ze skłonnością do rumienia

Ostatnio zostałam poproszona o polecenie kremu, który były "dobry" dla skóry naczynkowej. Powiem szczerze, że myślałam nad tym dość długo bo jak mam polecić komu coś to chcę by spełniło to jego oczekiwania. Nie lubię mieć potem wyrzutów sumienia :-)) 
Przerobiłam już wiele kremów do takich własnie cer. Niestety moja buzia napadowo potrafi się czerwienić , podrażnia się od byle czego a dodatkowo mam zaczątki trądziku różowatego. Niestety...
Gdy tak sobie dumałam przypomniało mi się, że ten właśnie kremik kupiłam nie raz a kilka razy tak więc coś musiało w nim być, że mnie urzekł. 

Oto co obiecuje producent:
Jest to krem przeznaczony dla osób z bardzo wrażliwą skórą. Z tendencją do: rumienia, zaczerwienienia twarzy, napadowego zaczerwienienia twarzy, zmianami naczyniowymi, trądzikiem różowatym pod postacią grudek i krost (można powiększyć foto by wyczytać więcej informacji, nie będę się powtarzać :-)
Dodatkowo krem zawiera takie składniki aktywne jak: wyciąg z ziołopłonu, wyciąg z mimozy meksykańskiej, eskulinę i kwas glicerytynowy (łagodzi zaczerwienienia).


Jeśli chodzi o opakowanie to mamy tu miękką tubkę, bardzo poręczną. Higieniczną, nie grzebać paluchem w słoiczku czego ja bardzo nie lubię. Krem jest wydajny. Nie klei się, ładnie się wchłania nie zostawiając lepiej warstwy. Konsystencja nie jest gęsta - treściwa ani zbyt lekka - żelowa. Taka w sam raz.


Można powiększyć foto :)



Nie wiem czy udało mi się to uchwycić na zdjęciu ale krem ma kolor lekko beżowy, jakby wpadał w żółć. Po nałożeniu działa też troszkę jak korektor, ale naprawdę bardzo delikatnie. Przyjemnie się rozsmarowuje, buzia po nim jest gładziutka, dla mnie idealny pod makijaż. 
Spotkałam się z opinią, że osoby o bardzo suchej skórze potrzebują dodatkowego nawilżenia. Wg mnie przy mieszanej lub tłustej to jest zbędne.


Jeśli chodzi o skład to producent zapewnia, że nie zawiera on parabenów i środków drażniących. Nie zawiera też fenyloksyetanolu i nie jest perfumowany. Ja jak na razie nie zauważyłam zapychania spowodowanego działaniem tego kremu.


Moje doświadczenia:
Krem stosowałam w ubiegłym roku, zużyłam kilka opakowań. Teraz kupiłam sobie jedno ponownie. Jeśli chodzi o zapach to wg mnie mógłby być przyjemniejszy, jakoś ja do niego nie mogę się przekonać, jakiś taki apteczny. Na szczęście szybko się ulatnia. Buzia na początku po kremie zareagowała rumieniem co mnie zaszokowało ale to efekt chwilowy i potem jest OK. Skóra się przyzwyczaiła. Czasami tak jest z dermokosmetykami, że po aplikacji mamy mały "szok". Podobnie reaguję w przypadku kremu Kerium DS (ale o tym innym razem). 
Jeśli chodzi o efekty to tak jak obiecuje producent, niestety bardziej widoczne zmiany pojawiają się po 3 miesiącach stosowania z tym, że widocznych popękanych naczynek krem nie usunie całkowicie. To jedynie można zrobić w gabinecie kosmetycznym... Buzia za to jest już po tygodniu uspokojona, zaczerwienienie twarzy znika a napadowe rumieńce nie są tak okazałe :) U mnie krem łagodzi zaczerwienienia powstałe po podrażnieniach innymi kosmetykami, doskonale nawilża. Buzia jest gładziutka i miła w dotyku. Nic nie piecze ani nie swędzi. Często mam takie reakcje napadowe po kosmetykach, że mogłabym się zadrapać a twarz piecze okrutnie. Tutaj nic z tych rzeczy.
Krem ten momentalnie "wybledza", buzia po chwili zyskuje w miarę "normalny" koloryt, co mi się bardzo podoba. Rano budzę się bez czerwonych placków na twarzy, ewentualne grudki i krostki są dużo mniejsze a po 3 dniach znikają. 

Do tego kremiku na pewno będę wracać co jakiś czas i bardzo się cieszę, że znów sobie o nim przypomniałam. Po lecie jak znalazł. Buzia po nim jest uspokojona. Mam jeszcze innego "pogromcę" w tej kwestii ale o tym innym razem w cz. II.

Jestem ciekawa jakie Wy macie sprawdzone specyfiki dla takiej cery. Chętnie poczytam, może coś fajnego mnie ominęło....  :)

piątek, 12 sierpnia 2011

Ziaja Reduktor Cellulitu Serum Drenujące

Są takie kosmetyki w marketach ukryte na dolnych pułkach, gdzieś za kartonami, niepozorne skarby. Trzeba się dobrze naszukać, żeby je dorwać bo na półce na poziomie oczu na pewno ich nie znajdziemy... Do nich własnie zalicza się ta mała czarna butelczyna czyli Ziaja Reduktor Cellulitu Serum Drenujące, Rebuild Odbudowa Skóry.



Serum stosuję na brzuch, boki i biodra. W tych miejscach skóra jest po dwóch ciążach i obowiązkowym leżeniu rozciągnięta, mało elastyczna.  Po serum stała się bardziej jędrna, czuć to w dotyku. Będę dalej stosować zobaczymy  co będzie. Używam już 2 butelkę raz dziennie wieczorem, niestety nie mam czasu rano z moimi dziewczynami na takie bajery :( No i oczywiście smaruję też uda i pośladki. Nie mam widocznego cellulitu na udach, na pośladkach już gorzej. Wiadomo, że sam balsam nie zdziała cudów, potrzebna jest rozsądna dieta i ruch,  ale ze wszystkich stosowanych przeze mnie ten wypada najlepiej. Wypróbowałam naprawdę wiele i te bardzo drogie i tańsze. Dłuższy czas używałam żelu i bagna myjącego Lacote Guam co kosztowało mnie naprawdę duże pieniądze. Ziaja wypada rewelacyjnie jak na kosmetyk w tej cenie.

kliknij foto - powiększy się :)



Podsumowując, serum:
  • dość szybko się wchłania, 
  • rewelacyjnie nawilża, 
  • ujędrnia,
  • skóra jest gładka w dotyku, napięta, wygładzona i przyjemna,
  • zapach, ja akurat lubię anyżkowy :)
  • nie klei się do ubrań,
  • przyjemnie chłodzi skórę, 
  • efekt chłodzenia utrzymuje się dość długo,
  • bardzo fajny skład, dużo aktywnych składników,
  • troszkę mała pojemność ale za to butelka poręczna,
  • ciężko dostępny, u mnie tylko w Rossmanie :(
  • niestety trzeba pobawić się w rozcinanie butelki by wydobyć sporą ilość kosmetyku, która wystarczy nawet na 3 porządne aplikacje.
Skład:



wtorek, 9 sierpnia 2011

Sierpniowe zakupy czyli pudry, kremiki, żeliki... ;)

Zawsze na początku miesiąca lubię kupić sobie kilka rzeczy bo później nawet gdyby było mi coś potrzebne to może zejść to na dalszy plan...
Część z tych rzeczy mam już w domku i cieszą moje oko a na inne czekam z ogromną ciekawością.
Będzie bardzo, bardzo minimalistycznie jeśli chodzi o zdjęcia bo jak już pisałam wielokrotnie nadal aparatu u mnie brak, aktualnie mam tylko komórkę LG S-310 która ma bardzo kiepski aparat, więc buuuuuuuu....
Własnie trwa naprawa mojego kompakciku do pstrykania po upadku w piasek ale "czarno" to widzę.
A do rzeczy zaczynam się chwalić  :P

źródło: net


Do ciałka kupiłam sobie a właściwie kazałam sobie kupić, bo rzadko wychodzę na zakupy "stacjonarne":
Ziaja Reduktor Cellulitu serum drenujące, które ostatnimi czasy uwielbiam i kolejną buteleczkę musiałam mieć.

Do buzi krem z ISIS Pharma Ruboril. Krem ten był kiedyś moim ulubieńcem potem go odstawiłam na rzecz eksperymentowania jednak powrócił do łask :)

W moim kuferku zagościły też dwa nowe pudry. Znowu... :)) 
Pierwszy to E.L.F. High Definiton Puder HD. Po zachwytach nad tym pudrem na KWC nie mogłam tego nie mieć. Drugi puder (dzisiaj do mnie przyleciał z za oceanu) to rozświetlacz Physicians Formula mineral Glow Pearls w kolorze beige pearl. Długo zastanawiałam się nad kolorem ale w końcu padło na beżowy.

Kolejny produkt jaki sobie zamówiłam i mam nadzieję, że już jutro do mnie dojdzie to szczotka do włosów. Mowa oczywiście o przesławnej Tangle Tizzer. Ja też musiałam to cudo mieć. Mam nadzieję, że dołączę do milionowego grona fanek TT. zobaczymy...

Nie mogłam tez zapomnieć o moich córach tu padło na żel do mycia ciałka i włosów z Hippa który też od dwóch dni im podkradam :-) Skóra jest po nim mięciutka więc kto wie może i ja się przyczepię do niego na dłużej...

No i na koniec pędzle. Uzupełniłam braki, po tym jak ostatnio rozwaliłam ulubiony (a jednak da się) pędzel Bobbi Brown :( Musiałam coś zakupić na pocieszenie i padło na 3 pędzelki: Maestro pędzelek do cieni seria 360 rozmiar 8 i pędzelek do kresek seria 660 rozmiar 4 oraz Hakuro H51. Mam nadzieję, że to był trafny wybór bo jeszcze żadnego z tych pędzli nie miałam.

Jesteście ciekawi któregoś z tych produktów? A może używacie? 

czwartek, 4 sierpnia 2011

Dla dociekliwych czyli wykaz i powszechne nazewnictwo składników stosowanych w produktach kosmetycznych :)

Ponieważ nadal walczę i dumam nad zakupem aparatu fotograficznego a także ostatnio nie mam na nic czasu, pomyślałam, że pokażę coś co może zainteresować dociekliwych, szczególnie jeśli chodzi o składy, nazewnictwo  i nie tylko.

Osoby studiujące kosmetologię pewnie znają tę księgę dość dobrze a inne jeszcze o niej nie słyszały. Może czas najwyższy ;-))
Ten dokument to Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej a dokładnie:


Decyzja Komisji z dnia 9 lutego 2006 r. zmieniająca decyzję 96/335/WE ustanawiającą wykaz i powszechne nazewnictwo składników stosowanych w produktach kosmetycznych


Wiem brzmi nudno, ale zawiera bardzo ciekawe informacje. Lektura trochę ciężka, bo ma ponad arkusz stron ale przedstawiona w formie bardzo czytelnej i potrzebne informacje dotyczące składu wyszukuje się dość szybko.


Także przyjemnej lektury. Wydaje mi się, że warto mieć dostęp do takiego źródła.
Szczególnie jeśli chodzi o kosmetyki azjatyckie których składy są bardzo zawiłe i długie. Może się przydać w ich rozszyfrowywaniu ;-))

Linki do stron:
Najlepiej pobrać w formie pdf na dysk wtedy fajnie można szukać w tabelkach 
(na dole strony "pobierz dokument")

lub bezpośrednio:

Dostęp do innych aktów prawnych dotyczących  Produktów Kosmetycznych

Ktoś z Was zna ten dokument lub miał z nim do czynienia?


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...