sobota, 25 lutego 2012

Filtr przeciwsłoneczny Anthelios dla dzieci i nie tylko od La Roche-Posay

Naprawdę już bardzo dawno temu wspominałam, że zakupiłam dla moich szkrabów mleczko a właściwie lotion z filtrem UVA/UVB. To było przed naszym wakacyjnym wyjazdem w ubiegłym roku. Pisałam o tym tutaj
Muszę się przyznać, że spodobał mi się od tego czasu tak bardzo, że sięgam po niego do tej pory a jak widać sporo czasu minęło, więc jest mega wydajny. Stosuję go zamiennie z kremem ochronnym +50 do cery suchej tej samej firmy.
Wiadomo, że obecna pora roku sprzyja zabiegom "kwaszenia" się więc kremy, mleczka z filtrami jak najbardziej na czasie. Ja mam swoich ulubieńców w tym temacie i właśnie o jednym z nich będzie dzisiaj słów kilka.

Acha z góry przepraszam za jakiś taki chaos w tej recenzji ale ostatnio zauważyłam, że wkrada się on we wszystkie dziedziny mojego życia i pomimo wszelkich prób ogarnięcia go ja jednak wysiadam... 
Wracając do tematu:


Filtr La Roche-Posay Anthelios Dermo-kids Lotion 50+ SPF przeznaczony jest dla dzieci i jego głównym zadaniem jest ochrona skóry przed szkodliwym promieniowaniem.
Nabyłam go tak naprawdę w ciemno, bo potrzebowałam wtedy kremu z filtrem dla dzieci. 


Kupiłam go pół roku temu w zestawie z zabawką i powiem szczerze, że fajny gadżet bo przydał się nam na wyjeździe. Nawet z porządnego tworzywa, bo szpadelek "przeżył" mordercze kopanie dołów mojej córki na plaży :D [Jesooo ale mi się zatęskniło do wakacji a tu jeszcze tyle czasu ] 


 Tubka w której zamknięty jest krem jest wygodna i poręczna, bardzo podobają mi się opakowania tej firmy. Choć trochę kosmiczne jak dla mnie było opakowanie z fluidem przeciwsłonecznym do cery tłustej. Używałam go dwa lata temu i nie mogłam się do niego przekonać. Konsystencja była wodnista, opakowanie dziwne i jakoś "to nie to". W tym przypadku mam zupełnie inne odczucia. Lotion nie jest rzadki ma postać lekkiego balsamu, całkiem nieźle się wchłania jak na filtr. Pozostawia na skórze film ochronny (bo z założenia ma być odporny na wodę i piasek).


 Krem pachnie bardzo subtelnie, nie nachalnie.  Jest lekki i dobrze się rozsmarowuje na twarzy i na całym ciele. Nie spowodował żadnych podrażnień u nikogo z naszej rodziny. Ja z powodzeniem stosuję go na twarzy i sprawuje się świetnie pod makijaż bez względu co nałożę na niego czy podkład w płynie czy podkład mineralny. Wszystko trzyma się jak trzeba. Nie spływa, nie waży się. Nie ma też potrzeby używać nawet kremu nawilżającego. Zwyczajnie po umyciu nakładam filtr, na to makeup i gotowe :D Dodam jeszcze, że raczej solo filtra nie polecam bo twarz po nim lekko się świeci ale wystarczy odrobina pudru i jest OK. 
Wiele mleczek ochronnych ma skłonności do "lepienia się" ten użyty z rozsądkiem ładnie się wchłania i nie klei się, no chyba, że nałożymy za dużo. Poza tym absolutnie nie bieli. Samo mleczko jest w odcieniu lekko żółtawym.


Przyznam się szczerze, że nie wiem która to jest wersja mleczka/lotionu ochronnego dla dzieci z tej firmy, bo wiem, że kilka ich było. Bynajmniej wg mojej opinii ta jest całkiem udana i na pewno zużyję opakowanie do końca z przyjemnością.


Z uwag czysto praktycznych mogę doradzić jednak rodzicom by dla maluchów kupić jednak na wakacje filtr w spreyu bo chociaż ten był bardzo dobry jeśli chodzi o ochronę to jednak smarowanie malucha oblepionego piaskiem nie należało do przyjemności dla obu stron.  Wiadomo, że filtr nie działa przez cały dzień pobytu na słońcu i mimo, że nakremujemy się przed wyjściem to później czynność tą niestety za jakiś czas trzeba powtarzać ... :[
Mimo to z czystym sumieniem bardzo polecam to mleczko/lotion teraz jako uzupełnienie zimowej ochrony przeciwsłonecznej.
A jakie są wasze ulubione kremy z filtrami?

środa, 15 lutego 2012

Depilacja laserowa Light Sheer - pierwsze wrażenia :)

Tak tak, postanowiłam, że koniec z woskowaniem, maszynkami, depilatorami. Nie ukrywam, że zbędne włoski tu i ówdzie to mój największy wróg i zrobię wszystko, by go pokonać :P
Po latach trudnej i mozolnej walki z wiatrakami postanowiłam wytoczyć większe działo i raz na zawsze pokonać upierdliwego wroga. Nie myślcie, że jestem jakimś tam owłosionym mamutem, po prostu zwyczajnie mam dość ciągłego "przygotowywania" się gdy chcę pójść na basen czy do lekarza... Poza tym co tu kryć człowiek zwyczajnie lepiej się czuje jak jest zadbany :)

źródło: net
Niestety w moim mieście trudno było mi znaleźć odpowiedni gabinet z odpowiednim sprzętem ale w końcu udało się i skorzystałam z usług gabinetu ESTETICO z Łodzi, który ma swoje "niestacjonarne" filie :) Udało mi się odkryć, że dwie specjalistki z owego gabinetu zajmujące się depilacją tym laserem pojawiają się raz tydzień w mojej okolicy i "działają" więc po kilku telefonach udało się i panie wcisnęły mnie w dłuuuugą kolejkę na koniec marca. No ale w walentynki jakaś klientka zrezygnowała z zabiegu na rzecz romantycznego wieczoru więc skorzystałam ja :P Tak w skrócie przedstawia się moja historia.

Acha oczywiście "starość nie radość", więc nie zabrałam aparatu ze sobą by zrobić konkretne zdjęcia. Kilka zrobiłam komórką a resztę poszukałam w necie.
A teraz do rzeczy...

Laser diodowy Light Sheer
To laser diodowy - jedno z najskuteczniejszych urządzeń do depilacji jakie są dostępne na rynku. Najprościej rzecz ujmując laser wysyła wiązkę promieniowania, która podgrzewa cebulkę włosa w fazie wzrostu do temp. ok 80*C zwyczajnie ją niszcząc. Skóra przy tym nie zostaje uszkodzona, bo końcówka lasera, płaski szafirowy kwadracik (na moje oko 1cm na 1cm) schładza skórę tym samym ją lekko znieczulając. Końcówka ma temperaturę ok 0 do -2*C. Włos raz zniszczony już nigdy więcej nie urośnie w tym miejscu. Tak więc jest to metoda trwała.
Więcej na ten temat możecie poczytać TUTAJ

źródło: net
Laser diodowy a IPL
Wydaje mi się, że to dość ważne. Wiele gabinetów mami klientki tym, że urządzenie "laser" IPL to to samo co laser diodowy. Otóż nie. Dziewczyny zanim zdecydujecie się na zabieg najpierw sprawdźcie jakim urządzeniem będzie on wykonywany. IPL niestety nie usuwa trwale owłosienia, nie ma takiej możliwości. Z rozmowy z paniami dowiedziałam się, że IPLe tylko usuwają owłosienie na jakiś czas z reguły je rozjaśniając co potem utrudnia działanie laserowi diodowemu. Efekty są niewymierne w stosunku do lasera diodowego. Wiele gabinetów zwyczajnie nie stać na laser diodowy. Kiedy ja szukałam  lasera dzwoniąc po różnych gabinetach z pytaniem "Czy wykonujecie depilację laserową?" prawie wszędzie usłyszałam, że "TAK" i od razu chciano mnie umawiać na zabieg. Natomiast dopiero jak zadałam następne pytania dotyczące urządzenia "lasera" wychodziło na jaw, że coś jest nie tak :-(( 
IPL jest super urządzeniem ale do innego typu zabiegów. To są drogie zabiegi i takie nabieranie klientek to wg mnie zwyczajne chamstwo. 


Przygotowanie w domu do zabiegu
Zanim pojechałam na umówiony zabieg pani poinstruowała mnie przez telefon, że skóra ma być ogolona zwykłą golarką najlepiej kilka dni przed zabiegiem aby były widoczne kiełkujące włoski. Poza tym skóra nie powinna być opalona po solarium, ze zmianami łuszczycowymi czy bielactwem. Laser najlepiej działa na czarną czuprynę i bladą skórę. 
Skórę jak ktoś chce można znieczulić w domu kremem Emla (lidokaina+paracetamol) ale ja nie odczułam takiej potrzeby.

Wrażenia z wizyty
Wreszcie wizyta. Wyruszyłam na misję trochę niepewna co mnie czeka ale nie bałam się :) Zaraz po wejściu jedna z pań wręczyła mi formularz ankietowy, który kazała dokładnie wypełnić. Oczywiście zadanie wykonałam jak trzeba. Później była konsultacja, wyjaśniono mi jak to wszystko będzie wyglądało, jak mam dbać o skórę po zabiegu.
W gabinecie poproszono mnie o ubranie odzieży o ile tak można nazwać jednorazowe stringi kosmetyczne :D Przesympatyczna pani wysłuchała moich sugestii dotyczących planowanej fryzury po czym nakreśliła na mojej skórze długopisem obszar jaki ma być poddany zabiegowi. Ja w tym czasie leżałam sobie ubrana w "super stringi" na łóżku. Miałam wrażenie, że majty te sprawiały jej kłopot w trakcie zabiegu bo musiała nimi manewrować na wszystkie strony aby naświetlić włoski jak należy... Ja szczerze powiedziawszy nie mam zahamowań i nie musiałabym ich mieć ale pewnie dla niektórych to jest problem. Mi on minął po dwóch porodach, człowiek z czasem chyba się przyzwyczaja, że pewne osoby oglądają cię od "dupy strony" za przeproszeniem :P
Potem założyłam magiczne różowe okulary, które miały chronić moje oczy.
Na początek pani wykonała próbę laserową (jedno przyłożenie lasera) i zapytała o moje odczucia. Kazała mi też zgłaszać wszelkie moje niedogodności w trakcie zabiegu. A, że ja raczej mam dość wysoki próg bólu więc spędziłam ową godzinę, bo tyle to trwało z nią na pogaduchach. 
 Urządzenie to w trakcie zabiegu piszczy przy każdym "strzale" lasera "pi, pi" ale mi to specjalnie nie przeszkadzało. Leżałam z nóżkami na wprost od czasu do czasu przyjmując pozycję na żabkę.



No i teraz najważniejsze... Do czego porównać odczucie w trakcie zabiegu?
Kiedy końcówka przyłożona jest do skóry ewidentnie czuć zimno, ale kiedy usłyszałam "pi" z maszyny poczułam dość ciepłe igiełki szybko wbijające mi się w skórę. Coś w rodzaju kłucia świerku, ukąszenia komara albo komarów. Jednym słowem zabieg upierdliwy ale spokojnie da się wytrzymać. Na pewno kolejne serie będą mniej bolesne. Na bikini prawdopodobnie będę mieć ich 4-5 zobaczymy jakie będą efekty. Bo tak naprawdę nie wiadomo ile włosów było w fazie wzrostu, bo tyle te zostały zniszczone. 
Na koniec miejsce napromieniowane posmarowano mi Alantanem. Skóra była lekko zaróżowiona przez jakieś 2-3h ale nie odczuwałam żadnego pieczenia czy bólu. 
Zakazano mi tylko kąpać się w gorącej wodzie i przez pierwszy tydzień nie wykonywać żadnych peelingów ani nie szurać zbyt mocną gąbką tych miejsc. Niech włoski spokojnie "dojrzeją" do wypadnięcia. Po kilkunastu dniach od zabiegu podobno mają zacząć wypadać, a że są bardzo krótkie mają to utrudnione, więc mam wykonywać delikatne peelingi ale bez przesady :) No zobaczymy jak to będzie.

Na koniec foto mojej skóry która wygląda dość nieciekawie, bo włoski są przypieczone, osmalone. Na pewno nie ma czego pokazywać światu (foto)

To by było na tyle, a jakie są Wasze doświadczenia w walce ze zbędnym owłosieniem?



niedziela, 5 lutego 2012

Puder jedwabny Dr.Hauschka - nr 1. wśród pudrów !

Puder kupiłam pod wpływem impulsu po tym jak naczytałam się mega pochlebnych opinii o tym produkcie. I powiem krótko: nie żałuję ale do rzeczy :)


Słowo producenta (źródło):
Stosowanie pudru do ciała daje uczucie delikatnej jedwabnej powłoki ochronnej otaczającej skórę. Otrzymywany z naturalnego jedwabiu w postaci sproszkowanej, wzbogacony wyciągami roślinnymi z szałwii, gencjany oraz kory dębu, puder posiada lekki efekt odświeżający i przyjemny zapach leśnego mchu. Stabilizuje naturalną mikroflorę skóry. Stosowanie pudru zapewnia skórze niezawodną ochronę, zabezpieczając przed podrażnieniami, a jednocześnie umożliwia naturalną wymianę gazową. Puder nie zawiera substancji mogących wywoływać podrażnienia. Skóra staje się naturalnie matowa.
 Możliwości zastosowania pudru są wszechstronne: jako puder do ciała i stóp, jako delikatny dezodorant, suchy szampon do włosów, do pielęgnacji delikatnej skóry niemowląt, jako środek pielęgnacyjny w przypadku otarć naskórka i podrażnień skóry z towarzyszącym świądem np. po ukąszeniach owadów lub przy ospie wietrznej.
 Sposób użycia: Spraw swej skórze przyjemność w postaci delikatnej pielęgnacji po kąpieli lub prysznicu. Stosowany na czystą i starannie osuszoną skórę puder zapewnia przyjemne uczucie świeżości przez cały dzień.
Dostępne opakowania: 50 g

Skład: Oryza Sativa, Serica, Silica, Parfum, Linalool*, Limonene*, Geraniol*, Coumarin*, Gentiana Lutea, Quercus Robur, Salvia Officinalis, Solum Diatomeae. *składnik naturalnego olejku eterycznego


Moje wrażenia

Przede wszystkim zacznę od tego, że ten puder nie jest bardzo drobno mielony, ale kupując go wiedziałam o tym dlatego nie nastawiałam się na to. Ale też tragedii nie ma :)

Używam go przede wszystkim do twarzy, choć zdarzyło mi się użyć go także jako suchego szamponu i też okazał się świetny.
Nie daje on typowego płaskiego matu, ale znacznie przedłuża u mnie trwałość podkładu zarówno płynnego jak i suchego mineralnego. Nakładałam go solo jako puder wykańczający lub mieszając z innymi pudrami - podkładami. 
Mieszałam go z podkładami: Lily Lolo, Lucy Minerals czy Lumiere. Wszędzie spisywał się godnie. 



Idealnie sprawdził się latem na same filtry LRP, buzia wyglądała świeżo bez znacznego połysku. Twarz w dotyku jest miła, jedwabista, dokładnie jak z "nazwy". 

Zapach ma dość intensywny ale mi on odpowiada, nie pachnie lawendą jak większość Dr.Hauschki a raczej w kierunku "korzenno-drzewnym" (leśnym) o ile mogę tak to nazwać :)

Jak każdy produkt puder ten w moim odczuciu ma też minusy i tu jeden podstawowy to opakowanie. Jest to metalowa puszka z nieudanym zamknięciem. Ja je wiem kto to projektował, bo nawet używając pudru zgodnie z przeznaczeniem ciężko operować tym zamknięciem. Metalowe obracane sitko zacina się, papierowa zaślepka szybko się niszczy. Puder gdzieś przesypuje się bokami zamknięcia.  Ja od początku przesypywałam sobie go do innego opakowania, to jedyne najlepsze rozwiązanie.


Puder jedwabny Dr.Hauschki to jeden z najlepszych produktów tej firmy. Ja na pewno przez najbliższe 2-3 lata nie kupię pudru matującego, wykańczającego. 

Ten daje mi to czego oczekuję czyli: 
  • nie spłaszcza, 
  • przedłuża trwałość podkładu, 
  • nie gryzie się z filtrami, 
  • jest bez talku, 
  • absolutnie nie zapycha, 
  • nie wchodzi w zmarszczki, 
  • nie zbija się, 
  • podoba mi się zapach,
  • nie uczula mnie a jestem alergikiem,
  • jest niewidoczny na twarzy,
  • nie wysusza i nie podkreśla suchych skórek,
  • dość prosty skład,
  • olbrzymia wydajność.

Podsumowując, jeśli szukacie fajnego pudru matująco-wykańczającego to z czystym sumieniem polecam. Szczególnie jako odskocznia od pudrów bambusowych lub jako odpoczynek na zmęczonej skóry ciężkimi pudrami z talkiem.

A Wy znacie lub używacie ten puder? Jakie są Wasze doświadczenia z tym kosmetykiem?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...