poniedziałek, 31 grudnia 2012

Domowy sposób na doświetlone zdjęcia... Czyli MAMA robi lampę pierścieniową ;)

Dzisiaj pokażę Wam jak poradziłam sobie z wiecznym brakiem właściwego światła o tej porze... Chyba nie muszę mówić, że miałam już dość wyczekiwania przy oknie na choć jeden promyk słońca, znacie ten ból, prawda... :/ Pogoda nas nie rozpieszcza, zatem wzięłam sprawy w swoje ręce i z pomocą męża zrobiłam takie COŚ  z czego jestem niezwykle dumna :)  Ba dumna, ja jestem zachwycona, bo działa !!!
Do tego całość wyszła zdecydowanie taniej niż najtańsza lampa pierścieniowa :P

Zatem czego potrzebujemy:
  • Taśma LED tzw. diody ok. 1 metra (UWAGA! Ma być światło zimne!) do kupienia na allegro np. TUTAJ
  • zasilacz na 12V do kupienia też na Allegro  TU
  • gniazdo do podłączenia zasilacza z przewodem do kupienia np.  TU
  • Pozostałe rzeczy: taśmę dwustronną, nożyczki, kalafonię, lutownicę, cynę, ewentualnie jakiś cieniutki kabelek, nożyk tapeciarski.
  • jakąś obręcz na której zamocujemy diody, cokolwiek, może być stare lustro z nóżką, ja wykorzystałam pokrywę z mikrofalówki, wenę twórczą pozostawiam Wam :D
  • można ale nie trzeba podłączyć regulator czyli tzw. ściemniacz. Pewnie dokupię TUTAJ.
Zaczęłam od przygotowania sobie obręczy czyli czegoś na czym przyczepimy te nasze diody LED. Co wykorzystacie zależy naprawdę od pomysłów i tego czym dysponuje Wasz garaż :D Ja znalazłam jakąś nieużywaną pokrywę, która powinna być w mikrofalówce i chronić jej wnętrze przed podgrzewanym jedzeniem :P Odcięłam nożykiem i oto jest obręcz idealna. 
Wyłożyłam obręcz folią aluminiową co wydawało się być na początku świetnym pomysłem ale nie polecam, bo w trakcie lutowania folia niemiłosiernie lepiła się do gorącego pręta :/ A ja głupia... No ale jakoś poszło i wszystkie części pociętej taśmy zostały pomyślnie połączone :) 

Lutowanie... To właściwie była najtrudniejsza część całej operacji. Tutaj poprosiłam męża. Wprawna ręka poradziła sobie z tym raz dwa.

Na koniec przylutowanie przewodu i podpięcie zasilacza i gotowe ;)
Bay bay niedoświetlone zdjęcia. 
Pierwsze nowe zdjęcia były już na blogu TUTAJ. Mam nadzieję, że zmiana na plus. 
Koszt całego przedsięwzięcia to niecałe 40 zł !! Czas około jednej godziny :) Profesjonalna lampa kosztuje dużo dużo więcej a wcale nie musi być lepsza :)


Mam nadzieję, że kogoś zainspirowałam do działania ;) POWODZENIA!
Dajcie znać z czego korzystacie aby Wasze zdjęcia były doświetlone... Jestem bardzo ciekawa szczególnie nietypowych rozwiązań :)


Wieczorowy makijaż ze SREBREM w roli głównej (NAKED2 i Sleek GLORY)

Pokusiłam się i ja o Sylwestrowy makijaż. W moim wykonaniu to raczej delikatny wieczorowy bez ekstrawagancji ale zważywszy, że takich kolorów nie noszę na co dzień to idealnie wpasowuje się w dzisiejszy wieczór :) W makijażu śmigam od rana więc świeżutki nie jest ale może kogoś zainspiruję :D

 Pełna lista kosmetyków:
  • Podkład Dior Capture Totale nr 21 (rodzi się nowa miłość :)
  • Baza pod cienie ArtDeco
  • Korektor por oczy MAC Pro Longwear odcień NC 20'
  • Cienie palety NAKED 2 i Sleek GLORY - zaznaczone gwiazdką na zdjęciu;
  • biała kredka NYX Milk
  • Kredka Urban Decay - czarna
  • Kredka AVON SuperSHOCK srebrna
  • Tusz Dior Dirshow czarny
  • Kredka do brwi MAC Brunette
  • Róż Estee Lauder Pure Color nr 02 (klik)
  • Bronzer Estee Lauder Bronze Goddess Soft Matte
  • Rozświetlacz Bobbi Brown Shimmer Brick Brown
  • Liner w kremie Clinique czarny (recenzja)
  • Szminka Miss Sporty Perfect Color 020 Strip-Tease




BONUS


Kochani w Nowym Roku 2013 życzę Wam aby spełniły się wszystkie Wasze marzenia. 
Oby było tylko lepiej! 

piątek, 28 grudnia 2012

Eyeliner CLINIQUE brush-on ... Czyli wielkie odkrycie na koniec roku ;)

O tym kremowym linerze do oczu czytałam już kilka lat temu, był jeszcze wtedy dostępny w Polsce. Zanim postanowiłam go wypróbować zniknął bezpowrotnie z naszych sklepów jak kamfora (ja go nigdzie nie widziałam) ... 
Teraz korzystając z okazji, dzięki uprzejmości Mili z Chicago :-* wreszcie wpadł w moje ręce :)
Zanim przejdę do rzeczy powiem krótko: to miłość od pierwszego użycia i do wszystkich innych które posiadam już szukam nowych domów :-)
Dodam tylko jeszcze, że dla mnie dobry jakościowo eyeliner jest niezwykle ważny i przerobiłam już wiele od Bobbi Brown kończąc na tych tańszych jak Essence. I w każdym coś mi nie pasowało, a to zbyt suchy, tempy w nakładaniu a to kolor nie taki, itd. Nie wspominając o najważniejszej kwestii - w żadnym wypadku nie może się on odbijać na górnej powiece a mam dość mocno opadające powieki.
Zatem nie przedłużając liczę, że znalazłam ideał: CLINIQUE brush-on cream liner
Producent o nim wiele nie pisze prócz tego, że jest kremowy, wodoodporny, długotrwały. Dostępne są cztery odcienie. Mój to True Black 02. Do słoiczka załączony jest malutki pędzelek a całość mieści się w tekturowym pudełeczku. Słoiczek jest niewielkich rozmiarów średnicę ale jest dość głęboki, co wg mnie na plus bo produkt nie paruje - nie wysycha tak dużą powierzchnią jak np. eyeliner Essence (porównanie na zdjęciu poniżej).

Sam pędzelek jest skromny ale bardzo poręczny, włosie dobre jakościowo. Raz próbowałam nim namalować kreskę i wyszło nawet OK, więc nadaje się by zabrać go do ewentualnych poprawek. Ja na razie zostanę przy wypróbowanym pędzelku z Maestro.


Konsystencja jest naprawdę kremowa tak jak pisze producent. Nie jest zbyt twardy, trudny w aplikacji ani zbyt miękki. Nie zasycha zbyt szybko i można go łatwo rozetrzeć pędzelkiem np. smoky eye. Odcień to typowa czerń z lekkim połyskiem, łatwo się nim operuje. Namalowana kreska nie pęka, nie kruszy się ani nie marze. Świetnie się też zmywa i nie trzeba długo pocierać powieki.


Podsumowując cieszę się niesamowicie, że ten niepozorny produkt wpadł w moje ręce . Boję się już co będzie gdy go zabraknie. Z chęcią kupiłabym jeszcze inne odcienie jednak oferowane pozostałe 3 nie odpowiadają mi. Szkoda...

Na koniec szybki dzisiejszy makijaż wykonany po 5:30 rano, jak widać nawet będąc zaspaną da się namalować całkiem równą kreskę. Do tej pory z tego rezygnowałam spiesząc się rano z obawy, że coś się nie uda i mogę nie zdążyć do pracy grzebiąc się z poprawkami.



Moje powyższe rozważania oparte są na bardzo krótkim używaniu produktu jednak liczę, że w tej kwestii nic się nie zmieni. Gdyby jednak się tak stało będę Was informować na bieżąco.

czwartek, 27 grudnia 2012

Nowa wersja MAC PRO PALETTE na 15 cieni

Jednym z moich ostatnich nabytków był zakup palety na cienie MAC. Ponieważ miałam kilka cieni z Inglota i nabyłam jeszcze dwa kolejne z MACa postanowiłam dać im nowy domek :)
Koszt pustej palety to 18$ natomiast "insert" na 15 cieni kosztuje 9$. Sporo ... Można powiedzieć, że to niezłe zdzierstwo szczególnie gdy stary model zostaje wycofany i zastępuję się go nowym znacznie droższym :/ 

Ta paleta jest nową "ulepszoną" wersją uprzedniej 15-tki.  Zmieniona została przednia klapka i sposób montowania cieni na tzw. wkładki.
Nowa ma przejrzystą klapkę przez którą widać wyraźnie jakie cienie znajdują się w opakowaniu. Przyznam się, że wg mnie jest to świetne rozwiązanie, szczególnie dla takiego sklerotyka jak ja, który nie zawsze pamięta jakie cienie znajdują się w danej palecie.
Swoją drogą szkoda, że Sleek tego nie wprowadził....


Poza tym paleta jest porządnie wykonana z dobrego jakościowo materiału, ma - przynajmniej tak to wygląda mocne zawiasy. Łatwo się ją otwiera, nie jest zbyt ciężka. Jest sporo grubsza od poprzednika  i nieco mniejsza (wchodzą na dno 2 cienie mniej niż w starej) ale mi to nie przeszkadza. Wkładka ma również magnes dzięki czemu cienie z niej łatwo nie wypadają. 
Przy większej liczbie cieni możemy wyjąć wkładkę i układać je bezpośrednio do pustej palety (bez podziałki) mieszczą się wówczas 24 wkłady z cieniami. Dno także ma magnes i wszystko pięknie się trzyma. 
Paleta jest przeznaczona także nie tylko do cieni, jest wszechstronna i można jej używać także do róży czy szminek stosując odpowiednie wkładki. Montuje się je w palecie na zatrzaski po bokach, trzymają się mocno i wcale nie tak łatwo się wyjmuje... To rozwiązanie akurat nie bardzo do mnie przemawia, bo miałam kłopot z jej wyjęciem :/


Wiem, że wersja standardowej palety 15-tki ma wielu zwolenników, jednak do mnie jakoś nie trafiała, nie lubię co chwila zaglądać do palety w poszukiwaniu jakiegoś odcienia... Natomiast ta z przezroczystą klapką jest świetna, mam nadzieję, że będzie sprawować się równie rewelacyjnie jak wygląda :) Ogromnymi minusem jest cena i pewnie długo długo nie kupię kolejnej... Szkoda bo MAC mnie skutecznie odstraszył swoimi podwyżkami cen.
Stara paleta jest już praktycznie nieosiągalna ani online ani w salonach stacjonarnych. Komu się udało ją dorwać gratuluję, bo na eBayu ceny już szaleją... Jak zawsze w takiej sytuacji :/
Jak Wam się podoba nowa wersja?
P.S. Czy nowa paleta nie przypomina Wam sławnej zpalette ?


Wygrana w GlossyBox... Czyli chwilo trwaj :D


Wiecie co tak się po cichu własnie zaczęłam zastanawiać czy nie skreślić "szóstki" w totka :P Ale by było hohoho....  Nie da się ukryć, że na razie szczęście mi dopisało, bo właśnie przed chwilą odebrałam kolejną paczkę - nagroda od GLOSSYBOX za udzielanie się na ich blogu :) To bardzo miłe z ich strony, że mnie wybrali :) W paczuszce kilka miniatur, tester i pełnowymiarowe mydełko.
Zaciekawił mnie szczególnie ten krem przeciwzmarszczkowy z Dermiki - interesujący produkt pewnie jeszcze o nim wspomnę :)


środa, 26 grudnia 2012

Makijaż poświąteczny w odcieniach zieleni (NAKED2 + V2)


Dzisiejszy makijaż, jeszcze w klimacie świątecznym. Odcienie typowo choinkowe: stare złoto i ciemna zieleń. 
Nawet nie wyobrażacie sobie ile się nacudowałam, żeby chociaż 5 zdjęć wyszło mi "powiedzmy" w przybliżonych odcieniach :/  Coś mi się wydaje, że nowy rok będzie raczej obfitował w zakup nowego sprzętu aniżeli w kosmetyki... 
Na poniższych fotkach makijaż wygląda dość delikatnie, jednak w rzeczywistości był jak na mnie intensywny, szczególnie zieleń, którą noszę jak to mówią "od święta" :)

Użyte kosmetyki :
  • podkład Lucy Minerals (recenzja + rozdanie)
  • korektor pod oczy MAC odcień NC20
  • tusz do rzęs Dior Diorshow, czarny
  • paleta cieni Urban Decay NAKED2: Foxy (cielisty), Half Baked (złoty), Tease (jasny brąz), Blackout (czerń)
  • paleta cieni Sleek Darks V2: Orbit i Fern (odcienie ziemnej zieleni)
  • biała kredka NYX Milk
  • kredka do brwi MAC brunette
  • błyszczyk do ust Urban Decay NAKED
  • róż do policzków Estee Lauder Pure Color Blush Pink Kiss SATIN 02
  • eyeliner w żelu  Essence czarny
  • kostka Bobbi Brown Shimmer Brick Bronze
  • puder prasowany MAC PREP + PRIME Transparent Finishing Powder
Wiele rzeczy z powyższej listy dopiero w fazie pierwszych testów :) Jednak już mogę Wam zdradzić, że NAKED2 w rzeczywistości jest jeszcze bardziej powalająca niż na zdjęciach, które oglądałam. Tak więc zakup uważam za bardzo udany. Jakość cieni rewelacyjna. Świetna jest też kredka do brwi z MACa, bardzo precyzyjna i odpowiada mi jej twardość. Oswajam też kostkę Bobbi Brown i wygrany róż od Estee Lauder. Wszystko pokażę jak mi czas pozwoli :)
Tymczasem ...


Naprawdę chciałam zrobić kilka zdjęć w makro ale nic mi dzisiaj nie wychodziło :/ Na pocieszajkę daję jedno...


Pędzel: MAC 217 czy MAC 217 ???


W paczce, które przyleciała do mnie za wielkiej wody znajdowały się trzy pędzle z MACa. Dwa z nich to właśnie sławetna 217-tka. Dzisiaj postanowiłam się im przyjrzeć troszkę bliżej. 
Okazało się, że pędzle są troszkę inaczej przycięte....?!
Zaznaczam, że oba oryginalne kupione w salonie MACa w Chicago.
Jakość włosa identyczna, identyczna też grubość pędzla, puszystość, sprężystość, itp. Różni je tylko "strzyżenie"...
Przejrzałam sporo stron w necie i kilka razy trafiłam własnie na tak ułożone włosie. Natomiast nikt o tym nigdzie nie wspomina. Czy tylko mi się to zdarzyło? Czy nikt wcześniej tego nie zauważył? O co tu chodzi...?





wtorek, 25 grudnia 2012

Moje amerykańskie zdobycze... Czyli MAMA szaleje na święta :D

Co tu gadać, poniosło mnie...
Złożyłam spore zamówienie u dobrej duszy za wielką wodą, która spełniła kilka moich życzeń i na święta wysłała mi taką oto pakę :D Głównie MAC z dobroci z amerykańskiej Sephory. Doszła też paczuszka z iHerb ale to pokażę później ;)

Tymczasem zakupowy skrót kadrowy, zapraszam :D
Rozpoznajecie ?






Na koniec mój świąteczny makeup, zmalowany na szybko powyższymi zdobyczami :)


Na policzkach róż od Estee Lauder o którym wspominałam TU.



niedziela, 23 grudnia 2012

Moje HITY 2012

Na koniec roku przychodzi taki moment, kiedy trzeba (nie trzeba :) podsumować to i owo... Mogłabym równie dobrze powiedzieć bla, bla, bla... Wiadomo o co chodzi, bo tytuł mówi sam za siebie :P Zatem do rzeczy, dzisiaj pokazuję Wam moje hity, mam tylko nadzieję, że o niczym nie zapomnę, bo coś pamięć mi ostatnio szwankuje... Kolejność przypadkowa, chaotycznie... Trudno, ale  wszystkie produkty są wg mnie świetne i zasługują na wyróżnienie :)

Podkład mineralny Lucy Minerals, kocham, uwielbiam :) Do wygrania w moim konkursie zapraszam TUTAJ. Recenzja tego podkładu także była TU.

Bronzer Estee Lauder Bronze Goddess Soft Matte, był moim hitem również w 2011 roku i nadal się nic nie zmieniło. Ale coś po cichu czuję, że czai się groźny rywal z tej samej półki ;-) 

Tusz do rzęs Max Factor MASTERPIECE Max, chyba najlepszy drogeryjny tusz. Cena przystępna, wydajność i trwałość też, zużyłam kilka opakowań co świadczy o tym, że zasługuje on na wyróżnienie.

Prasowany puder rozświetlający Physicianis Formula Mineral Glow Pearls, świetny kosmetyk. Był ze mną cały rok. Recenzję tego produktu możecie przeczytać TUTAJ

Cienie marki Sleek Make UP chyba nie ma osoby, która o nich nie słyszała... Jeśli tak to radzę jak najszybciej zapoznać się z tematem. Mam sporo tych palet, moje trzy ulubione w tym roku to Nude Au Naturel, Glory 2012 i Sunset. Pozostałe używałam okazyjnie. Najlepsza jakościowo moim zdaniem Glory bije na głowę nawet sławetną V2 Darks. Będę do nich wracać także w przyszłym roku. Makijaże z użyciem tych palet możecie zobaczyć TUTAJ.
Serum Zatrzymanie młodości Babuszki Agafii 35+ oraz serum 35 - 50. Oba genialne używam już 3 buteleczkę i będzie następna. Idealnie nawilża, odżywia zmęczoną cerę. Recenzja TUTAJ

Baza pod cienie Urban Decay w odcieniu Eden, świetna, można używać także jako korektora. Idealnie zakrywa zaczerwienienia i żyłki na powiekach. Niesamowicie wydajna, będzie ze mną dalej...

Afrykańskie czarne mydło Nubian Heritage, pokazywałam je przy okazji zakupów TU. Aktualnie mój hit o poranku, podobnie jak wieczorne OCM. Obie wersje oczyszczania buzi uwielbiam ;)

Krem do twarzy Juvena  MASTERCREAM do tej pory naj, naj. Kocham za zapach i za działanie :) Wiem co powiecie, obiecałam Wam kiedyś recenzję i nadal cicho sza... Ale będzie na pewno obiecuję :)

Olej EMU od Country Divine niezastąpiony po kwasach, ratował wiele razy moją skórę z opresji (pisałam o nim TU) wspierany żelem aloesowym z Mill Creek (recenzja). Świetne produkty, można powiedzieć niezbędnik w mojej łazience.

Korektor pod oczy Skin79 The Oriental Line Cover BB Cream Gold Plus to chyba jedyny azjatycki kosmetyk, który pokochałam. Niesamowity, trwały, idealny odcień, lekki. Tani, dostępny na eBayu. Z pewnością będą kolejne opakowania. Nie będzie za to uwielbienia dla żadnego BB kremu, niestety... Było kilka euforii ale tylko chwilowe. Szkoda, bo idea tego produktu bardzo mi się podoba. Szukanie azjatyckiego ideału nadal trwa... 

Nie mogło zabraknąć tutaj także Dr.Hauschka: na listę wpisuję puder jedwabny TU, jak w ubiegłym roku i olejek regulujący TUTAJ.

Pędzle (mojeSamanthy Chapman The Real Techniques, chyba odkrycie nie tylko moje ale i wielu z Was. Pędzel do pudru i pędzel do podkładu Expert to moi faworyci.

Co do akcesorii to uwielbiam także małe okrągłe myjki loofah z Eco Tools, świetne. Jednak zdobycie ich ostatnio graniczy z cudem, wydaje mi się, że je wycofano no chyba, że ja szukać nie umiem. Bynajmniej na iHerb zniknęły :/ Genialny produkt! Pobiły sławną szmatkę muślinową Liz...

Szczotka Tangle Teezer (recenzje), w tym roku dokupiłam drugą dla córki. Świetna!

Szampony Natura Siberica. Co prawda to nie od nich zaczęła się moja rewolucja włosowa ale one towarzyszyły mi najdłużej w ciągu tego roku. Na szczególne wyróżnienie zasługuje balsam do każdego typu włosów: idealnie nawilża, pięknie pachnie no i najważniejsze działa. Zdecydowanie lepszy niż jego sławny brat z serii nawilżającej do włosów suchych. Polecam z czystym sumieniem.

Nie będzie żadnego balsamu do ciała, itp. Szczerze... To żaden produkt do pielęgnacji jakoś szczególnie mnie nie ujął, były lepsze i gorsze. Jednak bez fascynacji :) To samo tyczy się podkładu obojętnie z jakiej półki czy azjatyckich BB kremów (o naszych drogeryjnych nie wspominam bo nie próbowałam).
Więcej grzechów nie pamiętam...
Wielkie odkrycia przede mną ;)

sobota, 22 grudnia 2012

Paczka od ESTEE LAUDER... Czyli MAMA chwalipięta :D


Wiem wiem jestem okropna, wstrętna chwalipięta, ale papa mi się cieszy bo całkiem niedawno odebrałam paczkę z nagrodą, którą wygrałam w konkursie Kolor i Styl II organizowanym przez Estee Lauder i BOHOBOCO na Facebooku. To, że jestem fanką tych marek to nie nowość, więc tym bardziej cieszę się z wygranej w pierwszej turze. 
Nagroda to zestaw kosmetyków użyty w moim kolażu (sama wybrałam odcienie :) oraz dodatek z kolekcji BOHOBOCO - ja dostałam bransoletkę :) Jak wygląda wyróżniona praca popatrzcie sami...



A oto produkty, które otrzymałam z bliska :)


Wszystkie produkty pochodzą z linii Pure Color i po bliższym zapoznaniu się bardzo przypadły mi do gustu. Szczególnie podoba mi się róż. Chyba będzie to miłość od pierwszego użycia, piękny satynowy, z rozświetlającymi nienachalnymi drobinkami. Do tej pory wielbiłam bronzer Estee Lauder i używałam namiętnie każdego dnia, od tygodnia nie rozstaję się z różem :) O pozostałych kosmetykach jeszcze zbyt wiele powiedzieć nie mogę, nie będę wszystkiego zdradzać :P Na "pokazówki" przyjdzie czas... Dajcie znać tylko co chcecie aby było pierwsze :)





Do zestawu kosmetyków dołączona była także bransoleta z kolekcji BOHOBOCO. Piękna czarna z malutkimi połyskującymi w świetle niebieskimi drobinkami. Świetna niespodzianka! Trafiona w mój gust w 100% Swoją drogą ubrania tej marki bardzo mi się podobają.


Wkrótce mowa o kolejnych paczkach... Kochani mój św. Mikołaj OSZALAŁ ... :DDD

niedziela, 9 grudnia 2012

Makijaż na wieczorne zimowe wyjście :)


Makijaż był tylko owego wyjścia nie było... A to dlatego, że moje córy się rozchorowały, obie :( Zatem moje plany legły w gruzach ...
Ale do rzeczy, tradycyjnie w niedzielę jest makijaż. Dzisiaj troszkę inny dla mnie, bo użyłam innych kosmetyków niż zazwyczaj. Poza tym makijaż z założenia miał być trwały i był, bo ciężko go było zmyć :P Na szczęście OCM zawsze daje radę :)


Użyte kosmetyki:
  • Podkład Estee Lauder Double Wear nr 1N2 Ivory Cream 39 nałożony Beautyblenderem wyglądał od razu o niebo lepiej, choć chyba już moja skóra nie lubi się z tego typu podkładami. Zatem znajomość z DW uważam za zakończoną....
  • Puder Ben Nye Banana - lubimy się coraz bardziej :)
  • Bronzer Estee Lauder Bronze Goddess Soft Matte - aktualnie ulubiony :)
  • Korektor pod oczy Skin79 The Oriental Gold Plus - aktualnie ulubiony od roku;
  • Baza pod cienie Urban Decay Eden - świetnie kryje naczynka na powiekach i jest trwała;
  • Set do brwi Catrice;
  • Tusz Max Factor 2000 Calorie,
  • Szminka Rimmel Lasting Finish nr 070 Airy Fairy - różowy nudziak, zapach kojarzy mi się z nadchodzącymi świętami :P dlatego ostatnio lubię jej używać ...
  • Cienie w kremie Maybelline 24HR Tattoo w odcieniach: 35-On and on Bronze oraz 45-Infinite White - świetna jakość i kolory;
  • Cienie Wibo Lovely Holographic Eyes w odcieniach nr 01 i 05 - są tanie i całkiem niezłe;
  • Kredki Avon SuperSHOCK w odcieniach: golden fawn oraz blackberry
I tyle, miłego wieczoru kochani :)


Zimowa głupawka :P
 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...