środa, 31 lipca 2013

Masło ORGANIQUE Coffee Beans... Czyli domowe SPA :)

Wszystkie, balsamy, mleczka i masła do ciała to jest coś co ja zużywam najwolniej. Niestety... :/ Zawsze się spieszę z "dzieciowych" przyczyn i porzucam ową przyjemność ... No ale nie zawsze tak jest i kiedy tylko mogę sobie pozwolić na domowe SPA sięgam po przecudnie pachnący duet kawowy. Krem pod prysznic Yves Rocher oraz masło do ciała Organique, oba o zapachu kawy.

Masło to wchodzi w skład serii terapie SPA a dokładnie KAWA Aktywna Linia Wyszczuplająca. Obok masła serię tą uzupełnia Serum Kofeinowe oraz Peeling Cukrowy. Cały opis działania tego masła znajdziecie TU, zatem skupię się tylko na moich wrażeniach :)

Producent oferuje nam wyszczuplenie + ujędrnienie + działanie antyseptyczne. Ale by było fajnie gdyby istniało takie magiczne masło spełniające te 3 obietnice prawda :) A zatem...


Pierwsze co mnie uderzyło po otwarciu opakowania to zapach. Obłędny kawowy ale nie taki mocny ostry jak kawa parzona po turecku (tak pachnie Yves Rocher, krem pod prysznic) ale bardziej delikatny - kawa z mlekiem :) Kawoszem nie jestem, lubię ale zdrowie mi nie pozwala zatem upajam się zapachem kawy dzięki tym produktom :P Utrzymuje się on na skórze bardzo długo, praktycznie aż do kąpieli, co prawda z czasem traci na intensywności ale nadal jest wyczuwalny. To jest zapach, który dodaje energii, pobudza zmęczony organizm do działania czyli wszystko czego potrzebuje MAMA dwójki szkrabów :)


Konsystencja wg mnie raczej kremowa niż masłowa. Wizualnie przypomina budyń czekoladowy, na który nieustannie mam ochotę jak na nie patrzę. Bardzo łatwo się rozsmarowuje i jest niesamowicie wydajne. Nie klei się na skórze, dość szybko się wchłania.


Pozostawia skórę gładką, bardzo dobrze nawilżoną i co mi się podoba to efekt ten utrzymuje się bardzo długo, nie znika po godzinie czy dwóch. Skóra jest taka "mokra" w dotyku. Mimo brązowego koloru nie zmienia odcienia skóry, stapia się z nią i znika. Największe zastrzeżenia mam do tego ujędrniania + wyszczuplania. No ale nie można mieć wszystkiego. Skóra faktycznie jest wygładzona i bardziej zbita i za to duży plus.


Mam nadzieję, że kompleks PEPHA®-CTIVE działa i skóra nie będzie się starzeć w takim tempie jak dotychczas. Niestety tych efektów nie jestem w stanie zaobserwować gołym okiem.
Podoba mi się, że masło to jest zrobione na bazie masła shea, ostatnio mam "fazę" na produkty z tym masłem. Faktycznie świetnie nawilża, odżywia skórę, nie zapycha!


Na koniec słówko o opakowaniu... Bardzo podoba mi się styl Organique, mam glinkę z tej firmy i olej kokosowy. Pudełeczka są lekkie i poręczne, dobrze się odkręcają a przede wszystkim widać stan faktyczny produktu. Nie musimy też rozcinać opakowania aby wydostać resztki. Etykieta jasna i przejrzysta, zawiera niezbędne informacje.


Kawowe SPA sprawdza się u mnie rano, gdy potrzebuję "obudzenia" po nieprzespanej nocy. W połączeniu z kremem pod prysznic Yves Rocher dom wypełnia się zapachem aromatycznej kawy a mi do szczęścia potrzebna jest już tylko chwila ciszy.....

poniedziałek, 29 lipca 2013

Torebka Michael KORS... Moje małe cudo :)

Dwa dni temu na Fb pokazałam Wam worek z logo MK. Przyszedł czas na chwalenie się, a co ...:) Torebka jest średniego rozmiaru, idealna na wieczorne wyjścia a takiej właśnie szukałam. Dwie rączki i wewnątrz podzielona na 3 części, dwie po bokach na zatrzaski i jedna w środku na zamek a w niej również kieszonki na zamki i karabińczyk na klucze. Także naprawdę pod tym względem jestem zachwycona, obym tylko nie pogubiła się, gdzie co schowałam :)

Torebkę z kolekcji MICHAEL Michael Kors BEDFORD upolowała dla mnie moja Mili w MACY'S w naprawdę sporej przecenie, bo standardowa cena to 348 $ :/ A moja kosztowała 260 $ + tax Także przyznajcie spora kwota zaoszczędzona :)








Pozdrawiam :)

Dior AIRFLASH i imprezowy wakacyjny makijaż

Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na tego posta ale mieliśmy bardzo intensywny weekend... Zaznaczę jeszcze, że wszystko to co napiszę dzisiaj o podkładzie Diora to tylko pierwsze wrażenia, po jednorazowym użyciu. Podkład dostałam wczoraj, więc jeszcze gorący. Przyleciał do mnie w ogromniej paczce z Chicago ukryty w woreczku MK, który pokaże Wam na końcu :) Mili :*

Airflash jest to podkład w aerozolu, który kilka lat temu był dostępny na naszym rynku a potem został wycofany. Teraz powrócił wraz z nowymi odcieniami i jeden z tych odcieni nabyłam ja a dokładnie nr 201 Linen. Wg producenta podkład ten wystarczy rozpylić bezpośrednio na skórę, by równomiernie rozproszyć perłowe pigmenty odbijające światło. Cera staje się gładka i wypoczęta. Lotne cząsteczki silikonu łączą się ze skórą, pozostawiając twarz gładką i świetlistą. I tak dalej, bla bla bla ... Ogólnie rzecz ujmując nasza skóra pokryta tym podkładem ma wyglądać bosko! 

Podkład nałożyłam zgodnie z instrukcją, czyli rozpyliłam na twarzy z odległości ok 20 cm a wszelkie niedociągnięcia poprawiłam pędzlem Real Techniques Expert Brush. Podkład rozpyla się fajną mgiełką, bardzo drobniutką, nic się nie lało i nie robiło wielkich kropli. Zdecydowanie polecam rozpylać zdecydowanym ruchem lub ewentualnie po prostu napsikać na pędzel i dopiero nałożyć na twarz. Mam pewność, że ani włosy ani ubranie się wtedy nie pobrudzi. Będę oczywiście testować go na wszelkie sposoby. 


Jak widać na zdjęciach pierwszych od lewej moja cera nie jest idealna, aktualnie jestem w trakcie terapii kremem Rozex o którym pewnie też kiedyś (?) napiszę... Podkład ma średnie krycie do pełnego. Strasznie mnie to zdziwiło, bo spodziewałam się przy tak cienkiej warstwie jaką nałożyłam lekkiego pokrycia a tu proszę niespodzianka. Super :) Jest w tonacji żółtej, odcień 201 to na moje oko wypada pomiędzy MACowym NC 23 - 25. Stapia się ze skórą idealnie, poniżej zdjęcia na dworze, gdzie jak zobaczyłam w lustrze oniemiałam. Światło słoneczne jest wredne dla naszych skór, makijaży i pokazuje wszystko to co chcemy ukryć a tu zobaczcie sami, skóra wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciach wykonanych w domu! Pod tym względem jestem absolutnie zachwycona. 
Zapytałam nawet siostrę czy widzi podkład na mojej twarzy a wierzcie oko na takie rzeczy to ona ma wyczulone :P I stwierdziła, to była już gdzieś 5h makijażu, że wygląda naprawdę nieźle, bo stopił się tak że skórą, że w pierwszej chwili myślała, że nie mam podkładu o.O ...!?


Dzisiaj był naprawdę upał i prawie cały dzień spędziłam na powietrzu i wieczorem nadal nie czułam go na twarzy. Jest niesamowicie lekki. Wydawało mi się, że tylko przy minerałach można uzyskać taki komfort. Trwałość przyzwoita, przypudrowany tylko MUFE HD wytrzymał 5-6h. Potem zaczęłam się świecić na czole ale podkład nie był zważony, nie powchodził w pory i nie zniknął z twarzy. Obserwowałam go dzisiaj dokładnie :) Nie ma też żadnego zapachu co mi się podoba, nie lubię szczególnie latem żadnych pachnideł kłaść na twarz.
Po dzisiejszym dniu mogę powiedzieć, że pięknie wygładza skrę, daje taki niesamowity "glow" efekt idealnej cery, krycie ma wg bardzo dobre, tak na 80% na pewno, piękny odcień, który dodatkowo świetnie stapia się ze skórą; bardzo lekka formuła, której praktycznie nie czuć na twarzy. Wydaje mi się jednak, że lepiej się sprawdzi u cer mieszanych, normalnych czy suchych ze względu na wykończenie. U cer tłustych może dać efekt odwrotny do zamierzonego. Ale wszystko jest w fazie testowania, więc na pewno będę informować za jakiś czas co się zmieniło w tym temacie.
Na pewno też trzeba się "przestawić" na inną aplikację podkładu i wbrew pozorom poświęcić więcej czasu zwłaszcza jeśli jesteśmy nieobyci z tego typu kosmetykiem. 


No i parę słów o cieniach jakie dzisiaj użyłam. Były to 4 cienie w kremie w tym nowiutki cieplutki złoty Maybelline Color Tattoo Metal 24 hr a dokładnie numer 65 Gold Rush. Nie jest to typowy cień a właściwie płatki złota zatopione w żelu. Efekt jaki uzyskamy zależy od ilości nałożonych warstw. Dzisiaj nałożyłam go sporo solo ale wydaje mi się, że będzie świetnym dodatkiem do makijażu imprezowego. Drobinki trzymają się świetnie, nie to co sypki pigment więc mamy nad nim pełną kontrolę. 
Na ustach mam błyszczyk Urban Decay Naked.


Na koniec obiecałam zdradzić co skrywa magiczny majkelowy worek a zatem ....
Torebka MK model Bedford rozmiar średni, sterta próbek, podkład Airflash, cień Maybelline. 
Torebkę pokażę Wam lepiej w następnym poście aby nie przeciągać tego i tak długiego postu.


Pozdrawiam!

niedziela, 28 lipca 2013

Niedzielne zapowiedzi... Czyli Dior Airflash i MK :)

Już wkrótce, może za kilka godzin pierwsze wrażenia po całodniowym noszeniu Diorowego Airflasha :) No i ten tajemniczy worek ...



Miłej i spokojnej niedzieli :)

sobota, 27 lipca 2013

Lipcowe zakupy z iHerb.com :)

Nie będę ukrywać, że w lipcu poszalałam naprawdę ostro z zakupami a szczególnie kosmetycznymi... Poleciały setki z portfela :/ Dlatego w sierpniu planuję kupić tylko to co niezbędne czyli np. płyn do soczewek :P A jak będzie czas pokarze.

Na początek iHerb.com Pisałam ostatnio o moim ulubionym mydełku TU, które mi się skończyło. No cóż samego mydełka kupować nie wypada prawda .... :P O to co znalazło się w paczce:


- Czarne mydło Out of Africa Pure Shea Butter Bar Soap - używałam już je kilka razy i pachnie inaczej niż Nubian ale z tego co widzę będzie miało podobną wydajność :)
- Czarne mydło Nubian Heritage African Black Soap - na razie ulubione, kocham ten zapach!
- Tonik Thayers Cucumber Witch Hazel - o wersji różanej pisałam TU, ta pachnie jak "sezon ogórkowy" :)
- Pasta do zębów Now Solutions Xyli White - poszła od razu w ruch, delikatna w smaku, lekko miętowa, chyba się polubimy :)
- Szampon do włosów Aubrey Honeysuckle Rose - raz już był w użyciu, bardzo dobrze zmywa i świetnie się pieni, podoba mi się tez zapach. Zobaczymy jak będzie dalej ...
- pomadka ochronna Sierra Bees na bazie wosku pszczelego i różnych naturalnych olejów - podoba mi się, podobna do Now Solutions Vanilla. Bardzo lubię te sztyfty, Carmex przy nich to ohydne mydło :/



Z iHerb to tyle :) Ale przed chwilą odebrałam wielką pakę od dobrej duszy z za wielkiej wody a w niej same dobroci od Dior, MK... Ale o tym jutro :D
Miłego wieczoru :)

Niebieska kreska MAKEUP z Sleek GLORY 2012 :)

Po poście z kredkami cielistymi na linię wodą zostałam poproszona na FB o wersję z czarną kredką na linii wodnej. Natomiast co do czarnej kreski to sama byłam ciekawa, bo naprawdę rzadko ale to bardzo rzadko używam czarnej kredki. Dlatego podeszłam do tematu z wielką dozą ciekawości.... I spodobało mi się :D Pewnie będę częściej korzystać z takiej wersji, szczególnie fajna na jakieś wyjście. 
Użyte cienie:
- Jak w tytule prym wiedzie paleta Sleek GLORY 2012, która wg mnie jest jedną z najlepszych tej marki jeśli chodzi o samą jakość cieni. Naprawdę udała im się :) Dołożyłam jeszcze ciemnobrązowego cienia z palety Au Naturel. Reszta zaznaczona gwiazdką.





środa, 24 lipca 2013

Illamasqua vs. Max Factor... Czyli pojedynek na kredki :)

Kredka cielista na linię wodną to jest coś magicznego, zupełnie niezauważalnego ale dodaje naszym oczom wyrazistości, otwiera je. Sprawia, że wyglądają na bardziej wypoczęte, maskuje zaczerwienienia. I czasem wystarczy tylko kredka aby ukryć zmęczone czy podrażnione oczy.
Przez kilka lat byłam wierna kultowej białej kredce NYX Jumbo w kolorze Milk 604. W wielu makijażach na blogu można było zobaczyć jak ta kredka prezentuje się na linii wodnej.



Pół roku temu dzięki Marti :-* nabyłam sławną i polecaną przez wiele blogerek kredkę Illamasqua Medium Pencil in Vow Cool Apricot Yellow. A przy okazji 40% obniżki w Rossmanie kupiłam drugą Max Factor Natural Glaze Kohl Pencil o numerze 090. 

Te dwie kredki są bardzo popularne dlatego pokusiłam się o małe porównanie :) Jeśli chodzi o dostępność bezdyskusyjnie Max Facor rządzi w Polsce. Kosmetyki Illamasqua są nie dostępne, nie znalazłam sklepu stacjonarnego, który oferowałby ich sprzedaż. Jednak można zamówić bezpośrednio ze strony Illamasqua, aktualnie jest darmowa wysyłka na cały świat jeśli wydamy 50 funtów. Trochę dużo, szkoda... :/

Obie kredki są porównywalnej wielkości, dobrze się trzyma je w ręce przy czym fajnie, że Max Factor robi kolorowe końcówki to znacznie ułatwia poszukiwania kredki w stosie innych. Wiele razy Vow pomyliłam z inną czarną kredką, na szczęście ni zdążyłam się pomalować :/


Kredki są równie trwałe dzisiaj testowałam na oczach obie razem i po 5h nadal na jednym i na drugim oku miałam kredkę na linii wodnej. 
Jeśli chodzi o aplikację to jednak częściej sięgam po Kohla MF, jest bardziej miękka, delikatna. Przyzwyczajona do Jumbo NYXa wolę miękkie kredki. Używam jej praktycznie za każdym razem. Po Vow sięgam sporadycznie. Niestety, sposób w jaki kredka ta nanosi się na linię wodną spowodował, że poszła po części w odstawkę. Nie wiem czemu ale jeśli linia wodna jest dostatecznie sucha to nie mam problemu z narysowaniem kreski ale jeśli oko często łzawi jak u mnie, brzeg linii jest wciąż mokry albo częściowo mokry [mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi :P]. Kredką tą praktycznie nie da się ładnie pokryć, maże się, ślizga, rozpuszcza się we łzach to co zostało już namalowane. Strasznie mnie to irytuje, bo z kredką MF nie mam zupełnie tego problemu. Trzyma się i mokrej i suchej linii wodnej tak samo.

Odcienie obu kredek różnią się tonacją. Vow wpada zdecydowanie w żołty, natomiast 090 MF to kremowy jasno-różowy. Bardziej podoba mi się Vow, jest naturalniejsza. Nie odznacza się tak wyraźnie jak MF. Poniżej moje ślepia bez makijażu, tylko kredki na linii wodnej. Widać wyraźnie, że Ilamsaqua daje subtelniejszy efekt.


Każda z tych kredek ma swoje wady i zalety. Żadna nie podrażnia mi oczu, jednak u mnie zdecydowanie więcej plusów zebrała kredka Faktorowicza :)

Tym sposobem postanowiłam puścić Vow w świat. Jest odkażona i jeśli ma ktoś ochotę i czuje potrzebę jej posiadania to serdecznie polecam dajcie znać :)
Moja cena 45 zł + przesyłka

A jakie są Wasze ulubione cieliste kredki?

GIGA - PROJEKT DENKO - vol. 2

Ten wielki worek ze śmieciami miał być 3 projektem denko, niestety zdjęcia z drugiego gdzieś zaginęły wraz z kartą SD. Może się jeszcze znajdą więc uzupełnię, ale wierzcie torba była równie duża...
Dodam jeszcze, że nie zawsze pamiętam by wrzucić zużyte upakowanie do worka dlatego kilka produktów na pewno poleciało w zapomnienie.
Uwaga zużyliśmy łącznie w tym projekcie: 713 g produktów oraz 5 litrów  i 192, 2 ml rozmaitych płynów. Sporo prawda :) 

Zatem zaczynajmy, na pierwszy ogień szampony: dwie miniatury i jedno pełnowymiarowe rosyjskiego wydania.
GOLDWELL Colorglow Brilliant Contrast Shampoo 30 ml - szampon starczył mi na 3 umycia. Ładnie pachnie, dobrze się pieni, faktycznie lekko rozświetla włosy ale niestety po SLSach swędzi mnie skóra głowy, nie dla mnie :/


GOLDWELL Rich Repair Shampoo 50 ml - szampon intensywnie regenerujący, starczył mi na 4 - 5 użyć. Wygładza włosy, są miękkie i lśniące, pachnie obłędnie, jak perfumy z wysokiej półki, niestety bardzo szybko przetłuszczają się po nim włosy. Szkoda ...
Receptury Babuszki Agafii Szampon na brzozowym propolisie 600 ml - oj długo był ze mną, balsam z tej serii nadal używam. Dobry szampon, nie uczulił mnie ani nie wysuszał skóry głowy. Rosyjskie szampony ewidentnie mi pasują. Myje, dobrze się pieni, ładnie pachnie, nie podrażnia skalpu. Pewnie się jeszcze skuszę na tę serię na razie leci do mnie szampon z iHerb.


URODA Melisa Tonik Bezalkoholowy 200ml - na dzień dzisiejszy mój ulubiony tonik, zużyłam już kilka opakowań i pewnie nadal będzie ze mną. Lubię za zapach, za to jak nawilża ładnie buzię, świetnie odświeża, idealny o poranku. Wieczorem lubię przecierać nim powieki jak długo siedzę przy komputerze :P
URIAGE płyn micelarny 250 ml - świetnie zmywa makijaż, nie mam mu w zasadzie nic do zarzucenia, jednak nie podobał mi się zapach taki jakiś kwiatowo - owocowy. Raczej nie kupię już go.
TOŁPA Planet of Nature Łagodny Płyn Micelarny 200ml - bardzo dobry płyn, nie podrażnia. Kolejny produkt Tołpy, który bardzo spodobał mi się.
VICHY woda termalna 150 ml - świetny produkt Vichy, na pewno jeden z tych które warto wypróbować, mam też wodę AVENE i przyznam się szczerze, że ja nie widzę między nimi różnicy.
GARNIER Essentials Płyn do demakijaży 2 w 1 200ml - bardzo dobra i tania dwufazówka, to już kolejne chyba 7 czy 8 pakowanie, zdradziłam raz z Sephorową i pożałowałam... Nowa już stoi w szafce :) Zmywa szybko i dokładnie, nie podrażnia mi spojówek. Czego nie lubię to tego durnego zamykania, zawsze wyleje mi się za dużo :/


NIVEA BABY Delikatny żel do mycia ciała i włosów 250 ml - uwielbiamy ten żel do mycia, ślicznie pachnie, ładnie się pieni, dobrze myje i nie wysusza skóry dziecka. Ja też czasem się nim myję i świetnie się sprawdza jako produkt do codziennej pielęgnacji. Kolejne "naste" opakowanie stoi już w łazience :)
HIPP Oliwka pielęgnacyjna 200 ml - w całości zużyta do OCM, o aktualnej mieszance pisałam TUTAJ :)
NIVEA Natural Oil Pielęgnujący olejek pod prysznic 200ml - bardzo fajny produkt do mycia, uwielbiam zapach i to jaki efekt daje na skórze, zupełnie nie trzeba używać balsamu. Na pewno skusze się na niego nie raz.
PALMOLIVE Aqarium Mydło w płynie do rąk o pH 5,2 300ml - co tu gadać fajny bajer z tymi rybkami, właściwie to mydełko wybrała z półki moja Livia, bardzo jej się spodobało opakowanie. Mydło sprawdziło się dobrze, myje bez podrażnień czy wysuszenia skóry. A moje dziewczynki też chętniej myły rączki bo "rybki każą się myć". To tajny sposób na małe brudaski, polecam mamom :)
ADIDAS for Women Fizzy Energy Shower Gel 250ml - jednym słowem kiepski, wysuszał skórę. Używałam z mężem, bo zapach neutralny ale on też nie był zadowolony. Dostałam go kiedyś przy kasie jako produkt za jeden grosz i uważam, że więcej wart nie jest.
BeSave! Organic Cosmetic Shower Gel Relaxing Shea Tree 500ml - temu żelowi pod prysznic miała być poświęcona osobna recenzja, bo uważam, że wart jest chwili uwagi. Sama naturalne składniki, na bazie wody z mięty pieprzowej z mnóstwem ekstraktów. Świetnie się pieni, dobrze myje, ogromnie wydajny myślałam, że już nigdy się nie skończy. Zapach taki miodowo - drzewny, używaliśmy z mężem wspólnie. Polecam ten żel :)
HIPP Waschgel do mycia ciała i włosów 400 ml - o ile do mycia ciała dziewczynek sprawdzał się świetnie tak do włosów nie polecam, bo w przeciwieństwie do wspomnianego wyżej NIVEA niesamowicie plącze i wysusza włosy, ciężko je rozczesać. Tak samo działa szampon z tej samej serii. Kochane mamy nie polecam absolutnie do dłuższych włosków, szczególnie jeśli maluchy mają włosy bardzo cieniutkie, takie niemowlęce wręcz. U nas ta seria się nie sprawdziła, choć sam żel do mycia był OK.


Phyto Pharm Oleum Ricini 100 g - olej rycynowy używam do OCM wspominałam TUTAJ :)
GARNIER Ambre Solaire No-streaks bronzer 150 ml - brązujące mleczko do ciała dające 12h nawilżenia z ekstraktem z moreli. Bardzo lubię ten samoopalacz, faktycznie nawilża na bardzo długo, pachnie ładnie. Kolejne opakowanie już mam w szafce, jednak bardzo ciężko dostępny :/
ZIAJA Rebuild Reduktor Cellulitu Serum Drenujące 150 ml - to moje kolejne opakowanie, już o nim pisałam na blogu, recenzję możecie przeczytać TUTAJ :)
CIEN Nail Polish Remover 200 ml - Lidlowy zmywacz do paznokci, kupiłam kiedyś przy okazji zakupów i powiem, że działa OK, nie wysusza paznokci, pachnie kwiatami. Natomiast opakowanie okropne, pompka się zacina i trzeba uważać aby się nie przewrócił. Powróciłam jednak do SH :)
ZróbSobieKrem Olej Awokado 15 ml - pisałam już o nim na blogu, to moja kolejna buteleczka, do recenzji zapraszam TUTAJ :)
PPHU "KEJ" Naturalny Olej Pichtowy 10 ml - kpiłam do sporządzenia toniku pichtowego na zaskórniki, który działa świetnie, jednak u mnie nie do końca się sprawdza, bo podrażnia mi spojówki i płacze po nim jakbym cebulę obierała :/ Polecam osobom borykającym się z otwartymi zaskórnikami.
PAT&RUB Masło do ciała relaksujące trawa cytrynowa - kokos 20 ml - bardzo fajne masełko, świetnie nawilża, skóra jest gładka i taka "mokra" w dotyku. Jednak nie odpowiada mi zapach wg mnie zbyt intensywny dlatego ja używałam tą miniaturę głównie do rąk.
BAUSCH + LOMB Bio True Wielofunkcyjny płyn do soczewek 4x120ml + 300ml - bardzo dobry płyn do soczewek, wg mnie świetnie oczyszcza, na długo nawilża oko i soczewkę. Opakowanie świetne, bardzo funkcjonalne. 


DR.BRANDT Flaws no more r3p eye Triple Peptide Cream 3g - miniatura kremu pod oczy, który pochodził z zestawu o którym wspominałam przy okazji zakupów TU. Całkiem przyzwoity krem, fajnie pachnie i mimo, że była to miniatura to był niesamowicie wydajny, bo miał postać jakby wosku, czy bardzo gęstego masła. Używałam go kilka miesięcy. Nie podrażniał oczu, jednak nie zauważyłam specjalnego działania przeciwzmarszczkowego. Szkoda, bo spodziewałam się czegoś więcej po tak  bardzo drogim kosmetyku :/
JUVENA MasterCream przeciwzmarszczkowy krem na dzień i na noc 2 x 3ml - zapowiadany już bardzo dawno temu na blogu, będzie recenzja. Świetny krem, bardzo go lubię zużyłam kilkanaście próbek, mam jeszcze kilka. Uwielbiam ten krem, zatem możecie się spodziewać pozytywnej recenzji :)
SYLVECO Lekki Krem Nagietkowy 50 ml - miał być post poświęcony temu kosmetykowi, jednak nie będzie, szturmem wylały się opinie o nim na blogosferze, więc daruję sobie :) Jak dla mnie krem neutralny, za wiele nic nie robi ale też nie szkodzi. Idealnie spisuje się natomiast pod minerały jako baza, zwiększa przyczepność proszku. To jego największa zaleta. Pewnie skusze sie jeszcze na wersję brzozową ale to na jesień :)
Lady Speed Stick Invisible Gel 24/7 - pierwszy bubel, nie cierpię go, nie zużyłam nawet połowy ! Śmierdzi okropnie, zostawia plamy na ubraniach co jest niewybaczalne. A najgorsze jest to, że nie działa jak powinien. Z pokora wracam do ulubionego Vichy :)
Max Factor Masterpiece Max 7,2 ml - Pogrubiający tusz do rzęs. Świetny uwielbiam go, to moje "naste" opakowanie i kolejne już mam. Polecam :)
TOŁPA Dermo Face Lipidro maska - kokon odżywczo regenerująca na twarz, szyję i dekolt 2 x 6 ml - taka sobie maseczka. Myślałam, że choć trochę mnie zachwyci ale na pewno do niej nie wrócę. Nie zauważyłam, żadnych efektów, nawet krótkotrwałych. 
TOŁPA Dermo Face Strefa T. maska - peeling - żel 4 w 1 oczyszczająco - matująca 2 x 6 ml - świetny peeling enzymatyczny, kolejne 4 mam już w szafce :) Na początku mnie przeraziła a potem byłam zachwycona efektem. Produkt na osobnego posta, będzie niebawem. Zaglądajcie :)
ALTERRA Naturkosmetik Krem na dzień brązujący do cery mieszanej i normalnej, brzoskwiniowy - bubel! Nie podaję pojemności bo użyłam zaledwie kilka razy i poszedł w odstawkę. Kolejny produkt tej firmy, który mnie rozczarował. Zatyka strasznie pory, zapycha je niewyobrażalną ilością talku, moja skóra się pod nim dusi już po pół godzinie. Koszmar nie kosmetyk!
PIERRE RENE My Secret Matt Eye Shadow nr 503 3 g - to moje drugie opakowanie tego cienia, uwielbiam go jako cień bazowy, idealnie cielisty z lekka satynową poświatą. Na pewno kupię kolejny.


BAYER Bepanthen Maść Dexapanthenolum 50mg/g 30g - maść która od ponad 4 lat jest w naszym domu non stop, nie wyobrażam sobie pielęgnacji dziecka bez niej. Sprawdza się przy odparzeniach pieluszkowych, zadrapaniach, podrażnieniach. Cudo, które potrafi wyleczyć skórę dziecka w 24h. Absolutnie polecam każdej młodej mamie. Jedyna rzecz, którą stosowaliśmy na pupy dzieciaków przez cały okres pieluchowania, żadnych innych kremów i mazideł. 
PROCTER & GAMBLE Crest 3D White Radiant Mint 164 g - pasta, którą używam od podajże 8 lat... Oczywiście z przerwami na inne wynalazki wybielające zęby. Mam do niej kilka zastrzeżeń, m.in. potrafi podrażnić skórę na twarzy, jeśli dobrze się nie umyjemy po myciu zębów :/ Dlatego radzę uważać, b jest dość żrącym środkiem. Jednak dobrze czyści co codziennego użytku jest dobra. Na pewno nie jest to pasta wybielająca, jeśli szukacie pasty która ma wybielić wasze zęby polecam szukać gdzie indziej. U mnie najlepiej się w tej roli do tej pory sprawdzała słynna francuska czerwona pasta :)
PROCTER & GAMBLE Crest 3D White Glamorous White Vibrant Mint 116 g - ciut fajniejsza jeśli chodzi o smak o tej powyższej ale w działaniu nie zauważyłam specjalnej różnicy. Moje zeby są z natury dość białe. Ja uważam, że główne skrzypce w dbaniu o higienę ogrywa właściwa szczoteczka, ja używam aktualnie Sonicare Plus Care i nie zamienię jej na żadną inną, chyba że wyższy model. Nawet najtańszą pastą można umyć zęby ale Crest jest dużo lepszym odpowiednikiem naszej Blend - a - med.
MINERAL CARE Elements Natural Dead Sea Bath Salts 300 g - sól do kąpieli z Morza Martwego. Bogata w minerały sól znakomicie odpręża, relaksuje. Ja bardzo lubię kąpiel z dodatkiem soli, mam wrażenie, że wszystkie zanieczyszczenia zmywają się ze skóry dużo szybciej i skóra pozostaje czysta i odprężona.

Kto dobrnął do końca? Sporo tego się nazbierało a to nie było wszystko. Znacie coś z tego, mieliście do czynienia z tymi produktami. Zapraszam do komentowania :)
I do następnego, czas START !

poniedziałek, 22 lipca 2013

Makijaż dzienny na lato :)

Kilka kadrów z niedzielnego makijażu. Czyli post lekki łatwy i przyjemny, ot do popatrzenia albo i nie :P To makijaż jaki chyba ostatnio robię najczęściej, cienie to tradycyjnie Sleek, palety Orginal i Au Naturel. Ta druga już prawie zdenkowana :D 




Użyłam także między innymi kremowego eyelinera Clinique (recenzja), tuszu Max Factor Masterpiece MAX, zestawu do brwi Catrice + żel Delia Onyx, podkład mineralny Lucy Minerals (recenzja), puder wykańczający Lucy Minerals, róż Estee Lauder Pink Kiss (recenzja), baza pod cienie Urban Decay PP Eden, kredka MF nr 090, korektor pod oczy HR Magic, szminka L'Oreal Paris Colour Riche 176 Sunset Angora.

Miłego wieczoru :)

Estee Lauder Pure Color Blush... Czyli ulubieniec półrocza!

Zanim ten róż wszedł w moje posiadanie wszelkie róże były ze mną na bakier. Zawsze coś mi w nich nie pasowało a szczególnie odcień. No i trafiłam na ten swój a właściwie od trafił sam do mnie, bo wygrałam go w konkursie Estee Lauder na FB o którym pisałam TU. To jedna z moich ulubionych marek jeśli chodzi o kolorówkę i pielęgnację, wspominałam już pewnie o tym ze sto razy ale w moim odczuciu mają naprawdę świetne produkty. I w tym momencie zaczynam piać z zachwytu nad tytułowym produktem :)

Róż do konkursowego kolażu wybrałam zupełnie w ciemno sugerując się jedynie zdjęciami na FB. Jak się okazało to był strzał w 10! 
Posiadam odcień 02 o wdzięcznej nazwie Pink Kiss, róż ma wykończenie satynowe. 


W polskiej ofercie jest 6 różnych odcieni tego różu w dwóch wykończeniach: satynowym i połyskującym. W ofercie amerykańskiej do wyboru mamy nie 6 a 18 odcieni! Przykre prawda :/ Producent zapewnia, że róż da nam delikatny naturalny kolor, który można stopniować w zależności od nałożonych warstw; nie pozostawia smug, nie blaknie, kolor jest długotrwały a efekt jaki nim uzyskamy to świeża i promienna cera. I.... Nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z tym w 100%. Absolutnie w kwestii trwałości nie mam mu nic do zarzucenia bo na koniec dnia nadal wygląda dobrze choć podkład "wymięka" :)


Konsystencja jest jedwabista, niepyląca, na pędzel nakłada się świetnie i bardzo dobrze trzyma się skóry. Dobrze miesza się pędzlem z innymi kosmetykami w pudrze na skórze. Absolutnie nie podkreśla porów, nie wchodzi w zmarszczki nie zostaje na telefonie czy ubraniach oczywiście przy normalnym użytkowaniu. Nie utlenia się i nie zmienia koloru, jest wg mnie mocno napigmentowany.
Poprzez swoją "satynowość" róż wygląda naprawdę szlachetnie na policzkach. Wiele razy gdy go użyłam usłyszałam, że mam "piękne policzki" albo wyglądam "rześko, zdrowo". Same niejednokrotnie pytałyście mnie o ten róż w komentarzach widząc zdjęcia makijażu. 
Mimo, że go nie kupiłam jestem zdania, że jest absolutnie wart swojej ceny i pewnie za jakiś czas skuszę się na inny odcień, może coś z tej szerszej oferty...


Róż jest niesamowicie wydajny, używam go od dnia kiedy paczka od Estee Lauder do mnie dotarła czyli 7 miesięcy i ubytek maleńki. Jeśli chodzi o strukturę to zawiera on w sobie mikroskopijnej wielkości srebrne, nie złote drobiny. Absolutnie nie są one widoczne gołym okiem, zobaczyłam je dopiero robiąc zdjęcia w makro i to pod słońce. Wydaje mi się, że ten odcień jest idealny dla porcelanowych cer, blondynek oraz osób, które szukają pięknego dziewczęcego różu w chłodnej tonacji. To będzie ideał, jestem pewna :)


Nakładam go tylko pędzlem z MACa 168, pasuje mi idealnie. Na zdjęciach pędzel nie myty przez tydzień czasu, jak widać róż nie osadza się mocno we włosiu. 
Co do opakowania to jak przystało na Estee, piękne, eleganckie, porządnie wykonane. Nie trąci tandetą. Jeszcze słowo o zapachu, kosmetyk nie pachnie intensywnie, właściwie trzeba się bardzo w wąchać aby cokolwiek poczuć, ale jest to zapach delikatny, prawie nie wyczuwalny. To lubię!





No i na koniec, krótkie podsumowanie, gdzie i kiedy można było zobaczyć to cudo w akcji...
Aby ułatwić Wam przeszukiwanie bloga zapraszam TU, TU, TU i TUTAJ i w wielu wielu innych ale starałam się wybrać posty ze zdjęciami tak aby był jak najbardziej widoczny :) 
Może jeszcze dzisiaj wrzucę makijaż w którym również był użyty ten róż, więc zaglądajcie, zapraszam :)
A jaki jest Wasz ulubiony róż? Ten naj, naj... Chętnie poczytam :))

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...