piątek, 30 sierpnia 2013

Moje palety Sleek MakeUP :)

Nie będę ukrywać, że do stworzenia tego posta zostałam zainspirowana :)
Tytułem wstępu powiem, że cienie to kosmetyki, których mogłabym mieć setki, kocham i zawsze mam chęć na kolejne :P Mam przeróżne poczynając od tanich palet Ruby Rose przez Inglot, M.A.C, Estee Lauder, Lancome, Clinique itd. Uwielbiam bawić się kolorem zarówno na płótnie jak i na powiekach. Dlatego nie mogło zabraknąć w moich zbiorach cieni, które powinien spróbować każdy czyli Sleek MakeUP.
Cienie te wpadły mi w oko dużo wcześniej niż powstał ten blog, wzdychałam do palety Graphit obserwując na eBayu jak jej cena rośnie do astronomicznej wręcz kwoty aż w końcu zniknęła całkowicie... Potem dumałam nad Jewels w rezultacie nie nabyłam żadnej :/ Moja przygoda ze Sleekami tak naprawdę zaczęła się od Sunset a dalej to już było z górki :)
Zatem zapraszam Was na krótki przegląd (bo jest ich tylko 7) mojego zbioru. 


Nude collecton Au Naturel 601 - o tej palecie było już wielokrotnie na blogu, robiłam z nią wiele makijaży i jest to absolutnie moja lubiona paleta. Widać to po zużyciu, używam jej zdecydowanie częściej niż NADED2, bo zwyczajnie lubię i tyle. Gdyby jeszcze jakość cieni była taka jak w palecie Glory to w ogóle byłabym w siódmym niebie, bo kolorystyka bardzo mi odpowiada. Polecam, zdecydowany must have. Neutralne brązy i cieliste cienie pozwalają stworzyć każdy rodzaj makijażu od dziennego po wieczorowy. Posty z Au Naturel możecie znaleźć TU1, TU2 i wielu innych makijażach :)


The Original 594 - paleta, która nie pochodzi z tzw. LE, jest w stałej sprzedaży od lat. Pojedyncze cienie nie mają nazw. Bardzo fajne zestawienie kolorystyczne, prawie każdy znajdzie w niej cień dla siebie. Ja uwielbiam trzy cienie: fiolet, róż opalizujący na złoto i kremowo jasno-brzoskwiniowy. Robiłam też niedawno makijaże z turkusami z tej palety i wyszły pięknie, można to zobaczyć TUTAJ. Nie mogę jednak przekonać się do tych dwóch ostatnich zgniłych zieleni i do cienia z brokatem... Jednak brokaty to nie moja bajka. Paleta posiada tylko jeden matowy cień i jest nim czerń, nie używałam bo mam ich kilka. Makijaże m.in. TU, TU2.


Sunset 568 - moja pierwsza paletka Sleeka, ciepłe wręcz gorące brązy idealnie współgrają z letnią opalenizną. Prawdziwy zachód słońca. Idealna paleta na lato. Jest na 3. miejscu ponieważ regularnie używam cieni z drugiego rzędu, ciemny brąz dobił już dna :) Ta paleta też ma tylko jeden cień matowy - czarny. Makijaż na blogu w odcieniu pomarańczy był TU.


2012 collection Glory 767 - paleta z edycji limitowanej. Absolutnie najlepsza jeśli chodzi o jakość cieni, cudne kremowe, delikatnie metaliczne, mocno napigmentowane. W duecie z Au Naturel można tworzyć cuda. Moje ulubione cienie z tej palety to: jasny brąz i delikatne złoto. Makijaże możecie zobaczyć: TU, TU2


Mediterranean collection Monaco 657 - kolejna z edycji limitowanej. To chyba była druga paleta jaką kupiłam, ma w zestawie piękny jasny fiolet i jasną zieleń. Te dwa cienie długo królowały na moich powiekach. Bodajże w Snapshots są oba te cienie. Najgorszy z tych cieni to granat, bardzo suchy  i twardy matowy cień, ciężko się nim pracuje. Używam go głównie z Duraline do robienia kresek. Makijaże z Monaco: TU, TU2, TU3, oraz swatche.


Ultra Matts V2 731 (darks) - paleta na którą w internetowych sklepach były nawet zapisy, czekałam na nią jak na cudo... A jak widać nie zajmuje ona pierwszego miejsca w moim zestawieniu. Chociaż są to najlepsze matowe cienie Sleek z jakimi miałam do czynienia to kolorystyka nie do końca mi odpowiada. Używam jej ale okazjonalnie. Po dłuższym czasie stwierdzam, że jednak wolę metaliczne i perłowe cienie tej firmy, raczej maty nie pasują mi do końca, tym bardziej solo. Makijaż z V2 jest TU.


Ultra Matts V1 730 (brights) - piękna kolorowa paleta, cienie obłędnie wyglądają w opakowaniu lecz na oku bez odpowieniego przygotowania, bazy bardzo trudno jest uzyskać właściwy efekt. Cienie mają identyczną konsystencję jak V2 jednak posiadają zdecydowanie słabszy pigment. Kupiłam ją razem z Darks, jest to paleta, którą używam najrzadziej.

Na koniec postanowiłam zabawić się w wypisanie wszystkich znanych mi palet Sleeka :)
Jeśli ktoś się dobrze orientuje niech pomoże, bo pewnie czegoś brakuje a nie spotkałam się jeszcze z taką listą....

Kolejność przypadkowa :)

Palety ze stałej sprzedaży i palety Limited Edition: Graphit, Safari, Bad Girl, Good Girl, Acid, Chaos, Storm, Original, Sunset, Ultra Matte V1, Ultra Matte V2, Monaco, Glory, Au Naturel, Oh So Special, Laguna, Snaphots, Showstopper, I-Candy, PPQ Supreme, PPQ Respect, Sparkle, Sparkle2, Circus, Bohemian, Jewels, Curious, Curacao, Paraguaya, PPQ Me Myself and Eye, Primer, Vintage Romance, Celestial.


Ja naliczyłam ponad trzydzieści palet, dajcie znać jak coś pominęłam :)
No i czekam na kolejną Vintage Romace, bo bardzo wpadła mi w oko. Paletę tą można wygrać w moim rozdaniu, zapraszam serdecznie do zabawy TUTAJ.

A jakie są Wasze ulubione cienie ? 

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

OOTD imprezowo... Czyli strój dnia :)

Oj mało mnie na blogu w tej roli dlatego postanowiłam zaryzykować i wrzucić ponownie kilka zdjęć. A co tam... Dziś nie w ulubionej czerni a w fiolecie:) Mam jeszcze jedną wersję na zdjęciach w zielonej sukience ale nie wszystko na raz :P 

No i na zdjęciu świeżo podcięte włosy :)
Ot tyle... Tymczasem sesja :P




Bury ZARA
Sukienka L' ART 
Torebka, zegarek Michael KORS 
kolczyki Orsay
bransoleta Pandora

piątek, 16 sierpnia 2013

Szybki MAKIJAŻ z turkusem w roli głównej :)

Przełamałam się.... Zaczynałam powoli od niebieskich kresek, jakiś tam akcentów w kącikach aż w końcu dzisiaj poszłam na całość i oto turkusowy szał :)
Cienie pochodzą z palety Sleek Orginal.
Pozostałe użyte kosmetyki ostatnio bez zmian - robię się monotematyczna :)
(podkład Airflash Dior 201).
Powolutku widać też efekt działania Xlash o którym wspominałam TU. Rzęsy stały się dłuższe i grubsze. Oby tak dalej, bo podoba mi się :D




Miłego wieczoru!

środa, 14 sierpnia 2013

Macadamia Natural Oil Deep Repair Masque

Mimo, że całe życie odkąd pamiętam mam długie włosy to stosowanie wszelkiego typu masek, balsamów, odżywek nie jest mi bliskie, nie lubię tego robić i do póki nie rozjaśniałam włosów nie stosowałam takich produktów. Szczególnie gdy farbowałam włosy na ciemno, wystarczył mi szampon i jakiś spray ułatwiający rozczesywanie. I tyle. 
Teraz moje włosy potrzebują intensywniejszej regeneracji więc nie mogłam przejść obojętnie obok tej maski. Kupiłam ją podczas targów LOOK & Beauty VISION w Poznaniu, które odbyły się na wiosnę tego roku. Stoisko Macadamia Natural Oil oblegały tłumy i trudno było kupić cokolwiek ale udało się :) Ceny mieli niesamowicie atrakcyjne bo na wszystko 50% mniej niż w salonach. 

Maska ma rewitalizować strukturę suchych i zniszczonych włosów. Natomiast kombinacja olejków macadamii i arganu wraz z olejkiem z drzewa herbacianego, rumiankiem, aloesem oraz ekstraktem z alg regeneruje i odbudowuje włosy pozostawiając długotrwały efekt odżywionych pełnych blasku elastycznych włosów. Ponieważ jest to produkt, który ma działać silnie regenerująco nie powinno się go stosować często, producent zaleca co trzecie mycie.
Sposób użycia dość dziwny przez co maska jest dość kłopotliwa w użyciu, ja stosuję tradycyjnie po umyciu na mokre włosy.
Sposób użycia wg producenta: po umyciu i wysuszeniu włosów użyj małej ilości Macadamia Deep Repair Masque. Rozetrzyj w dłoniach i rozprowadź równomiernie na wilgotne włosy. Przeczesz, aby rozprowadzić równomiernie produkt. Dla lepszego rezultatu dodaj niewielką ilość Macadamia Healing Oil Treatment do Deep Repair Masque. Pozostaw na 5 – 10 minut w celu wniknięcia preparatu w głąb włosa. Użycie ciepła nie jest w tym przypadku wymagane. Dokładnie spłucz włosy ciepłą wodą. Wymodeluj fryzurę, tak jak zażyczy sobie tego klient. Macadamia Deep Repair Masque jest to intensywnie odżywiający produkt do pielęgnacji włosów, który nie powinien być używany więcej niż dwa razy w tygodniu.
Ten sposób użycia jest dość dziwny przez co maska może być kłopotliwa w użyciu. Ja stosuje tradycyjnie po umyciu na mokre włosy. Jednak spotkałam się z opiniami, że mój sposób może powodować, że maska działa nie właściwie... :/ U mnie na szczęście działa jak powinna :)

Sama maska jest gęsta, bardzo treściwa i trzeba się przyłożyć aby równomiernie rozprowadzić ją na włosach. Pachnie obłędnie, uwielbiam zapach tych kosmetyków. I jest to pierwsza maska po której użyciu widzę rezultaty a dokładnie włosy są niesamowicie miękkie, nie mogę przestać ich dotykać :P Błyszczą bardziej niż po innych odżywkach, końcówki nie są sztywne sianowate (posiadacze rozjaśnianych włosów wiedza o czym mowa) a miękkie i elastyczne. No i najważniejsze to, że nie są obciążone, moje włosy nie przetłuszczają się też szybciej niż zwykle. Włosy są gładkie i pięknie pachną długi czas.



Jest niesamowicie wydajna, używam jej kilka miesięcy i na pewno jeszcze mi posłuży. 
Mimo, że kosmetyk ten w sieci zbiera skrajne opinie ja polecam z czystym sumieniem. Uwielbiam i na pewno się jeszcze pokuszę na zakup gdy tylko będzie okazja.



niedziela, 4 sierpnia 2013

Makijaż wieczorowy w fioletach + rzęsy ES

Pokusiłam się dzisiaj o coś bardziej odważnego. Makijaż wieczorowy w odcieniach ciemnego fioletu, aparat ciut zjadł z tej intensywności, szkoda bo cienie naprawdę pięknie się mienią :/
Poza tym jakiś czas temu dostałam dwa opakowania rzęs od firmy KKCenterhk i postanowiłam, że może je wypróbuję.
Oto co z tego wyszło...




Do wykonania makijażu użyłam: 

- podkład Dior Airflash nr 201 Linen,
- puder prasowany MAC Prep+Prime,
- róż Estee Lauder Pure Color nr 02 (recenzja),
- brązer Estee Lauder Bronze Goddess Soft Matte,
- baza pod cienie Urban Decay PP w odcieniu Eden,
- cienie do brwi Catrice,
- żel do brwi Delia Onyx czarny,
- tusz do rzęs Max Factor Masterpiece Max czarny,
- cienie z palet Sleek MakeUp: Original (fioletowy i różowy) , V2 (fioletowy, cielisty, biały) i Au Naturel (szampański),
- kremowy eyeliner Clinique czarny (recenzja),
- kredka na linie wodną Urban Decay 24/7 czarna,
- korektor pod oczy Helena Rubinstein Magic nr 01,
- cień w żelu Maybelline Color Tattoo Metal 24 hr w odcieniu 65 Gold Rush - płatki złota;
- szminka Rimmel Lasting Finish Lipstick nr 070 AiryFairy;
- sztuczne rzęsy ES - A504.






Na koniec zdjęcie w sztucznym świetle i paczuszka rzęs. Rzęsy zapakowane są w przezroczyste pudełeczko w którym jest 5 par. Wybrałam model, który ma zagęszczone włoski w zewnętrznym kąciku, dzięki temu ładnie optycznie zasłaniają opadającą powiekę sprawiając, ze oko wydaje się większe. Przyznam, że zakładanie ich nie jest łatwe, żyłka na której są rzęsy jest dość sztywna i gruba dlatego trzeba poświęcić więcej czasu na ich dokładne przyklejenie. Ja używam kleju DUO. Ogólnie efekt jaki dzięki nim uzyskałam nie jest wg mnie do noszenia na co dzień ale na wieczorne wyjścia może być. 


Pozdrawiam :)

sobota, 3 sierpnia 2013

Jak maluję swoje brwi? STEP

Ostatnio zostałam poproszona o napisanie posta na temat swoich brwi. Zatem na życzenie jest :) Nie będzie tego wiele ale mam nadzieję, komuś się przyda (Kasia pozdrawiam :)...
W liceum bardzo mocno depilowałam swoje brwi, wydawało mi się wtedy, że wyglądają fajnie och jak żałuję, że nie było wtedy tak powszechnego internetu jak teraz, pewnie szybciej bym się uświadomiła, że żyję w błędzie :/ Tymczasem przez te kilkanaście lat moje brwi bardzo ucierpiały i stały się rzadkie, od jakiegoś czasu staram się je zapuszczać by były grubsze ale włosy już nie rosą tak jakbym tego chciała. Radzę więc sobie za pomocą palety z cieniami do brwi z Catrice oraz żelu do brwi Delia ONYX (recenzja). Gdy się bardzo spieszę i nie chce mi się bawić z pędzelkiem sięgam po kredkę z M.A.C.'a do brwi dla brunetek.


Jeśli chodzi o akcesoria to mam 4 przedmioty bez których nie mogę się obejść: nożyczki, pęseta, pędzelek z Sigmy nr E75 Angled Brow oraz szczoteczka po tuszu do rzęs.


Powyżej krótki stepik (pierwszy raz na blogu:).
Nr 1. - To moje oko zupełnie bez makijażu, nic się nie wyróżnia.
Nr 2. - Makijaż oka bez pomalowanych brwi. Specjalnie zaczęłam odwrotnie aby pokazać, że nawet pomalowane oko wygląda nijak gdy nie podkreślimy brwi. Jakoś to wszystko nie trzyma się kupy :P
Nr 3. - Zaczynam malować brwi od dołu (cieniami z palety Catrice), nadając im konkretny kształt i delikatnie rozcieram do góry wypełniając brew. Zazwyczaj maluję brwi suchymi cieniami, jeśli chcę uzyskać mocniejszy efekt wtedy mieszam cień z Duraline Inglota albo z wodą. 
Nr 4. - Na wypełnione brwi cieniem nakładam żel - korektor do brwi Delii, wtedy włoski są ujarzmione przez cały dzień a brwi się ładnie błyszczą.
Nr 5. - Na koniec pod łukiem brwiowym maluję przy nasadzie włosów delikatnie cielistą kredką linię aby jeszcze bardziej podkreślić brwi.

Tak mniej więcej aktualnie wygląda mój sposób na brwi. Oczywiście niesamowicie mnie kusi zakup Aqua Brow MUFE ale na szczęście najbliższa Sephora jest ponad 130 km od mojego domu :/ Pewnie przy najbliższej okazji nabędę chociaż cena nie zachęca. 


Czasami zdarza się, że nie mam czasu bawić się z cieniami i pędzlem wtedy na szybko sięgam po kredkę z MAC w odcieniu Brunette i zaznaczam brwi. Kupiłam ją bo wydawało mi się, że będzie odpowiednia dla moich czarnych brwi skoro jest dla brunetek, jednak jak widzicie na zdjęciu odcień jest nieco za jasny dla mnie. Aktualnie nie widzę tego koloru na stronie MAC więc pewnie trafiła mi się jakaś wersja limitowana. Poprawcie mnie jeśli się mylę ;) Poza tym kredka sama w sobie jest fajna i jeśli kupię ją ponownie to na pewno w odcieniu Lingering
I to tyle:)
Miłego wieczoru :)

piątek, 2 sierpnia 2013

Garnier vs. Sephora ... Czyli pojedynek na dwufazy :)

Przez wiele lat w mojej kosmetyczce rządziła kultowa dwufazówka z L'Oreala. Poznałam ją dobre 10 lat temu... Aż pewnego dnia zdradziłam ją z micelem Biodermy i przez następne 5 lat nie miałam żadnego płynu do demakijażu. Od dwóch lat używam miceli (już nie Biodermy) i płynów dwufazowych w zależności od potrzeby. I tutaj wszystko zależy od rodzaju tuszu na rzęsach bo jednak micele sobie nie radzą z pewnymi tuszami tak jak dwufazówki i o dziwo odwrotnie...
Tyle słowem przydługiego wstępu :)
Dzisiaj pod lupę biorę dwa najpopularniejsze ostatnio dwufazowe płyny do demakijażu. Jeden rządzi w Rossmanie a drugi w Sephorze. Postanowiłam przyjrzeć im się trochę bliżej.
Każda z tych dwufazowek ma zmywać makijaż szybko, dokładnie, bez pocierania, jednym gestem pozostawiając skórę czystą, bez tłustej warstwy. Obietnica niemała, prawda ?!



Płyn zamknięty w sporym opakowaniu, bo mieści aż 200 ml. Niestety z okropnym dozownikiem, bo za każdym razem wylewa mi się za dużo produktu i mam dosłownie polane nim ręce, przez co szybko się zużywa. Cena przystępna, ostatnio udało mi się go kupić za niespełna 10 zł. Pachnie bardzo delikatnie, nienachalnie. Skład całkiem przyjazny jak na drogeryjny produkt tego typu. Wzbogacony o wodę kwiatową z róży centyfolii i prowitaminę B5.



Przejdźmy do działania, producent zapewnia, że jest kojący i nie trzeba pocierać powiek. Płyn faktycznie nie podrażnia, nie zauważyłam u siebie zaczerwienionej skóry wokół oczu. Nie szczypie też w oczy gdy niechcący się tam dostanie. Niestety co do tego pocierania to niestety ale wszystko zależy od rodzaju tuszu, cieni, bazy i innych produktów jakie chcemy tym płynem zmyć. Bez problemowo i faktycznie bez pocierania zmyje zwykłe cienie, nawet i te w kremie czy żelu. Przy eyelinerach żelowych i tuszu MF Masterpiece Max (niewodoodporny) już trzeba się nagimnastykować. I niestety pocieram delikatnie bo od samego "przykładania" makijaż się nie zmywa :/ 
Produkt nie zostawia mocno tłustej czy lepkiej warstwy na skrze ale jakiś tam film jest, ja tego nie lubię i w kolejnym kroku zmywam go z powiek. 
To moja 6 buteleczka tego produktu :)



SEPHORA Waterproof Eye Makeup Romover - płyn mieści się w niewielkim opakowaniu 125 ml przy całkiem sporej cenie bo ponad 30 zł. Mi udało się go kupić w promocji za 28 zł. Buteleczka jest mała ale bardziej poręczna, mimo, że ma odkręcany korek to płyn dozuje się w odpowiedniej ilości. Nie zdarzyło się jak w przypadku Garnier, że cieknie mi po rękach, umywalce i wszystkim dookoła. Ma mniej wodnistą konsystencję i dłużej obie fazy pozostają w połączeniu w przeciwieństwie do przeciwnika. Skład już nieco dłuższy ale zawiera HydroSenn+TM, składnik zmiękczający oraz kompleks bogaty we flawonoidy i ekstrakty z oliwki, który ma wzmacniać rzęsy. 


Pierwsze starcie z tym produktem było straszne dla skóry wokół moich oczu. Zaczerwienienie, pieczenie, łzawienie to tak w skrócie. Pomyślałam koszmar nie produkt i na dodatek tyle kosztuje, nie mogłam pojąć zachwytów związanych z tym kosmetykiem. Odstawiałam i dumałam jak go wykorzystać by nie dopuścić do kolejnego podrażnienia. Spróbowałam raz jeszcze ale zaraz po zmyciu makijażu, dosłownie po odstawieniu wacika od powieki natychmiast przemywam oko wodą, kran odkręcony w pogotowiu... Dziwne, komiczne ale udało się, makijaż zmyty bez czerwonych oczu. Co do pocierania, szybkości rozpuszczania resztek makijażu, tuszu do rzęs to ja nie widzę żadnej różnicy między tymi płynami. Owszem ma fajną konsystencję, fajnie się dozuje ale dla mnie to koniec zachwytów. 
Reakcja skóry i spojówek na ten płyn mówi sama za siebie i wiem, że już go ponownie nie kupię. 
Noszę soczewki kontaktowe od ponad 15 lat i wiem, że każde dodatkowe podrażnienie to dla oczu dodatkowy wysiłek.
Dlatego dzisiejsze starcie wygrywa tańszy produkt mimo, że mało wydajny ale delikatniejszy a równie skuteczny. Nie jest może ideałem ale wart wydanych pieniędzy. Niestety dwufaza Sephory leży i kwiczy :P



A jakie są Wasze ulubione kosmetyki tego typu? Macie swojego faworyta?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...