środa, 26 marca 2014

PAULA'S CHOICE Skin Perfecting Lioton (i żel) z kwasem 2% BHA

Okres jesienno - zimowy się już skończył zatem czas na podsumowania i recenzję produktów z kwasami, które towarzyszyły mi w tym roku. Dzisiaj o kosmetyku, który pierwszy zaraz zagościł w mojej łazience na początku tego roku. Jeśli jesteście ciekawi jak się sprawdził zapraszam do dalszej lektury :)


wtorek, 25 marca 2014

Zapachowe umilacze kąpieli LUSH i Organique

Idąc za wczorajszym tropem postanowiłam pokazać co najchętniej wrzucam do wanny, kiedy wyegzekwuję te 15 minut tylko dla siebie :)
Jakiś czas temu pokazywałam na blogu olejki eteryczne, które nadal lubię i mam w swoich zbiorach. Dzisiaj będzie o ulubionym zapachu od Organique i bombach Lusha.

Mmmm...Magnolia to jest mój faworyt wśród zapachów jakie oferuje Organique. A zauroczyła mnie w maśle shea już dość dawno temu. Kule do kąpieli to stosunkowo nowa oferta tej firmy ale cieszę się, że też  jest kula o tym zapachu :) Uwielbiam go, uspokaja mnie, relaksuje, odświeża i odpręża. 
Wg producenta kule zrobione są z łagodnego pudru do kąpieli, który rozpuszczając się w wodzie ma odżywiać, nawilżać ogólnie pielęgnować skórę. Myślę, że jest to dość na wyrost powiedziane ale muszę przyznać, że poza samym zmysłowym dostaniem jakim jest przyjemny zapach, kula faktycznie wspomaga pielęgnację skóry przygotowując ją do dalszych zabiegów domowego SPA :)


poniedziałek, 24 marca 2014

ORGANIQUE peelingi cukrowe i solne, czyli starcie 2 na 2

Oferta Organique jest mi bardzo bliska, lubię ich produkty od wielu lat. Pierwszy raz spotkałam się z ich kosmetykami prawie 9 lat temu i przepadłam. Wiele zmieniło się od tego czasu w ich ofercie ale flagowe produkty pozostały co mnie cieszy. Niestety, w moim mieście nie ma już sklepu firmowego dlatego teraz zakupy robię okazjonalnie w Łodzi, Poznaniu lub Warszawie albo też w Mydlarni u Franciszka w Koninie (mają masła i peelingi na wagę).
Dzisiaj post o moich ulubionych produktach tej firmy a mianowicie o peelingach. Zacznę od peelingów cukrowych, bo te znam najdłużej. Ciekawi...? Jeśli tak zapraszam do dalszej lektury :)


piątek, 21 marca 2014

theBalm Bahama Mama... Czy warto ?

Zazwyczaj nie mam zwyczaju pisania o kosmetyku, który przewijał się już na wielu blogach. Ale  i tak postanowiłam dzisiaj troszkę na przekór sobie pokazać puder brązujący o którym już chyba napisano wszystko. Starałam się skupić głównie na próbkach odcienia (swatche) i zestawiam go dość popularnymi pudrami brązującymi a mianowicie Guerlain Terracotta nr 02 oraz Estee Lauder Bronze Goddess Soft Matte Bronzer (stara wersja). W mojej kolekcji znajdą się jeszcze inne brązery (mineralne) ale uznałam, że to spokojnie wystarczy.



Ostatnio zdecydowanie częściej sięgam po róż niż po puder brązujący ale kiedy czytałam o tym kosmetyku wiele osób pisało, że odcień jest dość ciemny, chłodny, matowy bez drobinek - nie mogłam go zostawić w spokoju. Ciągle gdzieś wracałam do niego pamięcią aż w końcu zdecydowałam, że go kupię do tzw. świętego spokoju. Pewnie znacie taki stan z własnej autopsji :D
No i oto mam słynny the Balm Bahama Mama. W pierwszej chwili jak otworzyłam przesyłkę pomyślałam, jakie to maleństwo. Na szczęście pojemność standardowa 7,08g (MAC ma 6g). No nie jest duży jak Estee Lauder - 21g... Mi jednak to nie przeszkadza, nawet lepiej bo nic się nie marnuje :) 
Poniżej wreszcie swatche. Starałam się je zrobić w możliwie różnym oświetleniu, dziennym i sztucznym. Widać, że puder nie jest do końca matowy, ja powiedziałabym, że wykończenie jest satynowe. Dla mnie to zdecydowany plus :)
Słynna "Bogini" Estee Lauder w moich zbiorach była najbardziej neutralnym pudrem brązującym jednak przy Bahama Mama sprawia wrażenie dość ciepłej.The Balm to faktycznie bardzo chłodny brąz, którym możemy zarówno subtelnie jak i dość ostro modelować twarz. Niestety nie rozświetli i nie podkreśli letniej opalenizny jak pozostałe dwa pudry ale przy konturowaniu wypada dużo lepiej.





Jeśli chodzi o trwałość na gołej skórze wypada najsłabiej, natomiast jako element makijażu nieźle sobie radzi. Przyjemnie się go używa, ładnie trzyma się pędzla, dobrze rozciera i miesza z różami innych marek.
Zdecydowaną zaletą tego pudru jest także to, że nie zawiera w składzie talku. Co prawda INCI rozpoczyna emolient zmiękczający i ułatwiający jego nakładanie ( nie znalazłam danych dotyczących toksyczności tego składnika) to całość bazuje na krzemionce, która nie powinna robić krzywdy nawet najbardziej wrażliwym cerom. 

Wracając do tytułowego pytania: czy warto? Cóż odpowiedź jest prosta: jak najbardziej :) Przyznam się, że niepotrzebnie zwlekałam tak długo z jego zakupem wmawiając sobie, że to będzie kolejny zwykły puder brązujący i biłam się ze swoimi myślami. Cena i jakość są  w porządku, warto zainwestować.
Wiem, że wiele z Was ma ten produkt, dajcie znać jak się sprawdza :)

czwartek, 20 marca 2014

Najlepszy korektor roku 2013... Czyli MILANI HD Advanced Concealer

Postanowiłam dzisiaj nieco cofnąć się w czasie i napisać coś więcej o korektorze pod oczy, który w ubiegłym roku dosłownie skradł moje serce i używałam go namiętnie przez cały rok. Dzisiaj zostało mi już tylko jedno opakowanie i z tego co zdążyłam zorientować się na stronie producenta chyba więcej nie będzie, bo firma prawdopodobnie zaprzestała jego produkcji... Ja kupowałam go przeważnie na allegro ale też i na ebay - tam też jest jeszcze dostępny. Z amerykańskich drogerii aktualnie jeszcze wisi na stronie walgreens.com w CVS też już go nie ma. Ogólnie firmy Milani nie spotkałam nigdzie w Polsce stacjonarnie.


Korektor wzbudził moje zainteresowanie na początku ubiegłego roku, kiedy szukałam delikatnego, lekkiego rozświetlenia, NIE matu, który nie dawałby bardzo mocnego krycia a także nie zastygałby na skórze. Wtedy na kilku zagranicznych blogach trafiłam na porównanie go słynnego TE YSL. Długo nie czekałam, musiałam się sama o tym przekonać. I to był strzał w 10! Najjaśniejszy odcień 01 jest dla mnie idealny. Poniżej na swatchu zestawiam go z korektorem HR Magic 01, który jest naprawdę bardzo jasny aż za jasny dla mnie więc wypada przy nim nieco żółtawo. Ale ten odcień żółci właśnie idealnie wpasował się w moje potrzeby.


Korektor Milani jest bardzo lekki, daje piękne rozświetlenie co dla skóry pod oczami 35+ ma ogromne znaczenie. Tak samo jak to, że nie podkreśla linii mimicznych, zmarszczek; nie wchodzi w załamania. Trzyma się idealnie u mnie przez 5h. Świetnie sprawdzał się latem, nie waży się i nie podkreśla suchych skórek. Utrzymuje właściwy poziom nawilżenia, skóra pod oczami nie jest przesuszona ani obciążona.



Samo opakowanie korektora jest bardzo eleganckie i nie odstaje zupełnie od Touche Eclat YSL a nawet wydało mi się fajniejsze, bo w Milani widziałam jak korektor dobiega końca. Cena samego korektora również na duży plus. Na allegro udało mi się go kupić kilka razy w granicach 38-40 zł, natomiast na ebay w granicach 4-7 $. Jedno opakowanie starczało mi spokojnie na 2 miesiące codziennego używania. 



Naprawdę szkoda, że Milani go już nie produkuje. Może jeszcze zaopatrzę się gdzieś na zapas. Już miałam swój ideał tymczasem bajka się skończyła.....

niedziela, 16 marca 2014

Cienie Maybelline Color Tattoo seria METAL nr 55 i 70

Na początku dziękuję bardzo, że czekaliście wiernie za mną przez ten miesiąc. Jeden obserwator uciekł, jeden zawitał w moje progi więc tym bardziej się cieszę, że mam grono wiernych stałych czytelników. Ci co obserwują mnie na insta wiedzieli na bieżąco, że jestem już po operacji i powoli, powoli wracam do normalnego życia. Jak to mówią... Oby do wiosny! A wiosna już tuż, tuż :) 
Tyle słowem wstępu. Dzisiaj na tapecie moje aktualnie ulubione cienie w kremie, mowa o Maybelline Color Tattoo METAL
Ja aktualnie posiadam trzy odcienie z pięciu, które są dostępne w Stanach z tej serii. Wg producenta to żelowo - kremowe cienie o metalicznym wykończeniu, które są trwałe i wytrzymują do 24 h. Pojemność słoiczka to 4g. 
Skradły moje serce właśnie za obłędną trwałość, przepiękne odcienie, które nie są "płaskie" jak te z podstawowej serii. Zresztą zobaczcie sami...










Bardzo trudno było oddać właściwy odcień różu, ze względu na to, że cienie te mienią się w zależności od kąta padania światła. Najlepiej nakładają się palcem, łatwo się rozcierają. Rewelacyjnie wyglądają na ruchomej powiece. Przyzwoicie kryją i krycie można stopniować.
Szampański odcień nr 70 często używam do rozświetlania wewnętrznego kącika. Nie próbowałam ale wydaje mi się, że sprawdzi się także w roli kremowego rozświetlacza. Ma bardzo podobny odcień do Mary-Lou Manizer the Balm lecz nieco chłodniejszy, bardziej neutralny. Mary-Lou zdecydowanie jest ciepła.
Cienie zawsze nakładam na odtłuszczoną skórę, pokrytą ewentualnie bazą pod cienie. Tak przygotowana skóra sprawia, że cienie na pewno będą trzymać się idealnie aż do demakijażu. 

Postaram się przy najbliższej okazji pokazać Wam jak prezentują się na powiece :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...