sobota, 8 lutego 2014

Projekt Denko vol. 5 czyli kolejne opakowania i opinie [30 produktów]

Pewnie zdążyliście się już zorientować, że kończę zbieractwo pustych opakowań zawsze po dwóch miesiącach i tak też jest tym razem. Za mną kolejna porcja zużyć no i pewnych wrażeń jakie po nich pozostały. Nie będę ukrywać jest sporo tego, chyba nawet pobiłam mały własny rekord. Trafiło się kilka bubli jak i kulka perełek ale o wszystkim będzie poniżej. Zaczynamy :)


Carex Strawberry Candy - mydło antybakteryjne do rąk dla dzieci o zapachu truskawkowych cukierków. Fajnie pachniało, coś innego po rybkach z Palmolive.
L'Oreal Triple Active Żel Oczyszczający - kupiłam do mycia pędzli i tak też go zużyłam. Na bazie sporej dawki SLSów świetnie rozpuszcza wszelkie bród, podkłady nawet te wodoodporne. Pędzle pachną czysto i świeżo. Używałam go zamiennie z płynem do mycia pędzli MAC - ten jedzie denaturatem :/
Palmolive Aroma Therapy z olejkiem ylang-ylang i irysa - pachnie obłędnie, uwielbiam ten zapach. Pieni się bardzo mocno, idealny gdy lubicie kwiatowe zapachy i ogromną pianę w wannie :)


Garnier Ultra Doux odżywka pielęgnacyjna z olejkiem awokado i masłem karite - kupiłam na szybko bo nic aktualnie nie miałam. Potem spotkałam się w wieloma pozytywnymi opiniami ale ja niestety do nich nie dołączę. Dla włosów rozjaśnianych do pasa jest niestety za słaba jeśli chodzi o działanie. Są po niej miękkie ale nawilżenie żadne, musiałam wspierać się odżywkami w sprayu bez spłukiwania. 
Nivea baby delikatny szampon nadający połysk - uwielbiany przeze mnie i moje córki, pięknie pachnie, myje i faktycznie nabłyszcza włosy. Ilość zużytych opakowań... Trudno zliczyć :)
John Frieda Sheer Blonde Go Blonder - szampon, który poza fajnym zapachem, który przypomina mi  zapachem i konsystencją jakąś serię limitowaną ( nie pamiętam dokładnie) z przed lat Vidal Sasson Wash & Go. Ten szampon nie robił nic, dostałam po nim tylko łupieżu :/ Całe szczęście, że kupiłam go w promocji, bo 40 zł za taki bubel to przesada...


Lactacyd Femina  żel do higieny intymnej - używałam go długoooo w tym roku mówię pas i sięgnęłam po Tołpę dla odmiany.
Bies Disney Minnie Maus żel i szampon 2 w 1 - truskawkowo - poziomkowy żel stanowił mały gadżet w łazience. Różowy kolor był dodatkowym atutem. Dziewczynki to lubią :)
DX2 szampon do włosów skłonnych do wypadania - mimo durnej reklamy dałam mu szansę i używałam razem z mężem. Żadne z nas nie było z niego zadowolone. Mimo niezłego składu, który bazuje głównie na soku aloesowym szampon nie robił nic a wręcz kiepsko mył i sprawiał, że włosy były szorstkie i puszyły się.


B&L ReNu MultiPlus płyn do soczewek- ulubiony, mam go zawsze w szafce.
Avene woda termalna - fajna i nie pachnie tak dziwnie chemicznie jak Uriage ale pod koniec zepsuł się dozownik i wręcz lało się zamiast rozpylać dlatego raczej nie kupię już tak dużego opakowania.
Veet Easy Wax wkład do podgrzewacza - starczył na 5-6 depilacji, działanie w porządku ale ten zapach jest okropny, mdlący.


Lush Angels On Bare Skin - aktualnie mój ulubiony czyścik Lusha, pachnie pięknie i łagodnie oczyszcza twarz.
Lush Aqua Marina - recenzja tutaj.
Biochemia Urody Tonik z kwasem BHA 2 % - delikatnie złuszczający, świetnie nawilża do tego stopnia, że nie odczuwałam potrzeby nałożenia kremu. Jednak ze względu na dużą zawartość alkoholu raczej się już na niego nie pokuszę.


Tusze do rzęs: ulubiony od lat Masterpiece Max MF i  bardzo fajny Yves Rocher Sexy Pulp (Aneta buziak za kolejne opakowanie :) Natomiast Lovely już nie kupię, to jakiś koszmar i nie rozumiem zachwytów nad tym tuszem, paskudnie skleja rzęsy i gdyby nie szczoteczka nie dałoby się nim malować. Szczotka super ale z inną mazią w opakowaniu.
Podkład Sue Devitt Triple C-Weed - marka już wycofana ale skusiłam się bo zawiera ciekawe składniki. Niestety zapach kremu powodował, że nie dałam rady go używać. Stał i stał aż w końcu wylądował w koszu.
Lush Snowman Balistic kula do kąpieli - ze świątecznej edycji limitowanej, zużyłam na 3 razy, zapach intensywny piękny, ładnie natłuszcza skórę. Barwi wodę na różowo. Pewnie kiedyś się jeszcze skuszę. 


Natura Siberica krem do cery wrażliwej SPF 20 -  recenzja tutaj.
Estee Lauder ANR - ulubiony od lat :)
Organic Therapy Pore Mimimiser Face Serum z olejem manuka - kosmetyk o którym nadal nie wiem co sądzić. Nie zauważyłam po nim spektakularnych efektów ale też nie zaszkodziło mojej cerze. Trudny w obsłudze, lepiący się na twarzy. Jeśli macie ochotę na recenzję dajcie znać... :)


Sylveco krem brzozowo - rokitnikowy z betuliną - ciężki tłusty krem, idealny na noc. Nie zauważyłam żeby wiele działał ale przyzwoicie łagodził skórę, niestety w połowie słoika zjełczał i ląduje w koszu.
Dermedic HydraIn3 krem pod oczy - na początku był fajny ale podobnie jak w przypadku Sylveco zwyczajnie się zepsuł, zaczął śmierdzieć i zmienił konsystencję po 2 miesiącach od otwarcia. Data przydatności była w porządku. 
Tołpa dermo face stimular 40+ - recenzja tutaj.


Bioluxe 1Reshenie rumiankowy krem do rąk - recenzja tutaj. Wracam do niego bo jest tani i idealny na zimę - gliceryna w składzie daleko w tyle co jest ważne jeśli kremujemy dłonie przed wyjściem na zewnątrz.
The Secret Soap Store krem do rąk 20% masła shea zielona herbata - zapach piękny, bardzo mnie uwiódł ale samo działanie przeciętne podobnie jak wydajność. Nie wiem czy ponownie kupię bo ukochałam kremy Crabtree & Evelyn.


BeBeauty płyn micelarny - polubiłam go i mam już nawet dwie następne, jednak nadal Tołpę wolę bardziej - dla mnie one nie są takie same.
Yves Rocher Pur Bleuet dwufazowy płyn do demakijażu - niestety pokonał ulubioną dwufazę z Garniera. Ten jest o wiele delikatniejszy a działa równie dobrze.

 
Na koniec próbki kremów, bb kremów i maseczek. Po woli zaczynam odgruzowywać szafkę jeśli chodzi o próbki. 
I to tyle albo aż tyle. Kolejna odsłona już za dwa miesiące. Miłego wieczoru :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...