środa, 21 grudnia 2011

Tag - Postanowienia 2012 :)

Powiem szczerze, że nie myślałam w ogóle nad jakimikolwiek postanowieniami na rok 2012, bo znam siebie na tyle, że nawet błahe postanowienie może zostać zwyczajnie "olane" w całym co dziennym pędzie i obowiązkach... Co nie znaczy, że uważam postanowienia za coś głupiego, wręcz odwrotnie. Myślę, że dają nam taki mały obraz samego siebie. 

Dodam jeszcze, że dziękuję za tego TAGa Idalii :-*



Tak więc do dzieła! Moje postanowienia:

  1. Ograniczyć zakupy cieni... Kategorycznie dość, może poza NAKED2 :P
  2. Zadbać wreszcie o dłonie i stopy, bo są w stanie tragicznym. Wszystko: skóra, paznokcie :(
  3. Zrzucić co najmniej 6-7 kg, to chyba największe wyzwanie. Ja tak kocham chlebek, makarony, słodycze... ;P
  4. Wstyd się przyznać ale cały rok nie byłam na przeglądzie zębów u dentysty. Ciągle coś... W przyszłym roku koniecznie przegląd, ewentualne leczenie no i koniecznie scaling + piaskowanie + żel wybielający.
  5. Kontynuować tegoroczne działania czyli naturalna pielęgnacja skóry, włosów. Sprawdzanie składów. Minerałki, kwasy, oleje ... 
Pewnie jeszcze coś bym wymyśliła ale po co skoro obietnica może zostać niedotrzymana. Bardzo chciałabym chociaż jedno lub dwa postanowienia z tej listy dotrzymać :)
Zapraszam do zabawy: Prozerpine , Kamilanna, Yasminelle, Krzyklę , Bellę :)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Nowa współpraca czyli paczka od ZrobSobieKrem.pl

Przyznam się szczerze, że pielęgnacja naturalna to ostatnio mój żywioł. Całkowicie postawiłam na kosmetyki naturalne: szampony, odżywki, toniki do twarzy, OCM, olejki... Pozostało w mojej szafce naprawdę niewiele produktów drogeryjnych które po prostu lubię od dłuższego czasu i mi służą więc zostały. Reszta poszła precz ;P
Ze sklepu internetowego zrobsobiekrem.pl zamawiałam już wielokrotnie ale nigdy nie przyszło mi do głowy by prosić chociażby o próbkę czegokolwiek. Zamawiałam co potrzebne i tyle. Aż tu nagle kilka dni temu dostałam przesympatycznego emaila z informacją, że została do mnie wysłana paczka. Pomyślałam woooow super, ale nie spodziewałam się aż tylu wspaniałości. Zresztą popatrzcie sami...


W pudełeczku znalazłam:
  • 4 olejki eteryczne: sosnowy, lawendowy, ze słodkiej pomarańczy organiczny, grapefruitowy
  • macerat z zielonej herbaty;
  • wyciąg z aloesu koncentrat 10x;
  • D-pantenol 75% W,
  • olej awokado,
  • olej z pachnotki organiczny,
  • korund mikrodermabrazja,
  • francuska glinka czerwona.
Z wymienionych produktów wcześniej miałam olej awokado i koncentrat aloesowy więc te półprodukty już dość dobrze zdążyłam poznać. O oleju awokado pisałam tutaj. Reszta bardzo ale to bardzo mnie ciekawi. Zdążyłam napocząć olejek z pachnotki i olejek eteryczny ze słodkiej pomarańczy. Przyznam, że pierwsze wrażenia bardzo pozytywne. 
Także myślę już nad nową recepturą na tonik czy maseczkę ;P


niedziela, 11 grudnia 2011

Cienie mineralne Lily Lolo podejście trzecie... + bazarek

Jakiś czas temu pisałam recenzję o cieniach mineralnych, które otrzymałam do przetestowania od firmy Costasy (jeszcze raz dziękuję bardzo) wraz z innymi próbkami produktów Lily Lolo. Dostałam 4 cienie pełnowymiarowe, swatche można zobaczyć TUTAJ.

Dodam, że miałam już nic na blogu nie pisać na temat tych cieni ale naprawdę nie miałabym spokojnego sumienia gdybym nie dodała jeszcze kilku słów. O ile po otrzymaniu cieni byłam nimi można powiedzieć zauroczona tak z czasem to zauroczenie prysło. Właściwie prysło już po tym 3 użyciu.
Nie wiem czy tylko ja mam takie wygórowane wymagania, bo większość osób, która je posiada wypowiadała się raczej pochlebnie. Pierwsze dwa makijaże robiłam dla umilenia sobie wolnego czasu ale ten ostatni prezentowany obok robiony był przed pójściem do pracy... I całe moje szczęście w tym, że zaczęłam się malować na dobrą godzinę przed, bo chyba te cienie wraz z akcesoriami którymi robiłam makijaż wylądowałyby za oknem :(
Po pierwsze zmieniam całkowicie zdanie jeśli chodzi o pigmentację, cienie są słabo napigmentowane. Naprawdę bez bazy wszystko gdzieś znika, błyskawicznie się ściera, wcale nie trzymają się powieki. Użyte z Duraline zaczęły się mazać robiły się prześwity. Fakt, z bazą trzymały się już nieźle, nawet cały dzień ale żeby oko wyglądało "jakoś" naprawdę musiałam się nakombinować.
Przecierpiałabym nawet tą straszną perłę jaką dają, gdyby były choć trochę łatwiejsze w obsłudze i wcale nie mam na myśli tego, że są sypkie. 
Tak jak mówiłam ogromny minus to brak pigmentacji i błyskawiczne ścieranie się z powieki.
Podsumowując nie będę dawała im kolejnej szansy, były trzy i ta ostatnia utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że jednak mam inne wymagania jeśli chodzi o produkt tego typu.

Tym samym chętnie je oddam w dobre ręce bo pewnie są osoby, które polubiły się z tymi cieniami. Oferta jedyna i niepowtarzalna :) Odsprzedam wszystkie 4 sztuki za super cenę 49 zł plus przesyłka, gdzie jeden na stronie Costasy kosztuje 29,90 zł Tak więc kto pierwszy ten lepszy. Gdyby nie znalazła się taka osoba to chętne na jeden cień też zapraszam po 10zł plus przesyłka. Zapraszam zainteresowanych :)
Cienie były użyte tylko w tych makijażach prezentowanych na blogu. Po testować warto, ja swoje testy już zakończyłam :)

Pozostałe kosmetyki użyte do tego makijażu to:
  • podkład mineralny Lumiere S&B Bar, Cashmere
  • róż mineralny Lucy Minerals w kolorze Matte Sedona
  • puder wykończeniowy Lucy Minerals 
  • rozświetlacz Physicianis Formula (moja recenzja)
  • korektor pod oczy Skin 79, seria The Oriental Gold Plus
  • korektor do brwi Delia Onyx (moja recenzja)
  • tusz do rzęs Maybelline The Colossal Volum' Express
  • pomadka Now Solutions, Vanilla
  • eyeliner Essence w kolorze czarnym

A jakie są Wasze doświadczenia związane z tymi cieniami ?

piątek, 9 grudnia 2011

Moje przemyślenia i mieszanka olejowa do OCM :)

Metodzie czyszczenia twarzy olejem "przyglądam się" już spory kawał czasu jednak dopiero jakieś dwa miesiące temu uznałam, że może jednak czas spróbować. Między innymi do tego też skłonił mnie spory zapas różnych olejków, które zaczęłam chomikować już jakiś czas w lodówce i nie tylko. Pomyślałam, że przecież wszystkiego nie wysmaruję na twarz nim się zepsują więc uznałam, że metoda OCM to dla nich dobre przeznaczenie :) No i się zaczęło mieszanie ....


Dla osób które nie spotkały się jeszcze z tą metodą oczyszczania polecam zerknąć TUTAJ i na filmik TU. Mam nadzieję, że Miss Heledore się nie pogniewa, że ją polecam ale omówiła i pokazała wszystko bardzo dokładnie więc nie widzę sensu się powtarzać. Wiele ciekawych informacji o OCM można znaleźć też na innych stronach i forach urodowych :)

Wracając do mojej mieszanki olejów to głównie korzystam z oleju arganowego, jojoba, konopnego oraz oleju awokado o którym pisałam już TUTAJ. Mam w swoich zbiorach jeszcze inne oleje ale używam ich w mniejszych ilościach.

Swoją mieszankę przyrządzam przeważnie w ilości ok 30 ml z prostego powodu, zwyczajnie lubię kombinować i bawić się w mieszanie. A po drugie nawet jak mi coś nie będzie odpowiadać to dużej straty nie będzie. No i trzecia sprawa: oleje w takiej ilości zużywam w przeciągu 2-3 tyg. więc nic się nie zepsuje i nie "znudzi".

A oto przepis na aktualnie przyrządzoną dzisiaj mieszankę:
  • olej rycynowy 9ml (ok. 30%)
  • olej awokado 9 ml
  • olej jojoba 6 ml
  • olej z pestek śliwki 3 ml
  • olej arganowy 3 ml
  • kilka kropli oleju tamanu (ok. 5)
  • kilka kropli oleju z drzewa herbacianego (ok. 10)







Do przygotowania mieszanki używam czystej butelki po hydrolacie z BU, plastikowej miarki oraz papierowego ręcznika.  Natomiast do oczyszczania buzi z oleju używam gorącej wody z kranu oraz ściereczki z mikrofibry z firmy "Jan Niezbędny".

Moje doświadczenia
Po tym okresie czasu jaki stosuje metodę oczyszczania olejami mogę powiedzieć jedno... Oj wciąga i to bardzo :P Przede wszystkim ma się takie jakieś dziwne poczucie, że nie szkodzimy swojej skórze i nie nacieramy jej chemikaliami ale prawdziwymi naturalnymi dobrami naszej planety :)
OCM wymaga sporej wprawy i troszkę czasu, szczególnie jeśli przy okazji robimy sobie masaż twarzy. Dlatego ja stosuje ten sposób demakijażu tylko wieczorem. Rano używam żelu Cleanance z Avene o którym pisałam TUTAJ albo micela z Biodermy. 
Nie miałam też żadnego wysypu czy pogorszenia stanu cery o którym często wypowiadało się wiele osób. Moja skóra ma dużą skłonność do podrażnień i do rumienia mimo, że jest tłusta w strefie T i mam bardzo widoczne i rozszerzone pory :( 
Poza tym żeby nie marnować niepotrzebnie dość drogich olei to ciężki makijaż oczu zmywam "z grubsza" micelem albo dwufazowym płynem do demakijażu z Ziaji. Resztki i wszelkie pozostałości pięknie się doczyszczą przy OCM. 
Ta metoda naprawdę pięknie oczyszcza twarz choć olej rycynowy w dużej ilości może w efekcie przesuszyć skórę. Daje się czasami odczuć taki napięty naskórek dlatego w moim odczuciu skóra po oczyszczaniu wymaga odpowiedniego nawilżenia. Dużo też zależy od ściereczki jakiej używamy i jak jej używamy. Nie polecam silnego pocierania mikrofibrą mimo, iż jest mięciutka bardzo dokładnie ściera obumarły naskórek i wszystko co się na nim znajduje. Działa jak super dokładny peeling i z własnej głupoty możemy zrobić sobie kuku. Dlatego należy używać jej z wyczuciem i bardzo delikatnie masować twarz lub tylko ją przykładać. Ja od kiedy jej używam zrezygnowałam całkowicie z wszelkiej maści peelingów. Jednym słowem mikrofibra jest the best!
Na pewno przez jakiś czas będę jeszcze oczyszczać twarz w ten sposób wtedy będę mogła wypowiedzieć się pełniej w tym temacie. Na dzień dzisiejszy wiem, że mi nie szkodzi i buzia jest czysta a to bardzo dużo. Jak będzie dalej czas pokaże :)


sobota, 3 grudnia 2011

Luksusowy peeling enzymatyczny z Clareny

Ponieważ ostatnio nie mam na nic czasu, dosłownie... I niestety cierpią na tym domownicy i blogowicze którzy polubili mojego bloga. Przepraszam za zaniedbywanie ale "siły wyższe"  zdominowały moje życie i muszę jakoś sobie wszystko poukładać zanim wrócę do mojego ulubionego blogowania i do Was :-* Mnóstwo fantastycznych informacji i zdjęć czeka u mnie na dysku do pokazania, tylko ta doba jakaś za krótka na wszystkie moje zaplanowane działania. Niestety... :((
Tymczasem na pocieszajkę dzisiaj wygrzebane gdzieś na dysku bardzo stare ale wydaje mi się warte uwagi.

Clarena, Luxury Enzymatic Peeling



Kosmetykami gabinetowymi Clareny byłam oczarowana jakieś 3-4 lata temu, wtedy jeszcze ta marka nie była tak popularna w gabinetach jak teraz. Uwielbiałam kremy, toniki, ampułki, maski algowe i wiele innych produktów. Jednym z nich był peeling enzymatyczny (info producenta).

Kilka słów od producenta:
Jest to luksusowy peeling przeznaczony do cery suchej, wrażliwej i naczynkowej. Zawiera enzym Linked - Papain w mikrokapsułkach i ekstrakt z wierzby, które zapewniają efektywne oczyszczanie skóry. Szybki i łatwy do wykonania. Stosowany raz w tygodniu zapewnia alabastrową gładkość.
Peeling nakłada się na umytą skórę. Kiedy się wchłonie moczymy dłonie w ciepłej wodzie i wykonujemy delikatny masaż przez około 5 min. Następnie zmywamy wodą i tonizujemy.
Tubka zawiera 100 ml produktu. Występuje jeszcze w opakowaniu 200 ml z pompką.
Cena ok. 45 zł
Produkt pochodzi z lini: Sensitive Line



Moje wrażenia:
Po pierwsze peeling obłędnie pachnie. Wszystkie kosmetyki Clareny pięknie pachną ale ten to już naprawdę wyjątkowo. Świeżo, owocowo, kojarzył mi się z tropikalną bryzą. Zazwyczaj peelingi enzymatyczne mają mdłe lub chemiczne zapachy jak np. Norel czy ZiajaPro. Ten jest inny :))

Po nałożeniu na twarz i wchłonięciu się zostawia on taką powłokę, która wygląda jak macica perłowa, skóra się mieni wszystkimi kolorami tęczy (hmmm ... opalizuje). Masaż wykonuje się gładko, peeling nie jest tępy ani szorstki w dotyku, raczej jak delikatny krem. Zmywa się bardzo dobrze, ja to robiłam gąbeczką z celulozy. 

Skóra jest po nim delikatna, odświeżona, gładka, promienieje. Świetny produkt przed tzw. "wielkim wyjściem" bo pozostawia na twarzy delikatną poświatę, dzięki której skóra wygląda na zdrowszą.
Bardzo go lubiłam, peelingowanie rzeczywiście dawało lekką nutkę luksusu. Choć szata graficzna tubki mogłaby być ładniejsza :P
Czy wrócę do niego...? Nie wiem, na dzień dzisiejszy poza serum migdałowym z BU (moja recenzja) i kremem Acne-Derm nie używam żadnych "typowych" peelingów. Ściereczka z mikrofibry daje przy oczyszczaniu OCM efekt idealnie gładkiej skóry i to mnie na razie satysfakcjonuje :)
Na pewno wrócę do masek algowych z Clareny bo są cudne, ale o tym innym razem.

A Wy znacie tą markę? Jakie są Wasze ulubione i sprawdzone produkty z tej firmy? Jestem bardzo ciekawa :)





LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...