Makijaż jesienny czyli 3x Sleek - ostateczne podsumowanie

Autor StellaLily - środa, 2 listopada 2011

Od jakiegoś czasu dominują u mnie na blogu makijaże z użyciem poniżej pokazanych palet. Wszystko dlatego, że chciałam im się bardzo blisko przyjrzeć i przekonać się na własnej skórze o co tak naprawdę chodzi z tą Sleek-omanią.
Kombinowałam na wszelkie możliwe sposoby używając tych paletek w makijażu, na sucho, mokro, z bazą bez bazy, przy użyciu mieszanek z gliceryną, Duraline, pędzelkami, palcami, pacynkami, etc....
Także dzisiaj nadszedł czas na moje mam nadzieję ostateczne przemyślenia związane z tymi cieniami.


To tyle słowem wstępu, a zaczynam od makijażu :)
Dzisiejszy szybki makijaż z użyciem trzech paletek Sleek'a jakie są w moim posiadaniu czyli Sunset, Monaco i Au Naturel.
Użyte cienie jak zwykle oznaczyłam "oczkiem".
A co z tego wyszło oceńcie sami...







Użyte kosmetyki w skrócie:
  • Podkład Estee Lauder Double Wear nr 39
  • Puder jedwabny Dr.Hauschka (zapowiedź)
  • Puder E.L.F. HD
  • Bronzer Estee Lauder Soft Matte
  • Rozświetlacz PF (recenzja)
  • Róż Maybelline Mineral Pure Blush odcień Opal Rose/Rose Opale nr 50
  • Baza pod cienie ArtDeco
  • Korektor pod oczy Skin 79 seria Oriental Gold Plus
  • Inglot Duraline
  • Korektor do brwi Delia Onyx (recenzja)
  • Tusz Max Factor Masterpiece Max, czarny
  • Kredka NYX Jumbo w kolorze Milk
  • Pomadka Clarins nr 17


Przemyślenia...

Przyznam się szczerze, że pierwszą paletkę Sunset kupiłam zupełnie w ciemno nawet nie czytając recenzji gdziekolwiek o tych cieniach. Zwyczajnie spodobały mi się kolory i kliknęłam  - Kup teraz! Potem dopiero coraz częściej spotykałam się z opiniami o tej czy o tamtej palecie kolorów. Jak się okazało jest ich ponad 20 palet, więc jest z czego wybierać choć zdecydowana większość to Limited Edition.

Opakowanie: Porządna mocna czarna plastikowa paleta, za wyjątkiem białej i czerwonej z LE. Opakowana w kartonik lub plastikowe pudełeczko we wcześniejszych wersjach. W paletce duże poręczne lusterko i dwustronna pacynka. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do opakowania. Brakuje mi tylko napisów z nazwą palety na wcześniejszych wydaniach - przy Sunset.

Trwałość: Jak już pisałam cieni używałam na różne możliwe sposoby i u mnie sprawdzają się tylko i wyłącznie na bazie - ja używam ArtDeco. Choć i z bazą nie jest do końca super idealnie bo po jakiś 5-7h oko wygląda na "znoszone, zmęczone" cienie gdzieś tracą na intensywności, kolory bledną. Bez bazy przy tak opadających powiekach jak moje cienie po 1h tworzą spoconą mokrą plamę :( Fajnie natomiast  sprawdza się mieszanka gliceryny i wody w stosunku 1:3, świetnie wydobywa kolor tych cieni i dobrze się z nimi miesza, podobnie jest przy użyciu Duraline z Inglota. Chociaż w większości używałam go do zrobienia eyelinera z tych cieni. Wszystko zawsze z użyciem bazy, mimo, że Duraline ma też takie właściwości.

Konsystencja: Hmm... Powiem szczerze, nigdy nie widziałam tak dziwnych cieni jeśli o to chodzi. Dosłownie każdy jest inny. Czasami się zastanawiam gdzie ta "kremowość" o której producent tak trąbi? Bo wg mnie prawie wszystkie "maty" są zwyczajnie suchymi prasowanymi cieniami, które pylą a inne znów są tak twarde i tępe w użyciu, że bardzo ciężko się nimi pracuje i przy braku czasu taki makijaż może okazać się katastrofą. 
Oprócz matowych cieni w paletkach tych są cienie perłowe i brokatowe. I tu już jest dużo lepiej bo cienie perłowe są prawie kremowe - dobrze się je nabiera i nakłada na powiekę, bez względu na "środek transportu". Nie pylą i też nie osypują się na szkodę dla makijażu, za wyjątkiem brokatowych, bo tu niestety trzeba uważać przy nakładaniu, niestety brokat się sypie.

Pigmentacja: Druga dziwa sprawa poza konsystencją tych cieni to właśnie pigmentacja. Podobnie i tutaj wszystko zależy od danego cienia. Bo palety zawierają cienie marnie napigmentowane, których praktycznie ani na przedramieniu ani na powiece nie widać są to głównie jasne pastelowe maty oraz cienie bardzo mocno napigmentowane np. perłowe ciepłe i zimne brązy. Inny jest także sam czarny cień w zależności od palety. W Sunset jest słabo napigmentowany, suchy, tępy w nakładaniu i rozcieraniu, robi plamy, natomiast w Au Naturel jest bardziej kremowy, intensywniejszy i lepiej się rozciera. Co mnie bardzo cieszy. Tego pierwszego używam tylko do mieszania z Duraline jako eyeliner.

Nakładanie: Używałam pędzli, palców i załączonych pacynek. Muszę powiedzieć, że zdecydowanie intensywniejszy kolor i lepsze przyleganie do powieki uzyskuję jak nakładam je załączoną pacynką. Nie jest to zwykła gąbeczka, bo w dotyku jest taka jakby gumowa, silikonowa, która świetne wciera cień w powiekę. Pędzle oczywiście służą mi do rozcierania, bez nich już tu nie jest tak łatwo. 
Poza tym zauważyłam, że cienie te lepiej się mieszają ze sobą jak na całą powiekę (od brwi po rzęsy) po nałożeniu bazy naniesiemy jakiś cielisty odcień np. z paletki Au Naturel. Na samej bazie trudno jest mieszać ze sobą te cienie, szczególnie ciemne odcienie matowe, robią się plamy, prześwity. Zauważyłam to dopiero po zrobieniu makijażu jak robiłam zdjęcia w sztucznym świetle. W dziennym nie było tego widać.

Niestety nie są to też piękne delikatne satynowe cienie takie jak z Estee Lauder cz innych górnopółkowych firm. Perły są dość mocno błyszczące, "ciężkie" ale jeszcze nie aż tak mocno połyskliwe jak cienie mineralne z Lily Lolo (swatche). Brokatowe są dość nachalne ale umiejętnie użyte nie dają tandetnego efektu.

To chyba wszystkie istotne kwestie, które chciałam poruszyć jeśli chodzi o te cienie. No i cały czas zastanawiam się jaką wystawiłabym im ocenę, bo jeśli chodzi o całokształt to myślę, że są warte tych 30-40zł za paletkę. Nawet jeśli podoba nam się jeden czy dwa cienie warto zaryzykować zakup. Waham się cały czas i daję dobrą "czwórkę" choć rozważałam przez te matowe cienie "3+". A ponieważ rzadko ich używam ocena jest wyższa. Osoby szukające ładnych matowych cieni wg mnie będą rozczarowane sleekami. 
Muszę przyznać, że te trzy paletki zdominowały przez ostatnie miesiące wszystkie inne cienie jakie posiadam. Mimo ich wad polubiłam je za dość duże możliwości, gotowe całkiem niezłe zestawienia odcieni. Nie wiem czy jeszcze jakieś kupię... Swego czasu kisiła mnie paleta Safari ze ślicznymi zieleniami i Graphit no ale ta jest praktycznie nieosiągalna. Natomiast z regularnej sprzedaży warta uwagi jest na pewno paletka Orginal czy Storm można z nich wyczarować makijaże wieczorowe jak i codzienne.

I to by było na tyle, pewnie gdzieś jeszcze temat tych paletek będzie się przewijał przy okazji jakiegoś mojego makijażu, ale chciałabym wypróbować też cienie innych marek. Szczególnie kuszą mnie MAP. Tymczasem trzeba zużyć te :))

A jakie są Wasze odczucia i doświadczenia związane z tymi cieniami?

  • Udostępnij:

Wpisy, które mogą Cię zainteresować

8 komentarze

  1. Super recenzja! Ja póki co tylko obserwuję Sleek-omanię o której piszesz na blogach:) ale myślę, że i niedługo ja się stanę maniaczką;) Przymierzam się cały czas do zakupu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mam 4 paletki (original, storm, sunset, oh so special) i bardzo je lubię; nawet z matami o dziwo się dogaduję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładnie i delikatnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam tylko paletkę Au Naturel, kolory są bardzo ładne, trwałość z bazą świetna, ale szkoda, że są takie małe :)

    OdpowiedzUsuń
  5. wizażownia: Bardzo się cieszę, że recenzja się przydała. Daj znać jak zdecydujesz się na zakup, bo ciekawa jestem Twoich wrażeń :)

    simply_a_woman: mnie też bardzo kusi original, jest taka uniwersalna ;)

    goskaaa: Dziękuję ;))

    Lissa: Masz rację cienie mogłyby być ciut większe ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Makijaze bardzo ladne ale do cieni Sleek to ja sie chyba nigdy nie przekonam :]

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystkie makijaże mi się podobają :) Ja mam jedną paletkę i jestem z niej zadowolona. Na razie nie mam ochoty na więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. maus: O! Witam i dziękuję za komplement :) Powiem Ci, że na siłę nie ma co się przekonywać, mi już powoli mija zauroczenie ;)

    Bella: Dziękuję bardzo za miłe słowa ;)

    OdpowiedzUsuń

Ślad w postaci komentarza jaki zostawisz po sobie jest dla mnie dowodem na to, że blog i treści w nim zawarte są ciekawe i godne uwagi. Dziękuję wszystkim za każde słowo czytam je z przyjemnością :)