Najlepszy minerałek na świecie... Czyli o Lucy :)

Autor StellaLily - środa, 7 listopada 2012


Dzisiaj będzie długi post o podkładzie, który zasługuje na to by przyjrzeć mu się z bliska a nadal jest niedostrzegany i żyje w "cieniu" innych reklamowanych minerałków swoim własnym życiem. Ja zdradziłam się już w tytule o czym mowa, ale nie będę ukrywać, że moja droga do znalezienia tego naj, naj, naj ... Oczywiście podkładu mineralnego była długa, kręta i wiele razy myślałam, że już nie ma takiego, który spodobałby się mojej skórze :)
Lucy Minerals jestem wierna już od roku, była w ulubieńcach roku 2011, pisałam o tym TUTAJ. Nie wiem czemu tak długo zwlekałam z tym postem... Cóż dzisiaj będę piać z zachwytu. Mimo, że zdjęcia moim zdaniem nie najlepsze, mam nadzieje, że coś tam zobaczycie :)
Zapraszam do dalszej lektury...

Krótko o Annie...
Producentką podkładu jest Annie Langguth, specjalista w pielęgnacji skóry, estetyk. Zamiłowanie do tworzenia produktów upiększających rodziło się przez całe życie Annie, która wychowała się wręcz w sklepie farmaceutycznym swojego ojca. 
Annie zaczęła tworzyć własne minerały osiem lat temu kiedy z diagnozą trądziku różowatego i tłustą skórą przeszukiwała drogeryjne minerały które sprawiały, że skóra wyglądała na tłuściejszą.  Przez wiele lat poszukiwała minerałów, które ukoiłyby swędzącą skórę, nie zawierałyby konserwantów, nie powodowałby nadmiernego błyszczenia czy dodatkowych wyprysków. Annie chciała by jej podkład wyglądał naturalnie, nie tworzył efektu "maski" był zdrowy dla skóry. 
Prawda, że ta historia bardzo bliska naszym doświadczeniom, bynajmniej moim na pewno.... 

O podkładzie wg producentki:
ORIGINAL FORMULA LUCY MINERAL FUNDATION
Podkład jest bardzo kremowy, wodoodporny i utrzymuje na skórze odpowiednią wilgotność. Jest wolny od wosków, szkodliwych substancji chemicznych, środków konserwujących, zapachów, talku. Może być używany na sucho pędzlem typu Kabuki albo Flat Topem. Podkład można również łączyć z odrobiną Ambrozji Multi - Tasking produktu polecanego dla suchej skóry, szczególnie wokół oczu. Ambrozja również jest oferowana w sklepie Lucy Minerals.
Dla lepszego efektu Annie zachęca by podkład utrwalić odrobiną pudru wykańczającego Lucy Minerals. Da to efekt jaki uzyskujemy dzięki air-brush, skóra będzie wyglądać miękko idealnie i podkład będzie trzymać się całymi godzinami.
Lucy Minerals jest inna od wszystkich podkładów mineralnych, bardziej skoncentrowana, napigmentowana.
Słoiczek zawiera 10 g produktu i posiada siteczko z systemem rotacji.

Skład:
zinc oxide, titanium dioxide, mica, magnesium stearate, iron oxides, allantoin, Apple Poly® polyphenols, trans-resveratrol, green coffee bean extract, magnesium ascorbyl phosphate.

Lucy w swoim składzie zawiera dobroczynne składniki, których nie znajdziemy w innych podkładach mineralnych. Na szczególną uwagę zasługuje Apple Poly czyli polifenole z jabłek, które mają działanie przeciw zapalne, antyalergiczne i antybakteryjne. Są także silnym przeciwutleniaczem rozpuszczalnym w wodzie jaki kiedykolwiek wykryto.

Moje doświadczenia z Lucy Minerals

Tak naprawdę do napisania tego postu popchnęła mnie paczuszka, którą odebrałam dzisiaj właśnie z zakupami w sklepie Lucy Minerals. Kupiłam podkład i odsypki dwóch bronzerów a eyeliner i próbki w woreczkach strunowych dostałam za darmo. Otworzyłam podkład i lekko zamarłam bo gołym okiem było widać, że jest zupełnie inny niż moja wersja sprzed roku. Po pierwsze zmieniło się opakowanie, nowe ma mniejszą średnicę ale jest wyższe. Pojemność została zachowana, podkład zdrożał o całego 1$. Jeszcze nie wiem czy to na plus ta zmiana opakowania okaże się w praktyce, bynajmniej włosie pędzla Hakuro H51 wchodzi do pudełeczka bez problemu. Druga sprawa to nie wiedzieć czemu odcień podkładu w opakowaniach różni się lekko od siebie - wybrałam ponownie ten sam. Jednak gdy postawiłam dwa pudełka obok siebie wyraźnie wydać, że stary lekko wpada w pomarańcz...?! A skład bez zmian.
Wysypałam oba na kartkę i nadal delikatna różnica jest widoczna, na szczęście po roztarciu na dłoni i na kartce nie ma różnicy w kolorze. Czemu tak się stało, nie wiem, czyżby mój stary podkład w jakiś sposób się utlenił? Sama nie wiem, a może już taki był... Nie ważne, istotne jest to, że konsystencja i kolor na skórze są idealne, jakby stworzone dla mnie :)
Nie wiem czy widać na zdjęciu z roztartym na kartce podkładem ale w bardzo dużym powiększeniu można się się dopatrzeć mikroskopijnych drobinek rozświetlających, które gołym okiem nie są dostrzegalne w ogóle. Ja dopiero je zobaczyłam na zdjęciu zrobionym w makro z lampą błyskową kiedy odbiły światło.
Czytając opinie o tym podkładzie nie do końca byłam przekonana, jednak teraz z perspektywy czasu wiem, że metka, którą przypięto temu minerałkowi jakoby miałby być "kapryśny" jest stekiem bzdur. Na mojej skórze, bez względu na co go nałożę: krem, serum, puder jedwabny czy obojętnie co czy nic, podkład zawsze dobrze się trzyma i świetne rozprowadza. Nie tworzy plam, nie ściera się w ciągu dnia, nie włazi w zmarszczki i nie podkreśla porów. Wytrzymuje u mnie dłużej niż Double Wear Estee Lauder, który swoją drogą też wychwalałam w tamtym roku i wiem, że spokojnie 6-8 h będzie OK. Później świeci się strefa T, policzki bez zmian. Mimo świecenia podkład trzyma się na swoim miejscu, nie spływa nieestetycznie, nie tworzy dziwnych grudek, tzw. ciasta czy odbarwionych plam. Przypudrowany nadal trwa.
Co dziwne, mam wrażenie, że wszelaka wilgoć w powietrzu typu: deszcz, mgła czy nawet pot sprawiają, że podkład jeszcze lepiej przylega do skóry! Nie zostawia śladów absolutnie na telefonie czy ubraniach, nie pyli też jak inne minerały w trakcie nakładania.
Przyznam się, że zdarzyło mi się nakładać go o 5:30 rano dosłownie z zamkniętymi oczami (od czasu do czasu:) i nigdy nie miałam obawy, że zrobię sobie maskę, będzie widać jakieś plamy... Nic z tych rzeczy, Lucy idealnie dopasowuje się do twarzy, żaden BB krem nie daje takiego wow w połączeniu z tak mocnym kryciem. Podkład w tej formule nie daje całkowicie matowego wykończenia tylko lekki glow - to pewnie zasługa tych drobinek.
To nie koniec zalet, następna to niesamowita wydajność. Podkład przy niskiej cenie bo 15$ kiedyś 14$ (zazwyczaj darmowa przesyłka) starczył mi na rok używania, a do wykonania makijażu potrzeba dużo mniejszej ilości niż przy minerałach innych firm, które używałam a było ich naprawdę wiele. Jest niesamowicie napigmentowany.
Producentka także może dla nas stworzyć indywidualny odcień podkładu gdybyśmy nie znaleźli go w ofercie sklepu.
Żeby już nie przeciągać dodam, że nie zapycha mojej skóry, nie podrażnia jej w żaden sposób a wręcz  ją łagodzi i uspokaja.
Powiecie, czemu zatem kupuję te wszystkie chemiczne drogeryjne śmieci, BB kremy po których się żalę, że mnie wysypuje, że mnie uczulają... Zwyczajnie nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła sobie jakiegoś kosmetycznego ciasteczka :D Nie ważne jak kończą się takie zakupy i eksperymenty wiem, że zawsze mogę wrócić ze spuszczoną głową do Lucy i po tygodniu wszystko wraca do normy...
A dziś rozpoczynam nowy rok z kolejnym nowym opakowaniem podkładu Lucy Minerals  :D

P.S. Innego minerału już od dawna nie szukam, znalazłam... :)

  • Udostępnij:

Wpisy, które mogą Cię zainteresować

19 komentarze

  1. LM to także mój ideał. Wiesz, że jakiż czas temu mailowałam z Annie w sprawie wprowadzenia LM na polski rynek? Nic z tego niestety nie wyszło przez porąbane certyfikaty ale kosmetyk the best.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam... Szkoda naprawdę wielka szkoda :(
      Cieszę się mimo wszystko, że ktoś próbował i chwała Ci, za to :-*
      Bo nasze dziewczyny tracą naprawdę wiele nie znając tego kosmetyku...

      P.S. witam w gronie ulubieńców Lucy i ciesze się, że dotrwałaś do końca tego postu heheh :P

      Usuń
  2. czuje sie na tyle skuszona ze chyba sobie kupiee :D obecnie kupilam pixie bo nigdy nie mialam a zaciekawilo mnie, ale jak mowisz ze lucy jest dosc mokrawa to mi sie podoba bo nie lubie bardzo suchych mineralow:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niedawno kupiłam podkład z Lily Lolo i jestem bardzo zadowolona, ale zaciekawiłaś mnie również tym Twoim podkładem. Brzmi naprawdę świetnie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepadłam - zamówiłam. :)
    Jeśli ktoś tak jak ja się zastanawia, to teraz jest świetna okazja! Na stronie Lucy Minerals do jutra trwa promocja BOGO (Buy One Get One), czyli drugi pełnowymiarowy produkt dostajemy za darmo :)
    W ten sposób stałam się posiadaczką (przynajmniej wirtualnie zanim zamówienie do mnie nie dofrunie :)) dwóch podkładów i dwóch róży w cenie jednego :) A że zamówienie przekroczyło 25$ gratis dochodzą jeszcze 2 pełnowymiarowe cienie do powiek. Yay!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O losie............
      Nie zaglądałam, będę domawiać :DDDD

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawna wersja komentarza:)

      Oczywiście ja również się melduję. Nie mogę inaczej :) Nie po tym, jak 2,5 roku temu krzyczałam gdzie się tylko dało: I LOVE LUCY :D
      Ale pozwolę się skromnie nie zgodzić z jednym punktem (a co! wróciłam i znowu będę czasem się nie zgadzać :P). Luśka jest kapryśna! Przez 9 na 10 użyć wygląda na mojej skórze genialnie. A czasem, ot tak po prostu, nagle przestaje mnie lubić. I choć jeszcze poprzedniego dnia na tym samym kremie leżała świetnie, mimo nie wprowadzania żadnych zmian w sposobie aplikacji, nagle wygląda całkiem niefajnie... I potrafi się tak obrazić na kilka dni po czym potem znowu przez długie tygodnie wkradać się w moje łaski :)
      Widocznie z Tobą zaprzyjaźniła się na dobre i na złe :)
      O, tyle ode mnie :)

      Usuń
    2. A nie zgadzaj się, pewnie a co... heheheh :D
      Lucy i tak na dzień dzisiejszy nic nie przebije :)
      Cieszę się, że wróciłaś, powiedz mi tylko czy brac ten flat top Lucy czy nie, bo dumam i dumam a dzisiaj jeszcze fajna promocja jest ?

      Usuń
    3. Zbyt późna pora chyba na pisanie komentarzy. Zapomniałam jeszcze dopisać, że świetna recenzja :D I choć początkowo zaniepokoiła mnie informacja o różnicach w odcieniu, to już po chwili spokojnie czytałam dalej z ulgą ;)

      Usuń
    4. Trudne pytanie :P Ja bym brała :D A serio - mój po kilkunastu miesiącach zaczął się chybotać delikatnie i lekko rozcapierzył, ale z drugiej strony nie wymagam wiecznej trwałości od pędzli, zwłaszcza, jeżeli są intensywnie użytkowane. Jest nieco inny niż klasyczne flat topy (EM, Pixie itd) - ma mniejszą średnicę i bardziej gęste i zbite włosie, przez co mi osobiście ciut trudniej się nim operuje i trzeba się nieco więcej "namachać". Rozciera naprawdę dobrze, choć ja jakoś od dłuższego czasu wolę kabukowe pędzle do minerałów. No i trzonek ciut przydługi, co dla mnie, jako kompletnego kreta malującego się z nosem przy lusterku jest utrudnieniem. Ale jeżeli lubisz FT, to z pewnością jest wart rozważenia ;)

      Usuń
    5. Hmmm... To trochę sprowadziłaś mnie na ziemię, bo ja kretem jestem :D Ale Hakuro H51 mnie ewidentnie drapie i kuje :/ Nie mam pomysłu czym go zastąpić... Też się rozwalił trzonek wypadł, musiałam "glutkiem" go skleić, jest OK, ale szukam czegoś co by mnie nie podrażniało.

      Usuń
  6. To może poczekaj chwilę, ja pewnie nie wytrzymam i zieloną bambusową serię Bdellium na iHerbie zakupię (...). Wyglądają na mięciutkie i baaardzo przyjemne. Będę recenzować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, w takim razie poczekam :)
      Z wielką niecierpliwością będę wyczekiwać, też słyszałam dużo dobrego o tych pędzlach :)

      Usuń
    2. Ja też czekam więc! :-D

      Usuń
  7. Mnie jakoś minerały nie kuszą, ale przeczytałam z zaciekawieniem. Faktycznie wygląda na to, że kosmetyki powstały z pasji :)

    Ale jeszcze się przyczepię do tego zdania: ''Prawda, że ta historia bardzo bliska naszym doświadczeniom, bynajmniej moim na pewno....''
    Gdzie słowo ''bynajmniej'' powinno być zastąpione ''przynajmniej'', żeby to zdanie miało sens :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie Lucy świetnie pasowała kolorystycznie. Chyba powinnam znowu sobie sprawić...

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja mam takie pytanko. Bo niby minerały nie mają jako takiej daty ważności i można je stosować nawet po upływie dłuższego czasu... A jak to jest z Lucy - orientujesz się może? Czy przez ten skład z dodatkami jest tak, że ma on krótszą datę przydatności? W moich zbiorkach odnalazłam ostatnio próbeczkę Lucy, kiedyś miałam biga i w sumie służył mi, i teraz zastanawiam się czy mogę to nałożyć na twarz. :) Tym bardziej że mam duże skłonności do zapychania. Proszę o radę! :)

    OdpowiedzUsuń

Ślad w postaci komentarza jaki zostawisz po sobie jest dla mnie dowodem na to, że blog i treści w nim zawarte są ciekawe i godne uwagi. Dziękuję wszystkim za każde słowo czytam je z przyjemnością :)