poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Pomadka MAC Angel


Szminkę kupiłam w salonie MAC w warszawskiej Arkadii. Właściwie to nie wiem dlaczego takie duże miasto jak np. Poznań nie ma salonu MACa oj wielka szkoda, bo do Poznania mam zdecydowanie bliżej ... :/ (edit, 2015: teraz już Poznań ma MAC :)
Żałuję, że nie miałam troszkę więcej wolnego czasu alby przyjrzeć się bliżej innym produktom tej marki a wybór naprawdę całkiem spory i przemiła obsługa :) 
Skupiłam się na szminkach i tak oto dorwałam ostatni egzemplarz w tym salonie. Chyba czekała specjalnie na mnie :D



Co jest takiego niezwykłego w tych pomadkach, że postanowiłam się skusić... Przede wszystkim duża możliwość wyboru zarówno koloru odcienia jak i wykończenia. Cena nie jest mała ale odcień mnie tak zauroczył, że nie mogłam odejść bez tego cuda :P
Jest to typowy chłodny róż idealny dla blondynek, szminka już kultowa. Przyjemnie leży w dłoni, porządne opakowanie i świetnie się nakłada. Nie za twarda i nie za miękka, idealna.
Jeśli chodzi o skład to zdecydowanie gorszy od mojej ulubionej szminki Dr.Hauschka o której pisałam TUTAJ bo nie zauważyłam, żeby pomadka pielęgnowała w jakiś sposób usta.


Wykończenie tej szminki bardzo mi się podoba, nie jest matowa, a ja nie lubię matu , nie jest też zbyt błyszcząca. Ma delikatne drobinki, które widać dopiero w ostrym słońcu jak na foto powyżej.
Trwałością nie grzeszy, liczyłam na dużo więcej. Psioczyłam na Dr.Hauschkową pomadkę, że łatwo ją zjadam ale ta jest taka sama, też zostawia ślady na naczyniach i sztućcach. Nie jest wcale trwalsza. Pachnie lekko owocowo, nie nachalnie. 

Za co ją uwielbiam skoro ma wady? Za piękny odcień i tyle ...
Uwielbiam :)




sobota, 25 sierpnia 2012

Włosom na ratunek vol. III - Eksperyment z laminowaniem


Przyznam się szczerze, że w ciągu całego życia nigdy nie robiłam żadnych domowych masek do włosów, żadnych płukanek ... Zawsze zwyczajnie szłam na łatwiznę i kupowałam gotowe produkty. Jednak ostatnio szał związany z laminowaniem a dokładnie z jego cudownymi efektami tak mnie zaintrygował, że postanowiłam spróbować czy rzeczywiście będę piać z zachwytu jak spora część dziewczyn, która poddała włosy temu "zabiegowi" ...

Cel zabiegu:
Natychmiastowa poprawa wyglądu włosów. Uszkodzone włosy zostaną wypełnione naturalną keratyną, łuski włosowe zostaną zamknięte, zostaną zlikwidowane rozdwajające się końcówki. Efekt:  gładkie, sypkie, lśniące, zdrowe włosy. Brzmi cudownie prawda...? Zatem do dzieła :D

Przygotowanie:
Proporcje mniej więcej 1:3 + dodatki do maski
1 duża łyżka żelatyny
3 duże łyżki gorącej wody
1/2 łyżki dowolnej maski/odżywki do włosów

Ewentualne dodatki: ocet, d-panthenol, sok aloesowy, napar ziołowy zamiast wody, dowolny olej zimnotłoczony, jogurt, miód, żółtko, etc. Oczywiście wszystko z zachowaniem zasady lepiej mniej niż za dużo :)

Ja postanowiłam na pierwszy rzut zrobić wersję podstawową z tym, że maski dałam więcej, bałam się zbyt silnego efektu...

Ponieważ nie mam oporów przed produktami zwierzęcego pochodzenia, kupiłam żelatynę uszykowałam sobie pozostałe potrzebne produkty czyli końcówkę maski Himalaya Herbals i  trochę balsamu Natura Siberica. Umyłam włosy jak zwykle czyli szamponem Natura Siberica (bez SLSów) do włosów farbowanych i przygotowałam miksturę :)

Żelatynę rozpuściłam w gorącej wodzie i poczekałam aby lekko przestygła. Dodałam maskę wymieszałam i nałożyłam na włosy. Nakładało się dość ciężko mimo dużej ilości odżywki. Pewnie byłoby jeszcze trudniej gdybym zastosowała się do proporcji dlatego radze nakładać to mazidło gdy żelatyna jest jeszcze dość ciepła.


Na tak wysmarowane włosy nałożyłam folię, ręcznik i pozostawiłam na 30-40 min. Potem dokładnie spłukałam letnią wodą. Zmywało się dość dobrze. Mokre włosy nie były jednak zbyt miłe w dotyku - były sztywne, szorstkie. Proteiny usztywniają włosy więc pomyślałam... DZIAŁA :)
Spróbowałam rozczesać mokre włosy i tu niestety poddałam się od razu. Włosy niestety nie dały się rozczesywać. Bałam się, że tylko je poszarpię więc odpuściłam. Poza tym normalnie rozczesuję dopiero podsuszone włosy. Wysychały w takim samym tempie jak zazwyczaj, nie suszyłam ich suszarką, choć niektórzy zalecają po tym zabiegu by je wysuszyć ciepłym bądź gorącym nawiewem.



 Ostateczny efekt:
Włosy po wysuszeniu rozczesały się dość dobrze ale gorzej niż bez żelatyny. Zdecydowanie zwiększyła się ich gładkość, stały się bardziej sztywne, proste i sypkie. Bardziej się błyszczały. Nie puszyły się tak jak po wcześniejszym myciu, zwiększyły swoją objętość i wydłużyła się ich świeżość, tzn. umyłam je dopiero po raz kolejny po 3 dniach, a zazwyczaj myję co drugi dzień. Jednak kolejne mycie znów było co dwa dni.
Na pewno nie stały się bardziej miękkie ale końcówki się bardziej wygładziły. Liczyłam na lepsze nawilżenie na końcówkach ale niestety nic się nie poprawiło.
Czy nastąpiło przeproteinowanie to trudno mi określić...? Jest to prawdopodobne, bo moje włosy mają od połowy do końców dość wysoką porowatość.
Całość zabiegu oceniam pozytywnie. Moje włosy są rozjaśniane i na pewno nie uzyskam na "martwym" włosie takiego efektu jak na włosach naturalnych czy koloryzowanych szamponami lub henną.
Pewnie za jakiś 2-3 tyg. powtórzę zabieg ale na pewno maska zostanie wzbogacona olejkiem arganowym i d-panthenolem. Użyje też innej maski do włosów.
Do tej pory włosy umyłam po laminowaniu trzy razy w tym raz zwykłym szamponem z SLS (podczas wyjazdu) i efekt nadal się utrzymuje choć zdecydowanie mniej.


Na koniec moje aktualne wymiary włosowe:

  • długość ok. 69-70cm  (kiedyś było ponad 100:)
  • obwód włosów w kitce ok. 12 cm  - kiedyś było 15 cm :(
Staram się doprowadzić je do stanu sprzed 10 lat ale to nie będzie łatwe. Bynajmniej moja akcja: Na ratunek włosom trwa. 

Zmiany w pielęgnacji twarzy...

źródło: net
Dzisiaj trochę o wszystkim ale na pewno o niczym konkretnym jeśli chodzi o dany kosmetyk. Chciałam się skupić głównie na tym co do tej pory wyczyniałam na mojej twarzy i jak to aktualnie wygląda.
Pielęgnacja twarzy jest dla mnie bardzo ważna i odkąd tylko sięgam pamięcią robiłam wszystko, żeby moja cera wyglądała dobrze. Oczywiście nie zawsze moje wybory były dobre dla skóry ale chęci nigdy nie ustawały :) Dodam jeszcze tylko, że zawsze robię wieczorny demakijaż, bez wyjątków nawet jak wracam "słaba" w środku nocy z szalonej imprezy... Zęby, twarz i lulu :D Nigdy nie zdarzyło mi się spać w makijażu.


Zatem gdzieś od miesiąca do 20 sierpnia moje codzienne rytuały wyglądały mniej więcej tak:
rano:

  • mycie twarzy żelem Avene Cleanance,
  • spryskanie twarzy tonikiem regulującym Dr.Hauschka rozcieńczonym hydrolatem oczarowym ZSK (dodatkowo dodałam mocznika ok 5% i kroplę D-panthenolu) - ostatnio sprawdzony tonik mojej produkcji :P
  • na jeszcze wilgotną twarz serum Receptury Babuszki Agafii (recenzja)
  • ewentualnie makijaż - choć teraz sporadycznie,
wieczór:
  • demakijaż oczu płynem micelarnym przeważnie La Roche - Posay,
  • ocm - aktualna mieszanka TUTAJ, (ocm zawsze gdy mam makijaż, gdy go nie mam to używałam żelu Avene Cleanance lub co drugi dzień ocm)
  • tonik - jak rano
  • żel aloesowy MillCreek na ewentualne podrażnienia (recenzja)
  • serum Receptury Babuszki Agafii od 35-50 r.ż. 
  • ewentualnie pod oczy krem Estee Lauder ANR 
Jeśli chodzi o maseczki to w przeciągu ostatniego miesiąca bardzo sporadycznie jeśli już to algi chłodzące z Clareny i tyle. Wszelkie glinki poszły w kąt, no ale... 

Aktualna pielęgnacja (od 4 dni):
rano:
  • przecieram twarz tonikiem z olejku pichtowego i petroleum D-5  pff... ten zapach :/
  • myję twarz preparatem Normaderm Tri - Activ z ostatniej paczki TU
  • spryskuję wodą termalną Vichy lub tonik Melisa Uroda
  • na jeszcze wilgotną twarz serum Receptury Babuszki Agafii (recenzja)
  • ewentualnie makijaż
wieczór:
  • demakijaż oczu micelem LRP lub Vichy
  • mycie czarnym mydełkiem Nubian Heritage lub ocm (gdy makijaż),
  • woda termalna Vichy
  • serum  Receptury Babuszki Agafii od 35-50 r.ż. 
  • ewentualnie pod oczy krem Estee Lauder ANR 
  • co TRZECI dzień krem ACNE-DERM
Poza tym w ruch poszły wszelkie zalegające w szafce maseczki, wreszcie skusiłam się na zakup maski Mint Julep i pierwsze wrażenia pozytywne, choć gdyby nie kwas glikolowy maska byłaby przyjemniejsza w stosowaniu a tak trochę piecze:/ 

Pewnie wiele z Was zastanawia się do jakiej skóry to wszystko i czy się sprawdza. 
Otóż moja skóra: teraz mieszana, usiana zaskórnikami otwartymi, okolice nosa i broda, policzki skłonne do zaczerwienienia, wcześniej podleczony trądzik różowany, duża skłonność do alergii i duże pory. 
Co mogę powiedzieć po tych 4 dniach to to, że twarz BARDZO się wygładziła a zaskórników jest MNIEJ lub są niewidoczne? Pory są zdecydowanie węższe :D ZERO pryszczy (dawno u mnie ich nie było:) No ale twarz zrobiła się bardziej wrażliwa... Zobaczymy jak będzie dalej bo planuję jeszcze wprowadzić tonik z kwasem AHA/BHA 10%  jak co roku o tej porze "kwaszę się" :)

Kremy Normaderm które dostałam od Vichy leżą i przyznam się szczerze, że jak sprawdziłam składy to nie wiem czy zdobędę się na odwagę by tego używać. 

Staram się alby moja pielęgnacja nie była chaotyczna, zazwyczaj wszystkie składy sprawdzam skrupulatnie wystrzegając się trójglicerydów, substancji ropopochodnych, silikonów czy parabenów i innych substancji które mogą zaszkodzić skórze.
Każdy wprowadzony kosmetyk stosuję minimum miesiąc chyba, że ewidentnie mi szkodzi wtedy odstawiam natychmiast. 
Pewnie za jakiś czas zrobię update posta. Starałam się by ten był maksymalnie krótki... Bo o pielęgnacji  mojej twarzy mogłabym chyba jakąś magisterkę napisać ;P

 Jak wygląda Wasza pielęgnacja?
Hmmm... Nikt nic nie powie...?
 :)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Zakupy i paczki z ostatnich tygodni...

Zakupy, zakupy... Ostatnio kupowanie kosmetyków nieźle mi idzie, nie ma co ukrywać. Pojawiło się całkiem sporo produktów w mojej łazience. 
Na początek iHerb.com zakupy robiłam z myślą o jednym pędzelku a jak widać na poniższym obrazku do koszyka wpadły aż 4 produkty :D

1. Maska Mint Julep - ogromna tuba, nie wiem czy ja to wszystko zużyję :) No ale postanowiłam dołączyć do grona ciekawskich i sama na własnej skórze przekonać się czy warto. Pachnie faktycznie miętowo.
2. Pędzel Real Techniques Expert Face Brush - oj miałam ogromny dylemat czy wziąć ten czy skunksa ale jednak po obejrzeniu masy filmików na YT wygrał ten. Użyty do tej pory raz i powiem jedno... Cudny, Hakuro H51 to kolczasta szczotka przy tym. I efekt faktycznie air brush :D Do płynnych podkładów rewelacja. 
3. Pędzel Real Techniques Setting Brush typowy pędzelek do rozświetlacza. Milusi, jeszcze nie używałam, na pewno coś o nim powiem w niedalekiej przyszłości.
4. Czarne mydło Nubian Heritage African Black Soap, cudnie pachnie zawiera drobiny. Kupiłam je z myślą o moim mężu, którego jakoś nie mogę przekonać do żeli. Jednak tradycja górą. Zobaczymy jak się u niego sprawdzi.

Kolejne zakupy robiłam w internetowym sklepie Yves Rocher. Tu podobnie szukałam tuszu do rzęs a skusiłam się jeszcze na antyperspirant. Maseczkę i żel pod prysznic dostałam gratis. 



1. Tusz do rzęs Sexy Pulp - ma być pogrubiający i trwały do 12h. No zobaczymy, po tym jak kupiłam totalnego bubla z Revlonu skusiłam się na ten. Użyłam kilka raz i na ten czas przyzwoity, pandy nie robi, szczotka trochę nietypowa ale ładnie rozdziela rzęsy. Więcej innym razem :)
2. Dezodorant w kulce z aloesem Bio z serii Culture Bio. Pachnie delikatnie i to mi się podoba.
3. Żel pod prysznic o zapachu kawy Jardins Du Monde. Zapach powalający... Idealny o poranku, zauważyłam, że fajnie nawilża. Miałam inny żel z tej serii o zapachu Ylang ale nie podobał mi się. Ten dostałam w gratisie, pewnie sama nigdy bym go nie wybrała.
4. Maseczka Cure Solutions Anti - Agressions. Ciekawy ma zapach, delikatny zobaczymy co z tego będzie. 

Pozostałe zakupy to przypadkowo upolowane w różnych drogeriach, marketach czy sklepach internetowych czy osiedlowych. Acha... zapomniałabym peeling Natura Siberica otrzymałam od sklepu Kalina do przetestowania w ramach współpracy.


Skuszona przez Idalię zakupiłam trzy produkty na które nigdy na pewno bym nie spojrzała, jakoś te marki nie trafiają do mnie. A jednak kupiłam i zadowolona jestem, czy będą zachwyty, czas pokaże :P
1. Płyn do demakijażu Garnier Essentials.
2. Krem do twarzy Siarkowa Moc - matuje nieźle ale już wiem, że nie trawię tego zapachu coś w stylu cytrynowy Domestos...?
3. Bezalkoholowy tonik Uroda Melisa - fajny odświeżający produkt czy zastąpi mój dawny hit z Clareny?
Kolejne zakupy to:                                                                                                                        
4. Mleczko samoopalające Garnier Ambre Solaire - to już kolejne opakowanie. Dla mnie najlepsze, produkt który ciężko dostać ale naprawdę warto.
5. Pasta do zębów Blanx Anty - Osad - uwielbiam to opakowanie, pamiętam Aquafresh weszło na nasz rynek z takim opakowaniem, szkoda, że już jej nie ma :/ Do past Blanx wracam co jakiś czas od kilku lat, lubię te produkty.
6. Płyn micelarny Vichy - jeden z moich ulubionych miceli, obok LRP :) 
7. Bio Silk jedwab do włosów - od czasu do czasu trochę silikonu na końcówki przydaje się, szczególnie gdy nic innego nie pomaga aby układały się jak należy. Kilka lat temu takie małe opakowanie starczało mi zaledwie na tydzień, teraz mam je na miesiące :)
8. Szminka MAC w odcieniu Angel - piękny chłodny róż dla blondyny :) Chyba czekała na mnie w salonie bo wzięłam ostatnią :P
9. Olej łopianowy do włosów - dobrze się zmywa to mnie cieszy, bo Dabur Vatica bardzo ciężko, widać rozjaśniane włosy nie lubią kokosa.
10. Natura Siberica peeling do ciała anti - age - dużo o nim teraz nie napiszę, recenzja wkrótce. Powiem tylko tyle, że to chyba będzie mój kolejny rosyjski hit po serum Babuszki Agafii (recenzja).
Paczka                                                                                                                                            
Na koniec paczka. Pamiętacie moje niezadowolenie z reklamy Vichy, było o tym TUTAJ. Po tej notce dostałam email z zapytaniem: czy zechciałabym przekonać się na "własnej skórze" o tym czy produkty Vichy są dobre czy nie...? Hmm... W pierwszej chwili miałam chęć odmówić, byłam wściekła za tą ulotkę ale postanowiłam zapytać o szczegóły. Okazało się, że produkty otrzymam bez żadnych warunków i zrobię z nimi co będę chciała :) Skoro tak... Zgodziłam się a co tam :) Otrzymałam w paczce 4 produkty zapakowane w firmową torebkę L'Oreal z liścikiem. Czy zostałam udobruchana, przekupiona? Nie sądzę, w moim przypadku zwyciężyła zwykła ludzka ciekawość. Jaka będzie recenzja czas pokaże... :P



Trzy produkty należą do linii Normaderm a czwarty to woda termalna, którą zdarzało mi się czasem kupić więc mam już o niej wyrobione zdanie. Co do kremów to tego Niut używałam już kilka lat temu ale moja skóra miała wtedy inne wymagania. Drugi krem to nowość Normaderm Anti-Age. Ostatnim produktem jest Normaderm 3 w 1 - oczyszczanie - peeling - maska. 

Na koniec dodam tylko, że na mojej liście zakupowej jest jeszcze żel do twarzy z Avene Cleanance (już nasta butelka) i olejek pichtowy wraz z petroleum D-5. Tak, tak będę znów mieszać tonik :) Nie cierpię zapachu pichty ale te zachwyty nad działaniem tej mikstury nie dają mi spokoju. Musze spróbować :P

czwartek, 16 sierpnia 2012

Działanie i analiza składu Serum Zatrzymanie Młodości od Babuszki Agafii

Miało być o dwóch serach (serum?) będzie na razie o jednym. Co prawda posiadam dwa ale serum dla cer w wieku 35-50 używam ciut krócej więc jeszcze się wstrzymam z ostateczną opinią. Ale wracając do tematu...
Niejednokrotnie wspominałam już na blogu o cudownym serum, którego używam od początku lipca.  Mowa o Serum do twarzy Zatrzymanie Młodości do 35 lat od Receptury Babuszki Agafii (producent Pierwoje Reshenie). Przyszedł więc czas na pokazanie Wam tego oto cudaka oraz napisanie co nieco o tym właśnie produkcie. Serum kupiłam praktycznie w ciemno, zaciekawił mnie opis i rzekomo dobry organiczny skład. 

Wg producenta...
Serum stworzone na bazie składników roślinnego pochodzenia (98%). Serum zawiera liczne ekstrakty i zimnotłoczone oleje, które mają zachować młodość naszej cery, stymulować procesy odnowy komórek, przeciwdziałać starzeniu się skóry, działać przeciwzapalnie a także nadać naszej skórze zdrowy wygląd.

Moja opinia...
Serum zapakowane było w tekturowy kartonik z dokładnym opisem i składem. Buteleczka serum jest poręczna, z ciemnego szkła ze szklaną pipetą i zawiera 30 ml produktu. Troszkę ta pipetką jest krótka więc zastanawiam się jak sięgnę kosmetyk gdy będzie blisko dna... 
Serum pachnie bardzo delikatnie, praktycznie zapach jest niewyczuwalny, ja nie lubię intensywnie pachnących kremów (poza Juveny Mastercremem - kochammm...). Ten jak dla mnie OK, poprawnie. 
Konsystencja typowa dla serum, lekka, dobrze się rozprowadza, szybko się wchłania przynajmniej u mnie. Nie zostawia tłustej warstwy a lekki film, który mi nie przeszkadza. Idealne pod makijaż.
Ja nie stosowałam do tej pory na serum żadnego kremu mimo iż producent zaleca jego użycie po godzinie od nałożenia serum. Zwyczajnie nie czuję takiej potrzeby, zwłaszcza na dzień. Jak dla mnie idealnie i wystarczająco nawilża, otula skórę dobroczynnymi olejkami i ekstraktami. Naprawdę stosując to serum ma się wrażenie, że skóra otrzymuje mega zastrzyk dobroczynnych składników. Początkowo stosowałam to serum i na dzień i na noc. Potem zakupiłam serum dla osób w wieku 35 - 50 lat i to stosuję aktualnie tylko na noc (będzie o tym innym razem). 
Serum faktycznie uspokoiło moją cerę, wcześniejsza kuracja Dr.Hauschka o której pisałam TUTAJ dużo dała ale to serum daje szybko widoczne efekty takie jak: poprawa kolorytu, nawilżenie, wygładzenie. Absolutnie nie zapycha a moja skóra ma do tego ogromne skłonności i byle jaki krem powoduje usianie zaskórnikami otwartymi (jak makiem). Dlatego zaznaczyłam na czerwono Gliceryl bo tego składnika bałam się najbardziej, jak okazało się, że nie potrzebnie :)
Dodatkowo co dla mnie ważne to serum nie podrażnia oczu, ja nakładam je na całą twarz, pod oczy i na powieki, praktycznie smaruję i nie zważam na nic! ZERO PODRAŻNIEŃ !
Zauważyłam też, że faktycznie zmniejsza obrzęki, zwłaszcza widoczne jest to rano zaraz po przebudzeniu. Ja śpię przeważnie z twarzą w poduszce i rano niestety nie wyglądam zbyt uroczo a tu dzięki serum te wszystkie opuchnięcia i obrzęki są faktycznie mniejsze lub ich nie ma :D  
Czy polecam... Chyba nie muszę pisać, że tak. Do tej pory moim nr 1. w tej kategorii było serum Estee Lauder ANR i chyba zostało właśnie zdetronizowane :) Ostatecznym aspektem była cena, bo przy serum organicznym wynosi ona zaledwie 25 zł !

Na koniec postanowiłam zabawić się w bardzo szczegółową analizę składu tego serum i zobaczcie jak przyjemnie patrzy się na taki skład, prawda...

aqua with infusions extract of Rosa Daurica Pallas - woda z zastrzykiem ekstraktu z dzikiej róży dachurskiej (wzmacnia procesy odnowy komórek)
Rhaponticum Carthamoides Extract - ekstrakt z szczodraka krokoszowatego (głęboko oczyszcza skórę),
Helleborus Extract - ekstrakt z moroznika bajkalskiego (normalizuje i usuwa obrzęki)
Artemisia Arctica Extract - ekstrakt z bylicy arktycznej (działa przeciwzapalnie, wspomaga regulację gospodarki tłuszczowej skóry i stymuluje syntezę kolagenu),
Organic Juniperus Communis Extract - ekstrakt z jałowca (wpływa na poprawę krążenia krwi, zawiera sporą dawkę witaminy C),
Organic Salvia Officinalis Extract - tonizujący ekstrakt z szałwii
Glicerin - gliceryna (ma właściwości wiążące wodę)
Gliceryl Stearate SE - (pochodzenia roślinnego) emolient tłusty, może być komedogenny (powodować zaskórniki), emulgator W/O umożliwia powstanie emulsji, poprawia właściwości użytkowe.
Helianthus Annuus Seed Oil - olej z nasion słonecznika, emolient tłusty, tworzy warstwę ochronną przed nadmiernym odparowywaniem wody ze skóry, bogate źródło kwasów NNKT i witaminy E,
Hippophae Rhamnoides Altaica Seed Oil - olej z rokitnika ałtajskiego (odżywia, koi skórę),
Althaea Rosea Seed Oil- olej z malwy różowej (działa przeciwzapalnie),
Rubus Chamaemorus Seed Oil - olej z maliny moroszki (działa antyoksydacyjnie, wygładza drobne zmarszczki),
Centaurium Umbellatum Oil - olej z centurii pospolitej (zawiera witaminy A i E, ma działanie nawilżające),
Iris Pallida Root Oil - olej z kosaćca bladego (ma działanie tonizujące i maskujące),
Xanthan Gum - zagęstnik, zwiększa lepkość preparatu, polisacharyd otrzymywany w procesie fermentacji bakteryjnej,
Sodium Hyaluronate - sól sodowa kwasu hialuronowego, humektant - zapobiega wysychaniu kosmetyku u ujścia buteleczki. Tworzy na powierzchni skóry film który wiąże wodę, zmiękcza i wygładza.
Benzyl Alkohol - fenylometanol, alkohol benzylowy, konserwant, regulator lepkości, rozpuszczalnik (potencjalny alergen). 
Benzoic Acid - kwas benzoesowy, substancja konserwująca, chroni kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym.
Sorbic Acid - kwas sorbowy, substancja konserwująca, uniemożliwia rozwój i przechowywanie mikroorganizmów.
Organic Perfum - organiczne perfumy.

Gliceryna i substancje konserwujące są pochodzenia roślinnego. Jak widać serum nie zawiera substancji ropopochodnych nak np. parafina, nie zawiera silikonów, parabenów.

Ufff... Dawno takiego posta nie było :)

wtorek, 14 sierpnia 2012

Akcja: Na ratunek paznokciom cz I.

Nie dawno pokazywałam rezultaty kuracji preparatami EVELINE. Niestety nie skończyło się to dobrze, więcej o tym możecie poczytać TUTAJ

Ponieważ nie znalazłam, żadnego specyfiku który zewnętrznie pomógłby moim paznokciom postanowiłam, że włączę do diety suplement MERZ SPEZIAL. 
Pierwszy raz do czynienia miałam z tymi tabletkami jakieś 15 lat temu i nie wspominam tego zbyt pozytywnie. Zwyczajnie nie było efektów. Wtedy dostałam je od znajomej, która wróciła z Niemiec. Troszkę czasu minęło (haha ha) więc liczę na to, że i w tej kwestii się coś zmieniło. 


Drugi "ratunek" to na szybko kupiony lakier - utwardzacz, zerknęłam tylko na skład czy nie zawiera tych szkodliwych substancji co Eveline i kupiłam. Raczej nie wierzę w jego magiczną moc utwardzania, ale kto wie... Jego zadaniem tutaj jest tylko fizycznie chronić płytkę paznokcia przed dalszymi uszkodzeniami, bo na dzień dzisiejszy to kolorowymi lakierami malowanie paznokci nie wchodzi w grę. Są byt krótkie i wyglądałoby to jak dla mnie komicznie :)


Niestety ten lakier daje lekko niebieski odcień na paznokciach w rezultacie wyglądają jak dla mnie trochę sino :/ Cóż jakoś to "przeżyję".

Myślałam jeszcze nad tym aby smarować paznokcie i skórki olejkiem rycynowym ale zwyczajnie nie chce mi się w to bawić i nie mam czasu na moczenie dłoni w olejkach. No ale gdy nic już nie pomoże to niestety i do tego będę się skłaniać. Tymczasem trzymajcie kciuki za powodzenie tej kuracji. Na pewno dam znać.
A czy ktoś z Was brał Merz Spezial? Jak efekty?

piątek, 10 sierpnia 2012

Aktualna mieszanka olejów do OCM

Metodę OCM pewnie znają już prawie wszyscy, pisze prawie bo na pewno są jeszcze osoby które nie słyszały o niej. Troszkę wspominałam o tym TUTAJ więcej informacji na pewno znajdziecie w sieci. 
Ja OCM nie traktuję jako mojego podstawowego sposobu na demakijaż czy oczyszczanie buzi, stosuję tą metodę raz na dwa dni czasem nawet trzy. Codziennie tylko wtedy kiedy mam na twarzy dość ciężki makijaż, szczególnie BB kremy wtedy to już obowiązkowo.
Ponieważ dzisiaj zabrakło mi mieszanki musiałam namieszać sobie nowej to zrobiłam kilka fotek z tego szybkiego "laboratorium" :)

Aktualnie składowo wygląda ona tak:

  • olej rycynowy - jakieś 30%
  • oliwka HIPP - jakieś 50 %
  • inne oleje (np. arganowy) - jakieś 20 %
  • 8 kropli olejku z drzewa herbacianego (klik)
  • 2 krople olejku eterycznego (klik)

 


Do OCM używam szmatki z mikrofibry Jan Niezbędny - moim zdaniem najlepsza. A na koniec spryskuje twarz wodą termalną AVENE. Poza tym przed OCM zawsze zmywam makijaż z oczu płynem micelarnym dlatego, że jest po prostu szybciej :) A dwa moje rzęsy nie są narażone na pocieranie a soczewki na przypadkowy kontakt z olejem.



Moje odczucia jeśli chodzi o tę metodę się nie zmieniły. Nadal uważam, że jest bardzo dobra i będę polecać ją z czystym sumieniem. Kto nie miał okazji zachęcam do wypróbowania ;)

Olejek z drzewa herbacianego Out of Africa

Charakterystyczny zapach olejku z drzewa herbacianego zna chyba każdy... Oj nieźle daje po nosie nie ma co ukrywać, że do najprzyjemniejszych nie należy. Dzisiaj chciałam nieco przybliżyć właśnie olejek z drzewa herbacianego od California Inside Out. Jest to 100% czysty australijski olejek bez żadnych dodatków. 


Olejek z drzewka herbacianego ma mocne działanie bakteriobójcze i grzybobójcze. Nawet mocno rozcieńczony z wodą olejek (25:1) wykazuje intensywnie bakteriobójcze dzialanie. 15% roztwór działa skutecznie bakteriobójczo na bakterie enterokoki i pseudomonas. Bakterie te są bardzo odporne na różne środki bakteriobójcze.

Olejek działa również grzybobójczo, dezynfekująco, przeciwbólowo, pozytywnie wpływa na pory skóry i ogólnie regulująco.
Jak wszystkie olejki eteryczne, może działać drażniąco lub wywołać reakcje alergiczne skóry. Najlepiej przed użyciem wykonać test, który wykaże, czy jest się uczulonym na dany olejek eteryczny. Olejek ma również mocne działanie antywirusowe.



Ja swój olejek kupuję na iHerb TU. Butla jest całkiem spora bo 30 ml na taki olejek to bardzo dużo jak dla mnie. Cena adekwatna do ilości i jakości tym bardziej. Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że polecam go BARDZO :))
Dodam tylko, że bardzo nie lubię tej buteleczki bo jest nieporęczna i zawsze wyleje mi się go za dużo, przydałby się kroplomierz...


Moje zastosowania:
  • do maseczek z glinki, spiruliny, alg i innych,
  • do toników, hydrolatów,
  • do żelu do mycia twarzy,
  • do OCM zawsze :)
  • do inhalacji,
  • do kąpieli stóp,
  • bezpośrednio na wypryski,.
Jeśli stosujecie olejek herbaciany jeszcze w jakiś innych celach chętnie się dowiem. Piszcie w komentarzach ;)

FitMAMA czyli dzisiejszy poranek...

źródło: net

Nie było jeszcze takiego postu więc to tam, kiedyś musi być ten pierwszy raz :P
Wiele z Was zaczęło ćwiczyć jedni z Ewą inni z Jillian. Nie będę pisać którą wolę ale cieszę się, że jest taki mały zryw wśród blogerek któremu i ja dałam się porwać a wierzcie mi lub nie bardzo mój organizm potrzebuje ruchu... Moje ostatnie 4 lata należały do fizycznego leniuchowania i o ile w pracy mam od czasu do czasu trochę ruchu to okres dwóch ciąż, każda w połowie przeleżana (niestety) dało mi nieźle w kość :/ Moje mięśnie stały się o połowę mniejsze a siły fizyczne... Szkoda gadać - jak u komarzycy hahah :D

No ale od pewnego czasu ćwiczę i jak na moje możliwości dość intensywnie, bo dwa razy dziennie. Nie chodzi mi o to żeby schudnąć ale aby moje mięśnie odzyskały swoją sprawność, chcę się rozruszać. A gdybym schudła jakieś 5 kg wcale bym się nie pogniewała :D

Zatem codziennie rano jakaś rozgrzewka, krótkie cardio od wczoraj przyłączyłam się do fajnej zabawy FitRudej - zachęcam. Zobaczymy jak daleką trasę pokonam :) Dzisiaj "pokonałam"  550km

Po południu jak zwykle intensywny 30 min. trening interwałowy. Jeszcze 8 dni i pomyślę nad jakąś zmianą... 
Zobaczymy jakie będą rezultaty powakacyjne przed wrześniowym powrotem do pracy, trzymajcie kciuki :)

A na koniec moje dzisiejsze śniadanie :)


P.S. Nie jest mi łatwo, mam strasznie zakwasy bolą mnie mięśnie stawy i w między czasie dorobiłam się małej kontuzji ale wszystko idzie do przodu małymi kroczkami. Acha i jeszcze moje aktualne wymiary 170/64kg. 

środa, 8 sierpnia 2012

Słodka malina czyli pomadka Inner Glow od Dr.Hauschka


Pomadkę tą znalazłam w paczce o której już wiele razy wspominałam, szczegóły TUTAJ. Nie ukrywam, że pomadka ta stała się moim wielkim ulubieńcem od pierwszego użycia...

Słowo producenta:

"Zmysłowe, uwodzicielskie i pełne życia - nasze usta są wyrazem naszej osobowości i jednocześnie bramą naszej duszy. W miarę jak ujawniają swój dyskretny blask i promieniują radością, także my czujemy się coraz lepiej. Odrobina delikatnie nałożonego koloru zmienia je i daje nam poczucie zadowolenia i większej pewności siebie.
Zainspirowani tym wewnętrznym blaskiem stworzyliśmy nowe szminki Dr.Hauschka, które dzięki pięciu pięknym kolorom podkreślają naturalną urodę ust. Jak drogocenne, szlchetne kamienie lub słodkie owoce lasu promieniują delikatnymi niuansami barw:
- od kryształowego różu przez opalizujący beż po czerwień kwarcu, by w końcu kusić słodyczą malin i leśnych jagód. Spośród delikatnych odcieni czerwieni i różu wybierz swój ulubiony i spraw by Twój wewnętrzny blask lśnił teraz na Twoich ustach. "


Prawda, że pięknie brzmi ten opis producenta :) A teraz do konkretów.... Ja dostałam szminkę w kolorze Pink Topaz (16) czyli słodką malinę. Szminka zapakowana była w tekturowy kartonik z ulotką informacyjną. Samo opakowanie pomadki jest wykonane z metalu z plastikowymi wstawkami. Wszystko bardzo porządnie wykonane - dopracowane w każdym calu, eleganckie opakowanie. Mi się bardzo podoba, lubię taką prostotę.

Swatch w porównaniu do popularnej szminki Rimmel i błyszczyka Essence.
Co do aplikacji to miodzio.... Jak wspominałam zachwyciłam się od razu. Cudnie się nakłada, nie jest ani zbyt twarda ani zbyt miękka. Nie nazwałabym jej szminką a raczej masełkiem do ust, które jak na mój gust daje całkiem wyrazisty kolor pielęgnując przy tym usta.
Najbardziej jednak zadowolona jestem z odcienia bo moje usta naturalnie mają dość intensywny odcień czerwieni i szczerze powiedziawszy nigdy nie lubiłam pomadek bo pomalowana szminką o pół tonu ciemniejszą nie czułam się dobrze raczej miałam wrażenie, że jestem przerysowana. Dlatego zawsze skłaniałam się ku delikatnym błyszczykom, lekko nadającym połysk.



Ten kolor wtapia się idealnie w mój naturalny odcień ust, lekko je podkreślając. To lubię! Usta nie mają nachalnego ostrego koloru, nie są matowe, nie są też zbyt błyszczące. 
Poza tym świetnie je pielęgnuje dzięki tej pomadce pozbyłam się suchych skórek i zauważyłam lekką poprawę nawilżenia. To mi się podoba.Na dzień dzisiejszy szminka jest moim absolutnym faworytem w kosmetyczce jeśli chodzi o makijaż ust.  

Zapach delikatny, ziołowy charakterystyczny dla kosmetyków Dr.Hauschka.

Największym minusem tej pomadki jest trwałość. Ponieważ ja nie wytrzymuję 1h żeby czegoś nie zjeść ha hah  :P Niestety zjadam ją z ust. A co za tym idzie poprawki są dość częste. Nie spodziewałam się jednak super trwałości po pomadce, która ma taki skład, to nie jest szminka o formule "double wear" ...

Cena 63zł do kupienia TU
Na koniec fotki z małej katastrofy :/ 
Niestety moje córki są szybkie jak wiatr... Pozostało mi nakładanie pomadki pędzelkiem, niestety :/

Skład:
Szminka nr 16 | słodka malina - PINK TOPAZ

Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Rosa Canina Fruit Extract, Lanolin, Beeswax (Cera Alba), Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Rosa Damascena Flower Extract, Anthyllis Vulneraria Extract, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Hydrogenated Jojoba Oil, Rosa Damascena Flower Wax, Fragrance (Parfum), Linalool*, Benzyl Benzoate*, Farnesol*, Limonene*, Geraniol*, Benzyl Salicylate*, Eugenol*, Citronellol*, Benzyl Alcohol*, Lecithin, Carmine (CI 75470), Titanium Dioxide (CI 77891).

wtorek, 7 sierpnia 2012

Komentarz VICHY POLSKA w sprawie mojej "afery alkoholowej"...

Ostatnio na blogu pokazywałam Wam próbkę Vichy NORMADERM i ulotkę - zapraszam TUTAJ  po więcej szczegółów. Jak widać wyszła z tego mała afera :P 
Tymczasem na pewno już nie muszę do nich pisać bo firma sama się odezwała...
Zobaczcie same :)

I co Wy na to?
Ja cieszę się, że firma zareagowała wg mnie to dobrze o nich świadczy, że interesują się tematem i śledzą blogosferę. Mam tylko bardzo cichą nadzieję, że to nie była świadoma "pomyłka" hmmmm.... 
Dziewczyny zatem jeśli macie takie "kwiatki" zachęcam do ich publikacji.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Kilka słów o tym jak zniszczyłam sobie paznokcie preparatami EVELINE


Zapowiedź była kiedyś TUTAJ. Nadzieje i ciekawość była ogromna przerodziła się później w wielką miłość a na koniec niestety w nienawiść... Ale wszystko po kolei.

Ja widać na fotkach paznokcie przed rozpoczęciem kuracji były cienkie, delikatne, wyginały się we wszystkie strony ale nie rozdwajały się. Ogólnie rzecz ujmując były zdrowe tylko chciałam aby stały się twardsze wtedy mogłyby być oczywiście dłuższe.
Dziś efekty... Niestety smutne. Jest gorzej niż było na samym początku.


Nie od razu moje paznokcie stały się tak okropne był czas, jakieś 3-4 tyg trwania kuracji kiedy byłam strasznie zadowolona z efektów, paznokcie rzeczywiście stały się twardsze, zapuściłam je i zachwycona tym stanem malowałam na różne kolory. Można było to zobaczyć np. TUTAJ :) Pięknie prawda...

Potem ten czar prysł i nagle z tygodnia na tydzień paznokcie stawały się coraz bardziej kruche, zaczęły pękać, łamać się we wszystkie strony, rozdwajać! 
Wiem, że to nie wina zmywacza bo używam cały czas ten sam.

Sam preparat bo odżywką go nazwać nie mogę w magiczny sposób spowodował, że moje paznokcie na jakiś czas broniąc się przed jego szkodliwym wpływem stały się rzeczywiście twardsze aż w końcu się poddały, zwyczajnie zaczęły pękać...
To zdjęcia z dnia wczorajszego, naprawdę nie wiem czym mam je teraz uratować?  Przestrzegam wszystkich dłuższe używanie tego specyfiku sieje ogromne spustoszenia i zniszczenia!
Pomocy!

niedziela, 5 sierpnia 2012

Czy VICHY próbuje zrobić ze mnie durnia?


W aptece rzadko robię  zakupy kosmetyczne. Zazwyczaj zamawiam tylko mleko Enfamil Premium dla moich dziewczyn. No ale dzięki temu, że zamawiam to mleko w kartonie znajduje zawsze stos próbek, które nie ukrywam przeglądam dość dokładnie :)

Oto co znalazłam jakiś czas temu i tak dumałam o co chodzi...

Ulotka reklamowa kosmetyków Vichy seria Normaderm, którą swoją drogą stosowałam nie przesadzam kilkanaście lat temu :P Wtedy nie wzbudziła we mnie większych emocji poza tym, że odchudziła mój portfel :/

Fragment treści z papierowej ulotki...
A oto co znalazłam po odklejeniu próbki od papieru...


Naprawdę pierwsza moja myśl to, że ktoś ma mnie za kompletnego durnia który nie potrafi czytać....?! A może to nie ten sam składnik hhmmm...  
Reszty składu nie będę komentować...

sobota, 4 sierpnia 2012

Ulubione kremy do rąk czyli Uzdrowisko RABKA vs. Bioluxe 1Reshenie


Dzisiaj wojna polsko - rosyjska czyli na tapecie moje ulubione kremy do rąk, miały być trzy a będą dwa... Odpadł Vichy niestety mimo cudnego zapachu nie lubię go za "silikonowe" dłonie.
Przyznam się, że nie cierpię kremować dłoni, robię to bo muszę, są suche w ciągu dnia bardzo często (za często) je myję do tego niszczą się od zwykłych obowiązków domowych... Dlatego dla mnie krem do rąk ma być po prostu DOBRY: ma działać, szybko się wchłaniać, nie tworzyć silikonowych rękawiczek, nawilżać i ładnie pachnieć.
Ciekawi pojedynku... Zapraszam :)

Krem Solankowe SPA wyprodukowany został przez Scan Anida z Krakowa dla Uzdrowiska Rabka. Kupiłam go właśnie ze względu na to, że jest na bazie rabczańskiej solanki, dodatkowo zawiera aloes. zadaniem tego kremu jest odżywiać i chronić dłonie przed wysuszeniem. Zawartość aloesu ma łagodzić podrażnienia a mikroelementy z jodowo - bromowej solanki mają hamować proces wiotczenia. Producent zapewnia też, że krem się łatwo wchłania a systematycznie stosowany chroni dłonie przed działaniem niekorzystnych czynników zewnętrznych. Pojemność 100 ml


Krem Organic Camomile Bioluxe wyprodukowany został przez OOO Pierwoje Reshenie z Moskwy. Jest to krem na bazie organicznego ekstraktu z rumianku. Zadaniem kremu jest intensywnie nawilżać i odżywiać skórę likwidując uczucie suchości i szorstkości. Pojemność 40 ml


Moje wrażenia


Oba kremy są lekkie, nawet bardzo lekkie, takie jak lubię. Nie tworzą na powierzchni skóry żadnej silikonowej warstwy typu "niewidzialne rękawiczki". Szybko się wchłaniają. 
Opakowanie - jeden i drugi to miękka foliowa tubka, łatwo się z niej krem wyciska, jednak nie lubię kremów zakręcanych bo nakrętka ciągle mi gdzieś ucieka, wypada z rąk szczególnie jak próbuje zakręcić świeżo nakremowanym dłońmi. 
Pojemność - krem bioluxe jest malutki 40 ml jednak dla mnie to zaleta nie lubię dużych tubek.
Zapach - Solankowe SPA wg mnie nie pachnie zbyt pięknie, zwyczajnie - typowy kremowy zapach z niczym się nie kojarzy, dla mnie męczący. Natomiast krem bioluxe ma piękny rumiankowy zapach, jak świeżo zerwany rumianek na łące czy w ogrodzie... Zapach z mojego dzieciństwa to pierwsze moje skojarzenie :) Uwielbiam... 
Skład - tu nie trzeba wiele komentować widać na powyższym zdjęciu zdecydowanie polski krem na drugim miejscu. Rosyjski krem ma prostszy i lepszy skład. 

Przez dłuższy okres czasu krem na bazie rabczańskiej solanki był moim zdecydowanym faworytem a to dlatego, że idealnie nawilża, podczas aplikacji dosłownie czuć jak wiele wody on zawiera. Później kupiłam krem z rumiankiem i zachwyciłam się zapachem a później działaniem. Powiem krótko uwielbiam....
To już moja kolejna tubka tego kremu i z pewnością wypróbuję kolejne kremy z tej serii.

Tymczasem przypominam o moim rozdaniu w którym można wygrać zestaw do pielęgnacji dłoni i stóp właśnie z serii Bioluxe. Serdecznie zapraszam bo już długo nie zostało :)




piątek, 3 sierpnia 2012

Szybki makeup z paletą Sleek GLORY



Dosłownie bardzo szybki makijaż... Bo jakieś 10 min i gotowe :) Podoba mi się coraz bardziej ta paleta i o ile na początku nie byłam nią do końca zachwycona to teraz cieszę się, że ją kupiłam, daje wiele możliwości. Makijaż nie jest specjalnie piękny ale nie o to chodziło... Dzisiaj liczył się czas do WYJŚCIA :P To drugi błyskawiczny makijaż z użyciem tej palety, pierwszy pokazywałam TUTAJ.



Zatem w makijażu użyłam:

  • Podkład w żelu Rimmel Match Perfection #200
  • Puder jedwabny Dr.Hauschka
  • Bronzer Estee Lauder Bronze Goddess Soft Matte
  • Tusz Maybelline The Colossal Volum' Express 100% Black
  • Eyebrow Set Catrice
  • Matowy ciemny brąz z palety Nude Sleek'a
  • Pomadka Clarins nr 17
  • baza pod cienie Art Deco
  • korektor pod oczy Skin79 The Oriental Gold Plus

Buźką są zaznaczone użyte cienie: górny rząd, górna powieka, dolny rząd - dolna powieka.

Nie wiem czy zdjęcia do końca oddają kolor cienia na górnej powiece, bo trudno było mi go uchwycić tym bardziej jak robiłam je na szybko. Natomiast zachwyciły mnie błękity. Może odważę się na turkus na górnej powiece... :D


Na koniec zbaczając z tematu fotka koczyków, które ostatnio bardzo lubię :) Kupione w Ustce oczywiście (reportaż TU). Zrobione są z kości ręcznie wykonane przez przyjezdną Afrykankę. Przepraszam za głupią minę... :P


No i kochani MAMY ZŁOTO ! 
Glory...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...